|
„TP”, Nr 17 (2807), 27 kwietnia 2003, http://www.tygodnik.com.pl/tp/2807/prasakrajowa.php
Prasa krajowa
Przyjazne media
Wojna z Irakiem przyniosła kolejny paradoks w dziejach dziennikarstwa: nowe możliwości
technologiczne okazały się dla mediów tak błogosławieństwem, jak przekleństwem -
pisze w PRESSIE (4) Piotr Zdanowicz.
Nagłówek "St. Petersburg Times" oznajmiał: "To najbardziej przyjazna
telewizji wojna w historii". A jeden z prezesów CBS News ogłosił dumnie:
"Postęp technologiczny dotarł do punktu, w którym jedynym ograniczeniem jest
wyobraźnia korespondenta".
Właśnie dzięki połączeniu nowej technologii z pomysłem Pentagonu, by przydzielić
oddziałom liniowym 600 dziennikarzy, narodził się nowy styl dziennikarstwa tzw.
backpack journalist. Dziennikarz plecakowy jest samodzielny, wszechstronny i mobilny.
Przykładowo: korespondentka telewizji ABC Stephanie Gosk została wyposażona w telefon
satelitarny Irydium, cyfrową kamerę Sony, zestaw satelitarny Inmarsat i standardowy
laptop (wszystko ważyło ok. 7 kg, a kosztowało 10 tys. dolarów). Osobną jakość
reprezentował David Bloom ze stacji MSNBC: z producentem i operatorem poruszał się w
Iraku przerobionym na potrzeby telewizji czołgu M-88, który wyposażono m.in. w żyroskopowy
stabilizator kamery. Pozwalało to przesyłać obraz nawet wtedy, gdy pojazd pokonywał
pustynne wertepy z prędkością 50 mil na godzinę.
W efekcie tylko podczas pierwszej doby wojny sieci telewizyjne przekazały więcej relacji
na żywo niż podczas całej kampanii w Zatoce w 1991 r. Kłopot w tym, że powódź
obrazu nie była równoznaczna z bogactwem informacji. I nie chodzi tylko o stary problem
nieumiejętności hierarchizowania wiadomości przez wielu korespondentów i redaktorów.
Istotniejsza była sama konwencja pokazywania tej wojny: połączenie reality show, stylu
"Terminatora" i serialu "Z Archiwum X". Efektem mody na relacje na żywo
była powierzchowność przekazu: materiały montowane, umożliwiające pogłębienie
tematu i spojrzenie z dystansu, na antenę przebijały się z trudem. Więcej: w ujęciach
videofonów to korespondenci stawali się głównymi bohaterami wydarzeń. Niektórzy
zresztą doskonale wpasowali się w rolę Terminatorów: zachowywali się tak, jakby
uczestniczyli w wielkiej zabawie i relacjonowali pokaz fajerwerków, a nie wojnę.
Eksponowali sensacje i nowinki kosztem wojennej rzeczywistości (atmosferę potęgować
miały choćby częste ujęcia z noktowizorów).
Z kolei telewizyjne studia zaczęły przypominać sztabowe sale odpraw: nad mapami
pochylali się emerytowani generałowie, a sytuację na polu walki miały oddawać
wyrafinowane komputerowe wizualizacje. Nie bez powodu prowadzący program MSNBC
przemianował tradycyjny newsroom na the war room, a korespondentów mianował
"wojskiem wiadomości".
Tymczasem eksperci w mundurach okazywali się zwykle (czego zresztą się można było
spodziewać) promilitarni i reprezentowali perspektywę Pentagonu. Także reporterzy,
koncentrując się na kwestiach taktyki i techniki, lekceważyli często problem
politycznego kontekstu wojny, prawa międzynarodowego czy kwestie humanitarne.
Co gorsza, dziennikarze przejęli nawet od wojskowych ich język ("Pentażargon"):
relacje pełne były typowo armijnych eufemizmów. Krytykom tej maniery nie chodzi przy
jedynie o poprawność stylistyczną: język stał się rodzajem manipulacji (dlatego choćby
prezenterowi NBC wypomniano, że mówiąc o cywilnych ofiarach wojny użył określenia
"straty uboczne"). Dziennikarską zasadę neutralności naruszał choćby nowy
zwyczaj posługiwania się "zwrotami "my" w odniesieniu do wojsk amerykańskich
i "wróg", gdy mowa o Irakijczykach". Sprawiało to nadto wrażenie
"radosnego kibicowania "naszym chłopcom"".
Kontrowersyjne jest zresztą samo skorzystanie przez media z oferty "przydziału"
ich wysłanników do jednostek. Nie dość, że był to zapewne chwyt z arsenału public
relation, to ceną, jaką zapłacili dziennikarze za dostęp do wydarzeń, jest
"pozostawienie wojskowym znacznego stopnia kontroli nad przekazywanymi na żywo
informacjami" i ryzyko wciągnięcia mediów "w tryby wojskowej maszyny
propagandowej".
KB
© 2003 Tygodnik Powszechny. Kontakt: redakcja@tygodnik.com.pl
|