|
Biedny Kościół
Jacek Kubiak z Rennes
Wydawało się, że Kościół katolicki we Francji żyje skromnie. Komisja ekonomiczna
tamtejszego Episkopatu zwołała pod koniec marca sesję w Valpré pod Lyonem, na którą
przyjechało ponad 70 ekonomów z diecezji. Okazało się, że francuski Kościół nie
tyle żyje skromnie, ale jest wręcz biedny.
Zestawienie wyników ekonomicznych zaledwie 30 proc. diecezji (30 z 95) nie napawa otuchą.
Tylko jedna ma dodatni bilans finansowy, reszta przynosi straty. Średnia kwota
diecezjalnego długu wynosi 811 tys. euro rocznie. Diecezje funkcjonują dzięki -
nieprzewidywalnym - datkom w postaci spadków i prywatnych zapisów. Od 1905 r., gdy
zatwierdzono rozdział Kościoła od państwa, republika nie płaci na budowę i
konserwację kościołów (poza tzw. diecezjami konkordatowymi: Alzacja-Mozela i Gujana).
Państwo utrzymuje wyłącznie świątynie wybudowane przed 1905 r. Wbrew powszechnym we
Francji opiniom także Watykan nie łoży na francuskie diecezje. Aż 75 proc. wydatków
pochłaniają pensje i emerytury księży i laikatu.
Przychody Kościoła to głównie "taca" (180 mln euro w 2001 r.), różne zbiórki
na cele parafialne (177 mln euro), datki "na Mszę" (średnio 14 euro za Mszę;
w sumie 60 mln euro w 2001 r.). Jednak liczba rodzin płacących na Kościół stale
maleje. W 1995 r. było ich 1,8 mln; w 2000 r. - już tylko 1,75 mln. Tym samym roczna
suma płacona przez statystyczną rodzinę wzrosła z 91,5 do 99,1 euro.
Taki jest finansowy efekt "wyludnionych kościołów". Tylko parafianie w
zachodniej Francji (tradycyjnie katolicka Bretania i Wandea), jak i wschodnich, górskich
diecezji (np. Sabaudia) słyną z hojności.
W dużych miastach, np. w Paryżu, Bordeaux czy Tuluzie, datki są dość znaczne, ale w
rolniczych i małomiasteczkowych regionach, czyli w większości kraju, Kościół nie może
liczyć na wsparcie. W liczącej tysiąc mieszkańców miejscowości Villamblard (80 km od
Bordeaux) kościół parafialny ożywia się tylko w lipcu i sierpniu, bo wtedy zjeżdżają
tu na wakacje Paryżanie. Finanse parafii ratuje kilkanaście rodzin Portugalczyków,
osiadłych w latach 70. i 80.
Episkopat od lat niepokoi się finansami. W 2001 r. na stanowisko generalnego ekonoma
(zastępcy sekretarza Konferencji Biskupów Francji ds. finansowych) po raz pierwszy powołano
świeckiego specjalistę - to właśnie 42-letni Olivier Lebel był inicjatorem spotkania
z Valpré. Aby myśleć o poprawie, trzeba najpierw rozpoznać faktyczny stan finansów. A
to niełatwe, bo każda diecezja jest niezależną jednostką finansową. Zaledwie 1/3 z
nich zgodziła się na udział w sympozjum. By wyprowadzić Kościół z zależności od
spadków i zapisów notarialnych, Lebel proponuje system "subskrypcji"
docelowej: dobroczyńcy chętniej przekażą większe sumy, znając z góry ich
przeznaczenie. Jednak za najważniejsze episkopalny ekonom uważa całkowitą przejrzystość
finansową i wczesne przewidywanie zmian, np. demograficznych. "Dziś Kościół we
Francji liczy 15 tys. księży, za 10 lat będzie ich 5 tys. Diecezje muszą się do tego
zawczasu przygotować" - przestrzega Lebel.
|