|
Pół wieku temu odkryto tajemnicę naszych genów
DNA na dobre i złe
Jacek Kubiak
50 lat temu, 25 kwietnia 1953 roku, ukazała się w "Nature" publikacja, która
odmieniła współczesny świat. Nieco wcześniej w pubie Eagle w Cambridge, Francis Crick
i James Watson świętowali w kręgu przyjaciół odkrycie struktury DNA - kwasu
dezoksyrybonukleinowego - nośnika informacji genetycznej. Kwietniowa publikacja dotyczyła
właśnie opisu struktury podwójnej helisy życiodajnego kwasu.
Ich publikacja zapoczątkowała prawdziwą lawinę odkryć. Biotechnologia, która rozwinęła
się z genetyki molekularnej i inżynierii genetycznej, pozwala wprowadzać je do
praktyki. Dzięki manipulacjom DNA możemy uprawiać bujne zboża tam, gdzie do tej pory
rosły tylko chwasty, otrzymywać bezcenne leki w kozim mleku, skutecznie diagnozować
choroby genetyczne u ludzi i zwierząt, wykrywać sprawców morderstw i gwałtów dysponując
pojedynczym włosem czy kroplą krwi lub śladem spermy podejrzanego. Następstwem
odkrycia z roku 1953 jest również odczytanie całego genomu człowieka, a przedtem wielu
wirusów, bakterii, drożdży, muszki owocowej i robaka C. elegans. A genomika (tak nazywa
się nowa nauka dotycząca badań genomów) i proteomika (badająca całość białek
danego typu komórki czy organizmu, a więc produktów genomu) dają nadzieje na rozwój
medycyny skrojonej na miarę każdego z nas. A raczej na miarę genomu każdego z nas.
Ale, jak zwykle w nauce, jest i druga strona medalu - zagrożenie. Badania medyczne, np.
nad terapią genową, powodują nazbyt często poważne komplikacje, a nawet śmierć
pacjentów, a trwałe modyfikacje genów ludzkich mogą spowodować powstanie w przyszłości
nowej rasy "transgenicznych" ludzi. Podwójna helisa DNA ujawnia swe dwa różne
oblicza.
Złożyć DNA
"Nie ma bardziej fascynującej historii, niż odkrycie struktury DNA przez Francisa
Cricka i Jamesa Watsona" - pisze premier Tony Blair w rocznicowej publikacji. Polska
edycja tej książki towarzyszy cyklowi imprez, organizowanych przez krakowski oddział
British Council wspólnie z Wydziałem Biotechnologii UJ, w ramach obchodów
przypadającej 25 kwietnia rocznicy.
Uniwersytet, który przygotował z tej okazji sesję naukową, współuczestniczył także
w tworzeniu wystawy: "DNA 50 - Watson & Crick and beyond". "Jest to
przejrzyście zaplanowana, interaktywna ekspozycja. Historię odkrycia DNA podzieliliśmy
na 10 rozdziałów, a całość zaaranżowaliśmy w 10-metrowym kręgu. W centrum będzie
można podziwiać duży model sekwencji DNA" - opisuje Alicja Dudziak, dyrektor
British Council w Krakowie. Naukowcy i studenci UJ będą prezentować i pomagać widzom
przy własnoręcznym składaniu modeli spirali DNA. Złożyć można będzie m.in.
aspirynę czy teflon... "Udostępnimy także system komputerowy, dzięki któremu
będzie można poszerzyć swoją wiedzę na temat biotechnologii i DNA" - dodaje
Alicja Dudziak.
W Krakowie wystawę można oglądać od 25 kwietnia do połowy maja, w nowym campusie UJ,
przy ul. Gronostajowej 7, od poniedziałku do piątku, w godzinach 10.00-16.00. Następnie
prezentacja odwiedzi Gdańsk, Łódź, Warszawę i Poznań.
MP
|
|
Watsona i Cricka układanie cegiełek
Watson i Crick zgłębili tajemnice budowy DNA wspólnie z Mauricem Wilkinsem i Rosalind
Franklin. Ta ostatnia wkrótce zmarła, nie doczekawszy przyznanej pozostałym odkrywcom w
roku 1962 nagrody Nobla. Wcześniej Erwin Chargaff wykazał, że DNA zawiera tyle samo cząsteczek
adeniny co tymidyny i równe ilości cytozyny i guaniny - nukleotydów budujących ten
kwas nukleinowy. Watson, Crick, Wilkins i Franklin wykazali, jak i dlaczego te molekularne
cegiełki układają się jedna naprzeciw drugiej w formie skręconej drabiny, zwanej podwójną
helisą. Ich genialne rozwiązanie zagadki, nad którą głowiły się najtęższe umysły
epoki, wyjaśniało jak geny przekazywane są z komórki do komórki od milionów lat.
Z modelu budowy DNA zaproponowanego przez Watsona i Cricka wynikało już jasno, że
powielanie się informacji zapisanej w postaci ciągu nukleotydów odbywać się musi
przez rozdzielenie obu nici i dobudowanie nowej do każdej z nich. Opis struktury DNA umożliwił
prawdziwą eksplozję badań nad przekazywaniem informacji genetycznej. Szybko opisano
podstawową maszynerię enzymatyczną odpowiedzialną za powielanie DNA, zrozumiano też,
w jaki sposób geny ujawniają się w postaci białek. W roku 1965 złamano kod
genetyczny, czyli wyjaśniono, jakim nukleotydom (a dokładniej ich trójkom) odpowiadają
jakie aminokwasy w białku.
Badania nad DNA, regulacją jego funkcji i sposobami przekazywania zawartej w nim
informacji doprowadziły do wielu odkryć, pozwalających na przenoszenie genów z jednego
DNA do drugiego, pomiędzy różnymi organizmami, w końcu do konstruowania nowych genów,
a nawet do modyfikowania samego kodu genetycznego przez wprowadzanie do DNA
zsyntetyzowanych w laboratorium nukleotydów, a do białek nowych aminokwasów. Te zabiegi
pozwalają na uzyskiwanie nieistniejących w naturze białek, których właściwości, a
więc i zastosowań, nie sposób dziś przewidzieć. Biolodzy myślą też o stworzeniu od
podstaw, dzięki utworzonemu w probówce DNA, nieistniejącego dotąd organizmu. Chodzi na
razie o organizmy podobne do najprostszych bakterii, które miałyby wykazać minimalna
liczbę genów niezbędnych do życia. Jeśli próby te uwieńczone zostaną sukcesem, byłby
to tylko wstęp do manipulacji pozwalających na tworzenie nowych organizmów ad libitum.
Na Wschodzie bez zmian
W tym samym czasie, gdy nasi bohaterowie pili piwo w Cambridge, w Moskwie towarzysze z
Politbiura radzili, kiedy ogłosić śmierć Stalina. Sowiecka nauka, pod absolutną władzą
hochsztaplera Trofima Łysenki, jeszcze przez wiele następnych lat uznawała DNA i geny
za wymysł imperializmu, a ich badanie za kapitalistyczną fanaberię. Stalinowscy
pseudouczeni dowodzili, że życie istnieje jedynie dzięki wysiłkowi komórkowego
proletariatu - białek. Wykazano to niezbicie, i to w publicznych eksperymentach. Życie
powstawało na oczach widzów samoistnie, z materii nieożywionej. I wcale nie trzeba było
do tego żadnego kwasu nukleinowego.
Jeszcze w rok po śmierci Stalina, w lutym 1954 roku, władze Uniwersytetu Warszawskiego
zwolniły z etatu botanika, księdza profesora Józefa Szulete, który nie tylko obserwował
pod mikroskopem "imperialistyczne" chromosomy, wybarwiając znajdujący się w
nich DNA, ale również pozwalał sobie w trakcie wykładów podawać w wątpliwość
zasady stalinowskiej nauki. W ZSRR Łysenko i Lepieszyńska promowali nadal badania nad
"przekazywaniem cech nabytych". W ten sposób chciano stworzyć nie tylko nowe
radzieckie rolnictwo, ale i nowego radzieckiego człowieka. Stalinowscy pseudonaukowcy nie
wiedzieli, bo nie mogli lub nie chcieli wiedzieć, że ich koledzy z Zachodu zrozumieli właśnie,
jak magazynowana jest i przenoszona informacja genetyczna. Nie rozumieli, że poznanie
struktury DNA jest kluczem do uzyskania środków, pozwalających na trwałe zmienianie roślin,
zwierząt i ludzi.
Dzięki Bogu odkrycie Watsona i Cricka zbiegło się ze zmierzchem stalinizmu, który
zresztą bardzo skutecznie sam izolował się od biologicznych nowinek z Zachodu. Wyobraźmy
sobie, że tajemnica DNA ujrzałaby światło dzienne dziesięć lat wcześniej, a Stalin
pojąłby, jakie korzyści totalitarny system mógłby odnieść z manipulacji informacją
genetyczną. W erze Breżniewa moglibyśmy mieć nie tylko wyścig nuklearny, ale i
genetyczny. Znając sowieckich przywódców nie należy wątpić, że zawahaliby się
przed podjęciem próby stworzenia wymarzonego przez Wielkiego Brata nowego, genetycznie
zmodyfikowanego człowieka.
Partytura koncertu
Zasadnicza informacja dotycząca funkcjonowania naszych organizmów zapisana jest w DNA w
postaci genów. Genetyczną instrukcję życia zawiera każda komórka naszego ciała.
Kolejność nukleotydów DNA danego genu tłumaczona jest dzięki kodowi genetycznemu na
aminokwasowy język białek. Choć niektóre komórki, przykładowo czerwone krwinki, tracą
w pewnym momencie życia swoje DNA, to mogą funkcjonować nadal dzięki białkom
utworzonym wcześniej według zawartej w usuniętym DNA instrukcji. Kod genetyczny, wspólny
dla wszystkich żywych organizmów od bakterii do człowieka, pozwala na bezbłędny przepływ
informacji z DNA do białek. Niezbędny do tego jest jednak pośrednik. Jest nim inny kwas
nukleinowy o nazwie RNA. Niezwykle skomplikowana komórkowa maszyneria przepisuje
informacje z DNA najpierw na RNA. Dopiero w takiej postaci informacja ta jest
rozszyfrowywana przez mikroskopijne fabryki białek - rybosomy.
Istnienie pośrednika w tłumaczeniu informacji genetycznej z DNA na białka umożliwia
komórce modyfikowanie instrukcji zawartej w genach. Cząsteczki RNA zawierające dokładną
kopię genów zapisanych w DNA podlegają tzw. procesowi dojrzewania. Pewne fragmenty są
z nich usuwane, a reszta łączy się ponownie, tworząc krótszą niż wyjściowa cząsteczkę
RNA. Usuwane mogą być bardzo liczne fragmenty RNA i to w różnych jego częściach, w
zależności od potrzeb komórki. Proces ten zachodzi na wiele różnych sposobów w każdej
komórce naszego organizmu. Łatwo odgadnąć, że dzięki dojrzewaniu RNA zawierającego
informacje jednego genu, można uzyskać nawet tysiące różnych białek, a więc tysiące
zupełnie różnych produktów tego samego genu. W dodatku wycinanie i sklejanie fragmentów
RNA to tylko jeden z wielu sposobów powiększania wachlarza naszych genów.
Również gotowe już białka są modyfikowane w taki sposób, że całkowicie zmieniają
się ich właściwości. Chemiczna obróbka białek w komórce pozwala na dalsze
modyfikowanie informacji genetycznej pochodzącej z genów. Białka tworzą też ze sobą
wielocząsteczkowe kompleksy, które wykonują różne funkcje w zależności od składu
ich białkowych podjednostek. Jednym słowem komórka wzbogaca i zwielokrotnia w doskonale
skoordynowany sposób zawartą w DNA informację genetyczną.
Procesy te znajdują się pod kontrolą bardzo wielu genów, bo w dojrzewaniu RNA, czy
modyfikowaniu białek, biorą udział liczne enzymy. Funkcjonowanie naszego genomu
przypomina więc raczej koncert symfoniczny niż proste odczytywanie tekstu zapisanego w
DNA. Wydobycie z DNA informacji genetycznej odpowiedniego genu i przekształcenie jej w
białka przypomina wejście altówek czy fortepianu w trakcie koncertu. Może nastąpić
ono na tysiące różnych sposobów, ale pełnię harmonii daje tylko jeden lub zaledwie
kilka sposobów interpretacji tej genetycznej partytury. Nie dziwi biologów, że jedynie
30 tys. genów zapisanych w ludzkim DNA wystarcza do funkcjonowania naszego organizmu.
Zadziwia ich natomiast ciągle, w jaki sposób nasz genom wydobywa harmonie genetycznych dźwięków
pozwalających na wykonywanie w naszych komórkach symfonii życia.
Geny to nie wszystko
Choć geny są oczywiście głównymi sprawcami życia, to nie wszystkie jego przejawy
zależą bezpośrednio od informacji zapisanej w postaci odpowiednio uszeregowanych w DNA
nukleotydów. U ssaków, w tym i u człowieka, pewne geny są modyfikowane bez zmiany układu
nukleotydów w ich DNA. Są więc one modyfikowane bez zmiany samej informacji
genetycznej. Jest to zjawisko zwane "imprintingiem genetycznym" albo znakowaniem
genów.
Naznaczenie genu zmienia sposób jego odczytywania w komórce, choć nie wiemy jeszcze,
jak do tego dochodzi. Dwa różne typy znakowania genów zachodzą w komórkach
rozrodczych kobiety i mężczyzny. Obie komórki łączą się ze sobą w procesie zapłodnienia,
dając zarodek posiadający geny naznaczone uprzednio na dwa różne sposoby. Dla
normalnego rozwoju zarodka konieczna jest obecność obu, męskiego i żeńskiego, typów
naznaczenia tych genów. Obumieranie zarodków ssaków uzyskanych inną drogą niż przez
zapłodnienie, np. przez klonowanie, jest w dużej mierze wynikiem nieprawidłowego
naznaczenia tych genów. Sklonowane zarodki wykazują wiele anomalii, są przykładowo
bardzo często wyjątkowo dużych rozmiarów. Powodem tych zaburzeń rozwojowych jest właśnie
nieprawidłowe naznaczenie pewnych, nielicznych zresztą, genów.
Prawdziwą rewolucją w biologii było odkrycie, że nie tylko kwasy nukleinowe mogą być
nośnikiem informacji genetycznej, a więc przekazywanej z pokolenia na pokolenie. Okazało
się, że również białka mogą być nośnikami takiej informacji. Tak dzieje się w
przypadku prionów - białek powodujących chorobę szalonych krów u bydła i
Creutzfeldta-Jakoba u ludzi. Przekształcanie się zdrowych prionów w priony chorobotwórcze
następuje bez jakiejkolwiek ingerencji informacji zawartej w DNA. Zmieniona cząsteczka
prionu sama przekazuje informacje o swojej chorobotwórczej strukturze zdrowym białkom
prionowym.
Odkrywanie roli kolejnych genów powoduje, że staramy się dopatrzyć ich roli w każdym
przejawie naszego życia. Po genach odpowiedzialnych za kolor naszych oczu czy włosów,
wywołujących raka, mukowiscydozę, fenyloketonurię, chcemy poznać geny otyłości,
homoseksualizmu, łagodności czy gwałtowności (a więc determinujących nasze cechy
charakteru), inteligencji, a może talentów malarskich, muzycznych czy poetyckich.
Istnieją zapewne geny, które predysponują do takich czy innych zachowań, czy dają większe
lub mniejsze zdolności w danej dziedzinie.
Ale naiwnością byłoby oczekiwanie, że kiedyś genetycy ujawnią pojedynczy gen
odpowiedzialny za tak skomplikowane cechy. Na nasze zachowania seksualne, cechy
charakteru, religijność czy zdolności (lub ich brak) wpływa zapewne tyleż samo
informacji genetycznej, co i wpływów środowiska zewnętrznego. Oczywiście patrząc na
liczbę świetnych, bo genialny był jeden, muzyków w rodzinie Bachów, nie można oprzeć
się wrażeniu, że muszą tu wchodzić w grę geny. Ale na nic nie zdałyby się
potencjalne "muzyczne" geny u Bachów, gdyby nie przekazywana z pokolenia na
pokolenie tradycja wielbienia muzyki. Jan Sebastian dzięki swym genom wyrósłby zapewne
jedynie na Janka Muzykanta, gdyby pozbawiony był wpływów swej rodziny, szkoły i całego
otoczenia, jakie towarzyszyło mu w rodzinnym Eisenach, gdzie spędził dzieciństwo. Wpływ
środowiska może zarówno sprzyjać rozwojowi talentów, jak i niwelować bardzo poważne,
nawet genetycznie uwarunkowane, braki w poziomie inteligencji.
*
Obaj jubilaci, Watson i Crick, choć już w podeszłym, emerytalnym wieku, ciągle marzą
o nowych odkryciach. Francis Crick uważa, że podstawowe dla przyszłości ludzkości będzie
wyjaśnienie natury ludzkiej świadomości. James Watson oświadczył niedawno, że
wykorzystując znajomość wszystkich genów człowieka ludzkość powinna skupić się na
zidentyfikowaniu tych z nich, które odpowiadają za naszą inteligencję. Współodkrywca
struktury DNA sugeruje, że poprawiając te właśnie geny u ludzi możliwe będzie w
przyszłości wyeliminowanie głupoty.
Wybieganie w przyszłość to zajęcie bardzo ciekawe i konieczne dla rozwoju nauki.
Realizacja idei obu uczonych może rzeczywiście przyczynić się do postępu nauki. Ale
czy będziemy naprawdę szczęśliwsi w świecie, w którym wszyscy będą
superinteligentni, na wzór Jamesa Watsona? To zapewne marzenie wielu uczonych, ale chyba
nie każdego człowieka "z ulicy". Idee poprawiania ludzkości jak dotąd kończyły
się katastrofami. Skąd pewność, że dziś, gdy mamy w ręku tak potężne narzędzie,
jakim jest manipulowanie podwójną helisą DNA, katastrofa nie będzie jeszcze większa
niż wówczas, gdy konstruowano nowego radzieckiego człowieka i hitlerowskiego Übermenscha
przy użyciu pseudonaukowych, i na szczęście mało wydajnych, metod?
|