adres: ul. Wiślna 12, 31-007 Kraków
tel: (0-12) 422 25 18, 422 23 11
fax: (0-12) 421-67-31
e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl
REDAKCJA ARCHIWUM PROMOCJA REKLAMA PRENUMERATA
 
Główna strona

Nowy numer
NR 18 (2808)
4 maja 2003


  Spis treści
  Komentarze
  Obraz tygodnia
  Kronika religijna
  Liturgiczne czytania
  tygodnia

  Medytacja biblijna
  ks. Mieczysław Maliński
  Kobiety w Biblii
  Przegląd prasy krajowej
  Przeglad prasy
  zagranicznej
  Notatki
  Wśród książek
  Z płyty na płytę
  Listy
FELIETONY
  Józefa Hennelowa
  Małgorzata Musierowicz
  Ewa Szumańska
  Andrzej Dobosz
  Michał Komar
  Marcin Król
  Jacek Podsiadło
  Stanisław Lem

  Tematy miesiąca

DODATKI TEMATYCZNE

UNIA DLA CIEBIE

KSIĄŻKI W TYGODNIKU

FILM W TYGODNIKU

JAZZ W TYGODNIKU

APOKRYF

KONTRAPUNKT


To jest strona archiwalna.

Aktualna strona internetowa "Tygodnika Powszechnego" znajduje się pod adresem www.TygodnikPowszechny.pl

Projekt, wykonanie, obsługa:
Verbanet
Wersja do druku
Napisz komentarz



Kto korzysta z pracy humanistów?

Marcin Król


Najprostsza odpowiedź na postawione w tytule pytanie brzmi: nikt, poza studentami i kolegami. Czasem zdarzają się wyjątki, na przykład Instytut Spraw Publicznych zaproponował, by referendum unijne trwało dwa dni i stopniowo politycy zaczęli się do tego pomysłu przychylać. Jednak i tu sprawa nie jest jasna, bowiem wpływ na decyzję polityków mogły mieć również podobne rozwiązania w innych krajach kandydujących do Unii Europejskiej. W zasadzie polskie władze są całkowicie nieprzemakalne na wiedzę, jaką uzyskują zarówno wydziały nauk społecznych niektórych znakomitych polskich uniwersytetów, jak i rozmaite instytuty, fundacje i ośrodki badawcze, jakich można wyliczyć - tylko tych na najwyższym poziomie - co najmniej dziesięć.

Otóż nie znam przypadku, żeby w jakiejkolwiek istotnej sprawie rząd lub dane ministerstwo zwróciło się do któregoś z tych ośrodków celu przeprowadzenia analizy czy zasugerowania najlepszych możliwych rozwiązań określonego problemu. A przecież często nie trzeba się nawet zwracać. Otrzymuję z racji mojego zawodu i stanowiska wiele analiz i raportów pochodzących z tych instytucji i wystarczyłoby te znakomicie opracowane dane przeczytać, żeby nie robić wielu głupstw lub robić mądre rzeczy. Odnosi się zatem wrażenie, że nikt po prostu tych danych nie czyta. Usiłowaliśmy kiedyś namówić posłów zajmujących się sprawami konstytucyjnymi (było to dziesięć lat temu), żeby przejrzeli numer "Res Publiki" w znacznej części poświęcony sprawie przewagi ordynacji większościowej lub mieszanej nad czysto proporcjonalną - co teraz stało się nagle modnym tematem. Odpowiedź, jaką uzyskaliśmy z Sejmu brzmiała, że posłowie nie są zainteresowani lekturą takich materiałów, bo bez tego wiedzą, co i jak.

I tu jest sedno problemu. Nawet nie w tym, że w Polsce nie wykorzystuje się istniejących i bardzo dobrych "think tanków", które na ogół nie mają silnego politycznego zabarwienia, ale że się nie chce wykorzystywać. Podobnie jest z publikacjami na temat spraw zasadniczych, z debatami publicznymi. Prasa i mass media mówią rozmaite rzeczy do rządu, ostatnio na przykład do ministra Kołodki, ale mówił dziad do obrazu, a obraz do niego ani razu. Ministrowie i posłowie, wiedzą swoje i nie chcą wiedzieć więcej. Kiedyś Stefan Kisielewski (w 1968 roku) mówił o dyktaturze ciemniaków. Teraz nie mamy dyktatury ciemniaków, tylko demokrację ciemniaków.

Widać to na niezliczonych przykładach, ale przytoczę tylko dwa. Od dawna jest gotowe kilka wersji reformy chorego systemu uczelni wyższych, kolejni ministrowie kompletnie się tym nie interesują, a czasem próbują ze swojego rozumu wysnuć zupełnie absurdalne plany zmian, które spotykają się z takim protestem środowiska akademickiego, że z tych pomysłów po cichu rezygnują. I nic się nie dzieje, a uczelnie są w coraz gorszej sytuacji. Drugi przykład to horrendalna rządowa kampania w sprawie naszego wejście do Unii Europejskiej. Ileż jest w Polsce lepszych specjalistów niż Sławomir Wiatr i Lech Nikolski! Ale rząd ma swoich, którzy sprawę spartaczyli tak, że trudno sobie wyobrazić gorszą kampanię.

W sumie władza w Polsce nie chce słuchać ludzi mądrych, lub takich, którzy zawodowo mądrzy być powinni. Gdyby było dobrze, można by to zrozumieć (chociaż w Stanach Zjednoczonych, gdzie jest nienajgorzej, opinie intelektualistów są przez władze stale uwzględniane), ale ponieważ jest tak fatalnie, to doprawdy postawa władzy głuchej nie tylko na głos opinii publicznej, ale także na tych, którym się płaci, za to, żeby myśleli, jest dowodem tępoty i pychy doprawdy zdumiewającej.


Archiwum | Redakcja | Prenumerata | Reklama | Ludzie Tygodnika | Archiwum felietonów | Historia pisma
Archiwum Jerzego Turowicza | Unia dla Ciebie | Książki w Tygodniku | Film w Tygodniku |
Jazz w Tygodniku | Apokryf | Kontrapunkt

© 2000 Tygodnik Powszechny