dotb.gif

„TP”, Nr 16 (2806), 20 kwietnia 2003, http://www.tygodnik.com.pl/tp/2806/kultura05.php

Baczyńskiego wiersze wielkanocne


"Ten dzień, co jest miłość"

Henryk Siewierski


Jak "nieba płynnych pogód" płynne są i ptaki, i drzewa, i serca, i "ciała kryształ pełen owoców białych", i "kroków korowody", i usta, i śmiech, i płakanie. Ale jest taka miłość, która nie godzi się z tym płynnym stanem rzeczy, miłość jak potężna metafora przenosząca to, co płynne, w stan niekończącego się trwania. Mówi ona:

nie odpłynie, zostanie.
Uniosę je, przeniosę
jak ramionami - głosem,
w czas daleki, wysoko,
w obcowanie obłokom.


To tylko tekst wiersza Baczyńskiego, "Miłość", pisany we wrześniu 1942 r., a jednak jakby słychać było głos. Bo poezja jest głosem, nie tylko tkaniną powiązanych ze sobą znaków. Głos ten nie sprowadza się do muzycznego potencjału wiersza, ale trwa w pozaznakowym rejestrze. Wszystko inne w wierszu jest konwencją. Bez tego głosu może on co najwyżej brzęczeć jak miedź, a tak jest poezją, która przenosi rzeczy ze świata poddanego prawu przemijania w inny czas i inną przestrzeń, "czas daleki, wysoko".

Dlatego w czasie dalekim Wielkanocy 1942 roku, Baczyński pisał wiersze również do czytania na Wielki Tydzień roku 2003. Wiersze niezwykłego przesilenia mowy i wiary: "Wielkanoc", "Hallelujah", "Martwa pieśń", "Rorate coeli", "Młot". Poeta przyjmuje rolę podmiotu zbiorowego, utożsamia się z powszechnym bólem i tą nieoczekiwaną odmianą Eucharystii, która chleb i słowo skojarzyła z krwią.

O ty kraju! Ja jestem bólem twoim bólom
i krwią krwi twojej - pszenicy łanowej,
i krwi tej purpurowej, co jest w twojej mowie.


("Wielkanoc")


Ale skojarzenie to jest w naturze rzeczy, czas grozy tylko uwydatnia dramat człowieka pod niebem, "białą powierzchnią milczenia", a od poety wymaga jasnej opcji, "pójścia na całość", wyboru między "martwą pieśnią" a wiarą w "odwrócenie ruchu":

Jeśli kto jeszcze wierzy w stawanie się czasem,
jeśli kto jeszcze ceni człowieka nad głazem,
o, niech przez wiarę swoją otworzy przemianę
w spętanie, nie pochwałę zbrodni.
Niech się stanie
jak mistrz, co siłę gromu zaklina w kształt żywy,
bo jeśli wiary zbraknie - kto wstanie szczęśliwy,
bo jeśli wiary zbraknie w odwrócenie ruchu,
martwa pieśń, przyjaciele - grobowcem
na duchu,
martwy sen, przyjaciele, pod kolumną blasku
i popiołu wracanie popiołem    - do piasku.


("Martwa pieśń")


Bez wiary nie ma ocalenia, nie ma pieśni żywej, co przenosi w czas daleki. A wiary takiej nie ma bez miłości, która pragnie ocalić. Wiara w ocalenie przez miłość znalazła w poezji Baczyńskiego wyraz niezwykły, stała się żywym do dziś głosem idącym de profundis w "obcowanie obłokom". Sześćdziesiąt jeden lat temu świętował on Wielkanoc nie tyle jako objawienie Bożej mocy, ale jako "ten dzień, co jest miłość".

i niech się święci ten dzień, co jest miłość,
ten dzień, co niósł na sobie przez trumny i ruchy
złożenie w grobie ciałem, a wstawanie duchem.


("Wielkanoc")
© 2003 Tygodnik Powszechny. Kontakt: redakcja@tygodnik.com.pl