|
„TP”, Nr 17 (2807), 27 kwietnia 2003, http://www.tygodnik.com.pl/tp/2807/kraj07.php
Dlaczego Moskwa nie wyruszyła na wojnę z Husajnem?
Zdrowy rozsądek Putina
Grzegorz Przebinda
Wojna w Iraku nie zmieniła polityki Rosji wobec USA. Niesłusznie pisano o "zakręcie
Putina" i końcu dwutorowej taktyki, w której Kreml najpierw krytykuje Waszyngton,
by później opowiedzieć się za współpracą. Tymczasem strategia Moskwy była
racjonalna: starała się nie dopuścić do rozpoczęcia inwazji, a nazajutrz po niej zaczęła
protestować. Nigdy jednak nie rozważała zerwania zapoczątkowanego po 11 września 2001
r. partnerstwa z Ameryką.
By zrozumieć negatywną postawę Rosji wobec wojny, trzeba też analizować opinie
prezydentów, rządów i parlamentów wszystkich państw Europy i Azji, które sprzeciwiały
się amerykańskiej interwencji.
Cztery "państwa atomowe" i GUUAM
Także i tutaj widać było wyraźnie, że stosunek do wojny państw takich jak Chiny,
Indie i Pakistan był jednoznacznie negatywny. Różnił się tylko szczegółami i żywiołowością
protestu. Czyżby więc antywojenna postawa Indii i Pakistanu dowodziła, że na
subkontynencie indyjskim został wreszcie uczyniony pierwszy krok ku zgodzie dwóch
wrogich dotąd państw i religii? A czy podobne stanowisko Chin i Rosji miałoby z kolei
dowodzić, że tworzy się na naszych oczach drugi biegun porządku światowego - oś chińsko-rosyjska,
skierowana przeciw Ameryce?
Nic z tych rzeczy. Każdy z wymienionych krajów posiada swe własne interesy
geopolityczne i starał się je choćby częściowo zrealizować przy okazji wojny na
Bliskim Wschodzie. Pakistan, jako kraj muzułmański zawsze będzie sojusznikiem państw
Ligi Arabskiej, choćby jego rząd był proamerykański. Indie z kolei, choć same walczą
u siebie z islamskim ekstremizmem, zwróciły od razu uwagę na "nielegalność
interwencji" z punktu widzenia prawa międzynarodowego. Bały się one także, co
naturalne, kaszmirskich fundamentalistów.
Na tę samą "nielegalność" amerykańskiej operacji zwróciły uwagę Rosja
oraz Chiny, które - trzeba to podkreślić - zaprotestowały najszybciej. W postawie
Pekinu odzwierciedliły się dwie obawy: lęk przed wzmocnieniem potęgi gospodarczej USA
oraz strach, czy wojna nie przeniesie się w przyszłości do Korei Północnej. Tym
ostatnim "faktem potencjalnym" martwią się jeszcze Indie, Pakistan i przede
wszystkim Moskwa.
Federacja Rosyjska boi się także, aby USA nie zaatakowały Iranu - wtedy bowiem
bezpowrotnie rozwiałyby się złudzenia Putina, co do utworzenia osi RAI (Rosja, Armenia,
Iran), która miałaby stanowić przeciwwagę dla proamerykańskiej osi GUUAM (Gruzja,
Ukraina i Uzbekistan, Azerbejdżan i Mołdawia). Trzeba jednak powiedzieć, że w czasie,
gdy ta pierwsza oś jeszcze przed wojną miała charakter teoretyczny i nigdy nie wykroczyła
poza gabinety polityków, druga - mniej więcej od dekady - jest faktem. Jej realność
została ostatnio wzmocniona szybkim zdobyciem Bagdadu przez wojska amerykańskie.
Zakręty czy kontynuacja?
Ulegaliśmy ostatnio w Polsce złudnemu skróceniu perspektywy na temat postawy Rosji
wobec wojny z Irakiem. 27 marca, dzień po słynnej wypowiedzi rosyjskiego ministra spraw
zagranicznych Igora Iwanowa, który oświadczył w Radzie Federacji, iż "Amerykanie
pragną totalnie zniszczyć Irak", a "Rosja będzie się domagać w ONZ
natychmiastowego zakończenia wojny", nasze największe gazety ogłosiły: mamy do
czynienia z "zakrętem Putina". To jest ewidentna "zmiana polityki
rosyjskiej wobec USA" (Wacław Radziwinowicz w "GW"). Mówiono o
"antyamerykańskiej gorączce w Moskwie" i o tym, że w Rosji po raz pierwszy użyto
słowa "agresja" wobec interwencji USA w Iraku (Sławomir Popowski w
"Rzeczpospolitej"). Bo i rzeczywiście, państwowa telewizja rosyjska - zgoła
inaczej niż w pierwszych dniach wojny - informowała o wydarzeniach w Iraku w duchu
retoryki "antyimperialistycznej". ORT, która jeszcze niedawno pokazywała na żywo
wręczanie Oscarów w Hollywood, teraz uderzyła w tony antyamerykańskie. Także
telewizja RTR mówiła z oburzeniem o "koalicji okupantów", pokazując z
satysfakcją antywojenne wystąpienia lauretów Oscarów (tak samo postępowały prywatne
stacje niemieckie i francuskie).
Czy jednak te obrazki winny były stać się podstawą przekonania, że Rosja zmieniła
front? Czy 26 marca 2003 r. nastąpiła rzeczywiście gruntowna zmiana polityki Putina
wobec Ameryki? Niektórzy ogłosili już koniec taktyki dwutorowości, na mocy której
Rosja najpierw krytykuje postępowanie USA wobec Iraku, by zaraz potem opowiedzieć się
za utrzymaniem partnerstwa z Ameryką. Czy niezbyt twarda mowa Iwanowa mogła być uznana
za wstęp do takiej zmiany strategii Rosji? Sądzę, że nie.
Ratowanie interesów
Wbrew temu, co pisały rodzime gazety, nie było dwóch taktyk Rosji wobec konfliktu w
Iraku. Strategia była jedna, ale za to dynamiczna. Przed wybuchem wojny Rosja starała się
nie dopuścić do jej rozpoczęcia, nazajutrz po inwazji zaczęła protestować - tak samo
zresztą jak Chiny, Indie, Pakistan, Niemcy, Francja, Belgia, Norwegia, Szwecja, Finlandia
- ale nigdy sieriozno nie rozważała zerwania partnerstwa z Ameryką, zapoczątkowanego
po 11 września 2001 r.
Zaraz po "fatalnej wypowiedzi" Iwanowa Moskwa rozpoczęła kampanię o
zabezpieczenie swych interesów w Iraku po wojnie. Co jeszcze można było wtedy ratować
z punktu widzenia interesów Kremla? Raczej niewiele. Przypomnijmy, że Saddam był winien
Moskwie osiem miliardów dolarów. Bezpowrotnie przepadły maszyny i technika oraz biura
rosyjskich przedstawicielstw. Nie będzie też dla Moskwy zysku z wydobycia ropy naftowej
w Iraku - po wojnie ceny tego surowca na rynku światowym spadną, na czym Rosja bardzo
straci, gdyż sama sprzedaje ropę w ilościach ponadhurtowych. Zdarzyła się tu, poza
wszystkim, historia dość zabawna. Oto rosyjski koncern "Energopromstroj-1" w
pierwszych dniach wojny skierował do sądu arbitrażowego Moskwy pozew przeciwko rządowi
USA. "Wielki koncern" chciał uzyskać rekompensatę za straty w wysokości 19
mln dolarów, spowodowane wybuchem wojny w Iraku.
W Polsce słychać było głosy, że gdyby Rosja przyłączyła się do Ameryki, mogłaby
odnieść zyski z tej wojny. Jednakże takie "przyłączenie" było, jest i
nadal będzie z gruntu niemożliwe - z przyczyn historyczno-geopolitycznych. W Rosji każde
dziecko podświadomie czuje, że Ameryka jest rywalem i nie wolno walczyć obok niej ramię
w ramię. Taka świadomość będzie istnieć przynajmniej do końca pierwszej dekady XXI
w. Zarazem ciekawe i optymistyczne jest to, że coraz silniejsze staje się też w
Federacji Rosyjskiej przekonanie, iż nie opłaca się dziś walczyć przeciwko
Amerykanom.
To prawda, że sporo Rosjan średniego pokolenia posiada antyamerykańską mentalność
Giennadija Ziuganowa, szefa Komunistycznej Partii Rosji, którego zdaniem każda militarna
akcja USA stanowi naruszenie rosyjskich interesów. Ta mentalność nie jest obca
Putinowi. Gdyby więc wojna się przedłużała, do głosu dochodziliby właśnie
ziuganowowcy. Być może nawet tacy ludzie, jak Siergiej Karaganow, przewodniczący rady
Polityki Zagranicznej i Obronnej FR, który wyraził nadzieję, iż USA zapadną się na długo
w pustynie Iraku. To byłby, jego zdaniem, dobry wstęp do odbudowy "ojczystego
kraju" na skalę imperialną.
Na szczęście dziś w Rosji mało kto wierzy w podobne utopie. Federacja Rosyjska po
wojnie na Bałkanach i po niepowodzeniach w kampanii czeczeńskiej systematycznie traci złudzenia,
co do swej mocarstwowości. Obecnie raczej boi się ona Ameryki, a jest to, dodajmy, obawa
połączona z respektem. Takie iunctim nie może dziwić, gdyż ani Rosja carów, ani ZSRR
sekretarzy generalnych, ani nawet proprezydencka Rosja nigdy nie potrafiły wyrażać
respektu inaczej.
Dziś Rosjanie chcą ponownie postawić sprawę Iraku na forum ONZ. Z jednej strony jest
to dowód, iż nie posłuchali Władimira Żyrinowskiego, który już w pierwszym dniu
wojny ogłosił urbi et orbi - upadek ONZ i początek kolejnej wojny światowej. Zwróćmy
uwagę na nietypową dla dwudziestowiecznych Rosjan świadomość prawną, która przejawiła
się na początku XXI w. w obliczu irackiego konfliktu. Tu warto przywołać słowa
Grigorija Jawlińskiego z 20 marca, które i po zdobyciu Bagdadu nie straciły na aktualności:
"Trzeba ograniczać liczbę ofiar, dążyć do jak najszybszego zakończenia wojny.
Gdy konflikt zostanie zakończony, wtedy sytuacja wróci do norm prawnych. Tak już bywało
nieraz po drugiej wojnie światowej i po utworzeniu ONZ. Nasz kraj winien zachować
partnerskie stosunki z Europą i USA. (...) Istnieje wiele reżimów dyktatorskich, które
dążą do posiadania broni masowej zagłady. Nie wolno za każdym razem rozpoczynać
wojny dla ich rozbrojenia". Innymi słowy, trzeba je "obezwładniać" dużo
wcześniej, nim taką broń zdołają posiąść.
Partnerstwo nieustające
Wieczorem 2 kwietnia Władimir Putin mówił w Tambowie: "Z przyczyn politycznych i
ekonomicznych Rosja nie jest zainteresowana porażką USA w Iraku. Jesteśmy z kolei
zainteresowani tym, aby przenieść ten problem na forum ONZ". To dowód zdrowego
rozsądku prezydenta Federacji Rosyjskiej, jaki objawił się w jeszcze dobitniej zaraz po
zdobyciu Bagdadu. Putin powiedział wtedy m.in.: "Dobrze, iż odsunięto od władzy
reżim Saddama Husajna. Zawsze mówiliśmy, że tak właśnie miało być".
Nie wymagajmy na razie od Federacji Rosyjskiej i jej prezydenta większych deklaracji.
Rosja nie jest już, na szczęście dla siebie i sąsiadów, potęgą światową, długo
jednak pozostanie mocarstwem regionalnym. I nadal będzie odgrywać istotną rolę w kształtowaniu
polityki w Azji Średniej, na Kaukazie, w Europie Zachodniej, Środkowej i oczywiście
Wschodniej. Świadomość tej "misji", obok aspektu ekonomicznego, była chyba w
Rosji najważniejszym czynnikiem kształtującym jej postawę wobec wojny z Irakiem.
Dodajmy, że na euroazjatyckim Wschodzie ważnym efektem tej wojny będzie coraz bardziej
pełzający i nieuchronny rozkład Wspólnoty Niepodległych Państw.
Na koniec warto podkreślić dla sprawiedliwości, iż w ostatnich tygodniach Federacja
Rosyjska i Putin zachowali się w dramatycznej dla świata sytuacji znacznie bardziej
racjonalnie aniżeli Francja z Chirakiem i Niemcy ze Schröderem. Moskwa przełamuje teraz
swe kompleksy imperialne, podczas gdy rządy Francji i Niemiec nadal pragną budować swój
europejski image na banalnym antyamerykanizmie.
GRZEGORZ PRZEBINDA jest rusycystą i historykiem idei, profesorem i dyrektorem
Instytutu Filologii Wschodniosłowiańskiej UJ. Ostatnio wydał "Między Moskwą a
Rzymem. Myśl religijna w Rosji XIX i XX wieku".
© 2003 Tygodnik Powszechny. Kontakt: redakcja@tygodnik.com.pl
|