adres: ul. Wiślna 12, 31-007 Kraków
tel: (0-12) 422 25 18, 422 23 11
fax: (0-12) 421-67-31
e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl
REDAKCJA ARCHIWUM PROMOCJA REKLAMA PRENUMERATA
 
Główna strona

Nowy numer
NR 17 (2807)
27 kwietnia 2003


  Spis treści
  Komentarze
  Obraz tygodnia
  Kronika religijna
  Liturgiczne czytania
  tygodnia

  Medytacja biblijna
  ks. Mieczysław Maliński
  Kobiety w Biblii
  Przegląd prasy krajowej
  Przeglad prasy
  zagranicznej
  Notatki
  Wśród książek
  Z płyty na płytę
  Listy
FELIETONY
  Józefa Hennelowa
  Małgorzata Musierowicz
  Ewa Szumańska
  Andrzej Dobosz
  Michał Komar
  Marcin Król
  Jacek Podsiadło
  Stanisław Lem

  Tematy miesiąca

DODATKI TEMATYCZNE

UNIA DLA CIEBIE

KSIĄŻKI W TYGODNIKU

FILM W TYGODNIKU

JAZZ W TYGODNIKU

APOKRYF

KONTRAPUNKT


To jest strona archiwalna.

Aktualna strona internetowa "Tygodnika Powszechnego" znajduje się pod adresem www.TygodnikPowszechny.pl

Projekt, wykonanie, obsługa:
Verbanet


Notatki


Czy "Didaskalia" muszą umrzeć?


Zawsze z zaciekawieniem zaglądam do nowych zeszytów "Didaskaliów", bo wiem, że znajdę tam opis ważnych wydarzeń teatralnych w Polsce i na świecie. "Didaskalia" są w chwili obecnej najlepszą gazetą teatralną w Polsce, o wiele lepszą i głębszą niż np. "Teatr", mający dużo dłuższą historię. Skupiły one na swych łamach sporo utalentowanej młodzieży: recenzentów, publicystów, autorów krótkich not. Mają oni trochę odmienne, inne spojrzenie niż krytycy starszej generacji na to, co się dzieje istotnego w polskim i zagranicznym teatrze. Są wrażliwi na sztukę, kompetentni, czasem radykalni. Faworyzują awangardę czy postawangardę. Mniej interesują się klasykami.

"Didaskalia" istnieją od roku 1994 (powołali je do życia studenci teatrologii UJ). Wychodzą w cyklu dwumiesięcznym. Zdarza się, że z opóźnieniem z powodu kłopotów finansowych. Na produkcję każdego zeszytu trzeba zdobywać pieniądze od sponsorów. Pomagają im państwowe instytucje: Ministerstwo Kultury, Urząd Marszałkowski Województwa Małopolskiego, Uniwersytet Jagielloński, a także Fundacja im. Stefana Batorego. Dotacje Ministerstwa Kultury, które powinny zapewniać byt "Didaskaliów", są coraz skąpsze, a prywatni sponsorzy nie kwapią się do wydatków na kulturę. Dotychczas wydano 53 numery pisma. To już spora biblioteczka, bez której trudno by się było obejść ludziom zainteresowanym teatrem. Mamy nadzieję, ze "Didaskalia" nie znikną z mapy kulturalnej Krakowa, gdyż byłaby to niepowetowana szkoda w procesie krzewienia wiedzy o teatrze.

W 53. numerze, który uważnie przeglądnąłem, są recenzje z premier krajowych i zagranicznych, z ciekawych książek, sprawozdania z festiwali. Są wywiady z reżyserami i kierownikami scen. Najciekawsza wydała mi się rozmowa z Krystianem Lupą ("Przeźroczysty pokój"), spisana przez Pawła Łopatkę. Lupa stał się najgłośniejszym reżyserem ostatniej dekady XX w. i przełomu wieków. Współpracuje nie tylko z zespołami krajowymi, ale także z zagranicznymi; niemieckimi, francuskimi. Wychował młodych, zdolnych reżyserów i aktorów wpatrzonych z uwielbieniem w Mistrza. Umie wydobywać niebanalna problematykę z tekstów, które wprowadza na scenę. Pisze książki, tłumaczy. Kiedyś w pisaniu bełkotliwy, dziś klarowny. Jeśli bierze na warsztat dawniejsze utwory, to je przerabia, adaptuje na użytek współczesnego widza. Jego teatr ma własne oblicze artystyczne, tak jak mieli je Grotowski czy Kantor.

"To, co robię - mówi w wywiadzie - jest intuicyjne. Zanurzając się w spektakl, staję się medium. Medium z całą tego konsekwencją: moje odruchy są odruchami medium". Nie znosi - jak powiedział - konwencjonalnego opowiadania. "To, co rodzi się we mnie, jest procesem, który trwa lata. Zaszedł on w takie rejony, gdzie zaczynam zrywać coś, zrzucać z siebie. Wszystko to jest w mojej drodze zapisane. Zdaję sobie sprawę, że jeśli nagle napadnę na partnerów z tym, co się we mnie dzieje - jest to dla nich niespodziewane, bolesne, obce. Może ja się z tym moim procesem osamotniłem. Trzeba mu było jakiejś jaskini czy pustyni... Po powrocie z takiej jaskini człowiek staje się nierozpoznawalny. Doskonale rozumiem, że po takim przekształceniu przyjść do partnerów i zażądać czegoś, co dla mnie jest oczywiste, a dla nich obce - jest i ryzykiem, i jakby gwałtem. Moi aktorzy przyzwyczaili się do mojego świata. Świata ugruntowanego".

Lupa, mimo że stał się już klasykiem, w teatrze jest wiecznie młodym reżyserem. Zadowolony i niezadowolony z siebie, nieustannie czegoś poszukuje. Poszukuje nowych postaci, nowej materii literackiej, nowej estetyki. Nie lubi się powtarzać.

W tym samym numerze "Didaskaliów" wnikliwy tekst ("Na dno egzystencji") o "Azylu" Lupy, wystawionym w styczniu 2003 roku w Teatrze Polskim we Wrocławiu, w oparciu o tekst Maksyma Gorkiego "Na dnie". "Krystian Lupa - pisze Beata Guczalska - popycha wciąż swoje dzieło - swój teatr - ku "przemianie". Poza horyzont nazywanego i rozpoznawalnego". W "Azylu" - zauważa recenzentka - "ludzie postrzegani są od zewnątrz, w nędzy swego fizycznego bytu. Nie w penetracji wnętrza leży siła obrazu ich egzystencji, lecz w misternej sieci mikroodruchów, uchwyconych impulsów, nieświadomych reakcji". Dotykając tej zdegradowanej rzeczywistości - używając terminologii Kantora - Lupa wyrzeka się artyzmu, pięknoduchostwa. Pomniejsza własne dawniejsze osiągnięcia. Może tym gestem otwiera nowy rozdział w historii teatru a może go zamyka, czekając na nowe, inne?

(m)


Archiwum | Redakcja | Prenumerata | Reklama | Ludzie Tygodnika | Archiwum felietonów | Historia pisma
Archiwum Jerzego Turowicza | Unia dla Ciebie | Książki w Tygodniku | Film w Tygodniku |
Jazz w Tygodniku | Apokryf | Kontrapunkt

© 2000 Tygodnik Powszechny