|
„TP”, Nr 17 (2807), 27 kwietnia 2003, http://www.tygodnik.com.pl/tp/2807/felpodsiadlo.php
"Poproszę osiemnaście kilo cukierków"
Jacek Podsiadło
Jak na takiego odmieńca, Pippi ma zadziwiająco wiele cech wspólnych ze "zwykłymi"
ludźmi. Ta, na którą teraz chcę zwrócić uwagę, to pomysł, co robić, kiedy nie ma
co robić. Annika i Tommy ciągle zamęczają Pippi oczekiwaniem, że to ona coś
ciekawego wymyśli. Za którymś razem jednak nawet jej wyczerpują się pomysły
("Nie możemy tańczyć dookoła choinki, bośmy ją wyrzucili trzy miesiące temu.
Fajnie byłoby szukać złota w ziemi, ale nie wiemy, gdzie ono jest"). W związku z
tym wpada na pomysł najbardziej sztampowy, przynajmniej w naszych czasach: chodźmy na
zakupy.
W tamtym miasteczku nie ma "Realów", "Carrefourów" ani nawet
"Biedronek", ale nasze supermarkety też pełne są Annik, którym tak niewiele
potrzeba do "szczęścia". " - Jacy my jesteśmy szczęśliwi! - powiedziała
Annika. - Tyle tu sklepów, a my mamy kieszeń fartuszka pełną złotych monet!"
Gigantomanię takich szalonych zakupów też znamy. Osiemnaście kilo cukierków. Sześćdziesiąt
lizaków i siedemdziesiąt dwie paczki irysków. W sklepie z zabawkami "wszystkiego
po trochu". W aptece wszystkie możliwe likarstwa. I jeszcze raz osiemnaście kilo
cukierków. Ale Pippi nawet przy tak trywialnej okazji potrafi małe, dość obrzydliwe
"szczęście" przemienić w wielkie, prawdziwe szczęście.
Bo przepis na udane zakupy mówi na przykład, że dobrze jest kupić coś niezwykłego, z
pozoru niezbyt potrzebnego. W omawianym przypadku jest to nabycie ręki manekina w sklepie
z ubraniami. Bowiem wyobraźmy sobie, jak każe nam Pippi, że jemy obiad trzymając
widelec w lewej, a nóż w prawej ręce, i nagle musimy koniecznie podłubać w nosie albo
podrapać się w ucho. W sklepie, który poucza cię już wystawami, że źle wyglądasz,
dobrze poszukać czegoś, co umocni cię w twoim własnym wyglądzie, bo na pewno wyglądasz
dobrze. Wyobrażacie sobie szturm na kosmetyczne sezamy pań pragnących szybko przytyć i
panów pragnących trwale wyłysieć? Zwabiona reklamą kremu przeciwko piegom Pippi
zamawia w perfumerii osiem słoików smarowidła, od którego piegów przybywa. Ponadto
trzeba kogoś obdarować, przecież ta moc słodyczy i zabawek to za dużo dla naszej
skromnej trójki (do "Biedronki" na moim osiedlu przychodzą czasem nie mające
"nawet najmniejszych pięciu öre" dzieci, aby choć ukradkiem pobawić się
samochodzikami z półek). Na koniec Pippi kupuje dzieciom z okolicy po gwizdku i wszyscy
wracają gwiżdżąc marsz paradny pułku Kronoberg. Ponieważ jednak niektóre dzieci myślą,
że gwiżdżą "Grzmijcie jak burza, bracia", wychodzi im z tego - to już mój
domysł - "Idą Szwedzi z ogromnym hałasem". I tu zjawia się policjant, który
pilnuje - to też mój domysł - żeby dzieci porządnie gwizdały tam, gdzie nie wolno. I
tu przydaje się ręka manekina, którą Pippi pocieszająco poklepuje ogłuszonego
policjanta po ramieniu ("Ciesz się, że nie kupiliśmy puzonów"). I tu zakupy
się kończą, bo zjawienie się policjanta zawsze zwiastuje nieuchronny koniec przygody.
Jacek Podsiadło
skr. poczt. 32, 45-076 Opole1
podsiadlo@atol.com.pl
© 2003 Tygodnik Powszechny. Kontakt: redakcja@tygodnik.com.pl
|