Czesi, Węgrzy...
Lektor
• Milena Jesenská: PONAD NASZE SIŁY. CZESI, ŻYDZI I NIEMCY. Wybór publicystyki
z lat 1937-1939 - przez wiele lat była dla nas tylko imieniem z tytułu zbioru słynnych
listów Franza Kafki i zwierciadłem odbijającym wewnętrzne rozterki autora
"Procesu". Teraz wreszcie poznajemy prawdziwą Milenę: wybitną indywidualność
o niespokojnym życiorysie, w którym związek z Kafką był tylko epizodem; kobietę odważną,
która za swoje zaangażowanie zapłaciła po zajęciu Czechosłowacji przez Niemcy cenę
najwyższą i zmarła w obozie w Ravensbrück; przede wszystkim zaś świetną publicystkę,
uważaną dziś za klasyka czeskiego dziennikarstwa.
O biografii Mileny Jesenskiej (1896-1944) napiszemy wkrótce szerzej, nie sposób streścić
jej bogatego życia w krótkiej nocie. Jej publicystyka prezentowana teraz polskiemu
czytelnikowi w wyborze Václava Buriana (który o Milenie-dziennikarce pisał przed kilku
laty w "Tygodniku") i Leszka Engelkinga, w tłumaczeniu i z instruktywną
przedmową tego ostatniego, obejmuje lata 1937-1939. Jesenska, po krótkim okresie
fascynacji komunizmem, zerwawszy współpracę z prasą komunistyczną związała się z
pismem "Přítomnost", redagowanym przez Ferdinanda Peroutkę, postać bardzo
wybitną, po wojnie szefa czechosłowackiej sekcji radia Wolna Europa. Gdy Peroutkę
aresztowało gestapo, przejęła kierowanie pismem, robiąc to także wtedy, gdy sama
otrzymała już zakaz druku.
Artykuły Jesenskiej zebrane w książce stanowią dramatyczną kronikę ostatnich miesięcy
istnienia niepodległej Czechosłowacji, czasu konfliktów na zamieszkałym przez czeskich
Niemców pograniczu, Monachium i ostatecznej katastrofy powstałego po I wojnie państwa.
"Jest w tych tekstach - pisze Engelking - żywy konkret dni pełnych poruszenia, lęku,
entuzjazmu i rozpaczy, dni, w których nastroje Czechów gwałtownie się zmieniały,
przeskakiwały od lęku i najgorszych przeczuć do wiary we własne siły i postawę
sojuszników, a potem do poczucia osamotnienia, bezsiły i rezygnacji". Nie ma frazesów,
są ludzkie emocje, umiejętność empatii, ale i przenikliwe widzenie sytuacji
politycznej, odsłonięcie mechanizmów, za sprawą których demokracja cofa się pod
naporem totalitaryzmu. W napisanym w lipcu 1938 reportażu "Setki tysięcy szukają
ziemi niczyjej" Jesenská pisze o tragicznym losie Żydów austriackich; inny tekst
opowiada o ostatnich dniach zmarłego w Boże Narodzenie 1938 wielkiego pisarza Karla čapka.
Odnajdujemy w nich wszystkich prawdę tamtego czasu i słyszymy głos autorki. Mam nadzieję,
że teraz ktoś wyda po polsku (bo chyba dotąd tego nie zrobiono?) książkę Margarete
Buber-Neumann "Milena, przyjaciółka Kafki", niezwykłe świadectwo przyjaźni
zawartej w Ravensbrück i piękny portret Mileny. (Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2003, s.
212.)
• Sándor Márai: KSIĘGA ZIÓŁ - triumfalny przemarsz przez Europę i świat dzieł
wybitnego węgierskiego pisarza zmarłego na emigracji w 1989 roku, tuż przed upadkiem
znienawidzonego przezeń systemu komunistycznego, objął szczęśliwie i Polskę. Miło
przypomnieć, że pierwsza chyba u nas prezentacja prozy Máraiego, a ściślej jego wstrząsającego
przedśmiertnego dziennika, odbyła się na łamach "TP". Potem wydano w polskim
przekładzie dwie świetne powieści: "Żar" (wyd. węgierskie 1942) i napisane
w okresie międzywojennym "Wyznania patrycjusza". Teraz przyszła kolej na
"Księgę ziół" (I wyd. węgierskie 1943), której fragmenty publikowaliśmy
już na tych łamach.
To proza "mądrościowa", zbiór krótkich rozważań, raz uderzających trafnością
ujęcia, innym razem ocierających się o banał. "Księga ziół" - a więc
herbarium, "jak dawne zielniki, które prostymi przykładami pragnęły odpowiedzieć
na pytanie, co trzeba robić, gdy kogoś boli serce albo gdy Bóg go opuścił".
Refleksje "O wartości życia", "O próżności", "O
fanatyku", "O seksie i smutku", "O ludzkiej pospolitości",
"O arcydziele i o czymś cudownym", "O tym, że co jakiś czas trzeba w życiu
poluzować", "O śmierci jako naocznym świadku", "O prawdzie i o tym,
co jest poza nią"...
"Ta książka, Czytelniku, będzie szczera - zwraca się do nas Márai - i nie będzie
mówić o ideach i bohaterach, lecz tylko o tym, co ma związek z człowiekiem. Autor,
pisząc tę książkę, nie chce pouczać, lecz sam się uczyć. Chce uczyć się z książek,
jakie pisali przed nim mędrcy i wtajemniczeni, chce uczyć się z życia ludzi (...),
chce uczyć się ze znaków życia, a więc z liter, z człowieczego serca, z traw, a
jednocześnie ze znaków na niebie. Bowiem wszystko to razem tworzy ludzki los. Nie jest
to książka uczona, lecz taka jak książki, które uczą rzeczy elementarnych".
A w ostatnim z rozważań, "O sobie", pisze: "Z ostatnim tchnieniem podziękuję
losowi, że byłem człowiekiem i iskra rozumu świeciła także w mojej mrocznej duszy.
Widziałem ziemię, niebo, pory roku. Poznałem miłość, ułamki prawdy, żądze i
rozczarowania. Żyłem na ziemi i powoli nabierałem wewnętrznej pogody. Pewnego dnia umrę;
i to także jest cudownie zwyczajne i proste! Czy mogło zdarzyć się ze mną coś
innego, lepszego, doskonalszego? Nie mogło. Przeżyłem coś największego i
najwspanialszego, los człowieka. Nie mogło mi się przydarzyć nic innego i nic
lepszego". (Czytelnik, Warszawa 2003, s. 152. Przełożył z węgierskiego Feliks
Netz.)
• Josef Škvorecký: HISTORIA KUKUŁKI I INNE OPOWIADANIA - z wielkiej trójki
czeskich prozaików współczesnych, którą tworzą Hrabal, Kundera i Škvorecký, ten
ostatni był u nas przez wiele lat najmniej znany, choć jego słynną powieść "Tchórze"
- obrazoburczy wizerunek pierwszych dni wolności w maju 1945 i największy skandal
polityczno-literacki w komunistycznej Czechosłowacji lat 50. - wydano u nas w roku 1970.
Dzisiaj urodzony w 1924 roku pisarz, od trzech dekad emigrant, mieszkający w Toronto, ma
już po polsku kilka książek (m. in. "Lwiątko", "Fajny sezon",
"Dwa morderstwa w moim dwoistym życiu", kryminalny "Powrót porucznika Borówki",
autobiograficzne "Przypadki niefortunnego saksofonisty tenorowego") i grono
zaprzysięgłych wielbicieli. Z niecierpliwością czekają oni na kolejne odsłony
biografii Danny'ego Smiřickiego, postaci występującej w wielu utworach Škvoreckiego i
stanowiącej alter ego autora, znają też na pamięć topografię rodzinnego miasta
Danny'ego, czyli Kostelca, pod którą to nazwą ukrył pisarz rodzinny Náchod, miasto położone
dzisiaj blisko polskiej granicy w rejonie Kotliny Kłodzkiej...
W niektórych opowiadaniach z tomu "Historia Kukułki" także pojawia się
Danny. Ten tom bowiem to wędrówka przez kilka dziesięcioleci twórczości Škvoreckiego,
przegląd tematów i rejestrów, po które w ciągu tych lat sięgał. Mistrz
humorystycznej narracji, wirtuoz dialogu, śmieszy do łez, choć ten śmiech podszyty
jest zawsze współczuciem dla bohaterów, czasem zaś - jak w niektórych opowiadaniach
wojennych, których bohaterami są kosteleccy Żydzi - ustępuje na rzecz przejmującej
powagi, a nawet grozy, jakby oswajał tylko rzeczywistość trudną do zaakceptowania w
inny sposób.
Zmienia się tło - najpierw jest nim Protektorat Czech i Moraw, później komunistyczna
Czechosłowacja, na koniec Kanada czeskich emigrantów - nie zmienia się umiejętność
wyrazistego szkicowania charakterów i niewiarygodnie trafnego "podsłuchiwania"
postaci. Widać to zarówno we wczesnych historyjkach osadzonych w scenerii szkolnej, które
książkę otwierają, jak i w zamykającym ją groteskowym opowiadanku. Jego narrator,
"Derek MacHane, przedszkolak z kindergarten Dwighta O'Mackay w Etobicoke,
Ontario", posługuje się zdumiewającą, zamerykanizowaną czeszczyzną, portretując
przy jej pomocy przybyłego ze starego kraju dziadka, zapiekłego komunistę i antysemitę.
"Definitywnie miał najwięcej charyzmaty" - kończy swoją opowieść z
uznaniem... Tłumaczem "Historii Kukułki", który dla tych wirtuozowskich etiud
znalazł polskie odpowiedniki, jest Jan Stachowski. (Wydawnictwo Pogranicze, Sejny 2003,
s. 206. Seria "Meridian" pod redakcją Krzysztofa Czyżewskiego).
|