|
40. Targi Książki Dziecięcej w Bolonii
Targi Wyobraźni
Joanna Olech
Książka dla dzieci przestała być opowiastką powierzoną do zilustrowania grafikowi.
"Nowa" książka jest stymulującym wyobraźnię dziecka konceptem. Autor to już
nie miła ciocia wyposażona w ryzę papieru i wieczne pióro to raczej rodzaj
iluzjonisty. W Bolonii czuje się, co znaczy prymat kultury obrazkowej nad słowem.

Miguel Calatayud "El mundo al revés" (Świat na opak) wyd. Media Veca
|
|
Wczesnym rankiem wypijamy szybkie cappucino i maszerujemy przez miasto w kierunku Targów.
Ciepło, wiecznie zielone drzewa i szpalery tui na tarasach sprawiają wrażenie, że
wiosna w pełni, ale platany pokryte zaledwie bladozielonymi pączkami. Bolonia
udekorowana jak na pacyfistyczny karnawał - w oknach tęczowe flagi z napisem
"PACE", przechodnie noszą w klapach tęczowe wstążeczki... Mijamy osiedle
betonowych mrówkowców i wkraczamy na tereny targowe. 16 ogromnych, parterowych hal zapełniono
książkami. Wyłącznie dla dzieci.
Wilkoń i inni Polacy
W hali głównej powiększony plakat Józefa Wilkonia - biało-czerwony ptaszek przysiadł
na zębatych flankach bolońskiej architektury. "Polonia a Bologna" głosi
napis. Polska jest gościem honorowym Targów i rzeczywiście, polskiej obecności nie
sposób nie zauważyć. Tuż przy wejściu - ekspozycja ilustracji polskiej ostatniego
dwunastolecia. W centralnym miejscu, ponad okrągłą wyspą z żółtego piasku zawisły
stalowe ryby Wilkonia. Artysta - najsławniejszy bodaj na Zachodzie polski ilustrator - od
wielu lat zajmuje się także rzeźbą, jego blaszane ryby, drewniane psy i małpy zdobią
japońskie muzea.
Eksponowane na wystawie prace 47 rodzimych ilustratorów zostały nagrodzone w krajowych i
zagranicznych konkursach graficznych, toteż ich jakość nie przynosi nam wstydu. Dyżurujący
na stoisku zbierają spontaniczne pochwały, towarzyszący wystawie "Almanach
Polskiej Ilustracji" (25 euro) dobrze się sprzedaje, a cały nakład plakatu z biało-czerwonym
ptaszkiem rozszedł się w dwa dni.
Tuż obok organizatorzy umieścili forum dyskusyjne, "Illustrator's Cafe", gdzie
parokrotnie w ciągu dnia odbywają się seminaria i panele dotyczące sztuki książki.
Krąg spiętrzonych amfiteatralnie podestów otacza "arenę", na której siedzą
zaproszeni goście. Polscy ilustratorzy okupują te arenę dwukrotnie - najpierw za sprawą
seminarium "Ilustracja polska - Rozważna, czy Romantyczna?", potem z okazji
benefisu Wilkonia.
Blisko siedemdziesięcioletni artysta jest na Targach oblegany niczym Claudia Schiffer. W
"Illustrator's Cafe" zabrakło miejsc i publiczność tłoczy się na stojąco.
Wilkoń burzy ułożony przez organizatorów program, przejmuje mikrofon i z pominięciem
tłumacza, po francusku, opowiada anegdoty. Wyjmuje z kapelusza pokaźnych rozmiarów
zawiniątko i z lnianej szmatki wyłuskuje 11 przepięknych kaczuszek z brązu (własnego
autorstwa). Ustawia je w długi szereg, od największej do najmniejszej. Ostatnia kaczka
niesie na grzbiecie małe kaczątko. "Zawsze je zabieram w podróż - opowiada - co
irytuje pracowników ochrony lotniska, bo obecność kaczek w moim podręcznym bagażu
wzbudza czułe detektory metalu. Myślą, że to bomba i na koniec pytają wściekli:
Dlaczego podróżuje Pan z KACZKAMI? A ja wtedy odpowiadam: Bo nie mogę podróżować ze
słoniem. Słoń nie potrafi latać!".
Książki ilustrowane przez Wilkonia można zobaczyć na Targach w stoiskach francuskich,
szwajcarskich, japońskich... nie ma ich tylko u polskich wydawców. Ten paradoks łatwiej
zrozumieć, kiedy porówna się jakość retrospektywnej wystawy ilustracji polskiej z
komercyjną ofertą wydawniczą rodzimych oficyn. WSiP, Granna, Muchomor, Znak, Nasza Księgarnia
i Media Rodzina of Poznań prezentują profesjonalny poziom, ale w gronie obecnych w
Bolonii wydawców znaleźli się i tacy, którzy hołdują strasznej, postdisneyowskiej
stylistyce, na dodatek w na poły amatorskim wydaniu. Tylko wąska alejka dzieli w Bolonii
polskich wydawców od polskich grafików. Kiedy nasi wydawcy przekroczą tę alejkę?
Polska jest obecna na Targach w dwóch miejscach. Obok wspomnianej dużej (336 metrów
kw.) Wystawy Polskiej Ilustracji w hali głównej, istnieje tak zwana Ekspozycja Narodowa,
w skład której wchodzą: komercyjna prezentacja wydawców, rodzime multimedia, kawiarnia
i stoisko, na którym ilustratorzy prezentują swoje, kilkaset prac liczące, archiwum, a
także makiety książek jeszcze nie wydanych. Na stoisko ilustratorów przychodzą z
ofertą współpracy wydawcy z Francji, Hiszpanii, Kanady, Korei... Jedna z ilustratorek,
która przyjechała z trzymiesięcznym niemowlęciem, udziela informacji karmiąc dziecko
bujną piersią.
Idea i obraz
Książka dla dzieci przestała być opowiastką powierzoną do zilustrowania grafikowi.
"Nowa" książka jest stymulującym wyobraźnię dziecka konceptem (i nie mówię
tu o książkach z dziurką, oczkami czy piszczącym guziczkiem, których w Polsce pełno!).
Tekstu zazwyczaj zaledwie parę linijek, ale przekaz jest bardzo czytelny - aczkolwiek
pochodzi nie tyle z literatury, co ze zwizualizowanej na papierze IDEI.
Autor książek dla dzieci to już nie miła ciocia wyposażona w ryzę papieru i wieczne
pióro - to raczej rodzaj iluzjonisty. Moneta, koralik czy skrawek papieru staje się
pretekstem do opowiedzenia historii środkami czysto wizualnymi, jednak z nieodzownym
suspensem. W Bolonii czuje się, co znaczy prymat kultury obrazkowej nad słowem. Dziecko
nie musi czytać książki, aby ją "przeczytać". Wystarczy, że przyjmuje
zaproszenie do inteligentnej zabawy w wyrafinowanej, estetycznej oprawie.
Do wielu stoisk ustawiają się kolejki młodych ludzi z teczkami. To ilustratorzy, którzy
szukają wydawcy. Inaczej niż w latach ubiegłych, oferują nie tylko próbki swojego
stylu, ale całe książki - wydrukowane na laserowych drukarkach, gotowe do produkcji...
W holu głównym jest też specjalna ściana, na której każdy grafik przypiąć może
swoje "demo" - próbkę rysunku i kontakt (dla wydawcy).
Co roku w Bolonii wystawia się ilustracje z całego świata, w dwóch kategoriach -
fiction (bajki, beletrystyka itp...) i non fiction (ilustracja encyklopedyczna,
edukacyjna, dokumentalna). Jury bolońskie z kilku tysięcy nadesłanych prac wybiera
kilkadziesiąt, które są eksponowane na Targach i reprodukowane w dwóch grubych
katalogach. I tu niespodzianka - w tym elitarnym gronie znalazły się dwie Polki,
studentki uczelni plastycznych: Marzena Łukaszuk z łódzkiej Akademii Sztuk Pięknych i
Marta Mielczarska z Jeleniej Góry. O konkursie bolońskim dowiedziały się pocztą
pantoflową, szczegóły znalazły w internecie.
Francuzi, Hiszpanie, Amerykanie
W gronie ilustratorów układamy "Listę Targowych Przebojów" - dziesięć
najpiękniejszych książek z oferty wydawniczej całego świata. Z kilkudziesięciu
"nominacji" wyłania się czołówka. Trzy wydawnictwa, których tytuły
powtarzają się najczęściej, to francuski Rouergue, hiszpańska Media Vaca i amerykańska
The Creative Company (zabawne, że dwa pierwsze wydawnictwa mają w swoim logo wizerunek
krowy!).
Francuzi podobają się najbardziej - ich narodowa oferta en bloc prezentuje poziom
mistrzowski. Są niezwykle twórczy zarówno w sposobie ilustrowania, w typograficznym
opracowaniu książki, jak i w warstwie merytorycznego przekazu - to do nich należą najśmielsze,
prowokacyjne koncepty.
Książka "Messieurs Propre" (o porządkach w domu) została zilustrowana
postaciami zbudowanymi z gumowych rękawiczek, mopa, szczotek, ściereczek, gąbek itp...
"Moi przyjaciele" i "Moja rodzina" to krzesła o najróżniejszych
kształtach, uczłowieczone przez ilustratora i opatrzone śmiesznymi, ni to krzesłowatymi,
ni to ludzkimi nazwiskami. Dziecko uczy się rozpoznawać żart językowy, grę konwencji.
Hiszpańskie wydawnictwo Media Vaca zdumiewa wizualną ascezą i prostotą. Książki
drukowane na zgrzebnych, grubych papierach, jedynie dwoma kolorami, są tak wysmakowane,
tak konsekwentne w artystycznych wyborach, że polscy ilustratorzy pielgrzymują do hiszpańskiego
stoiska. Ta surowa grafika wydaje się podobna do Polskiej Szkoły Ilustracji z lat 60. i
70. Siła ówczesnej polskiej ilustracji brała się z poligraficznej mizerii - graficy
musieli posługiwać się prostymi środkami, bo na inne nie pozwalała siermiężna jakość
druku i papieru. Hiszpańskie wydawnictwo czterdzieści lat później sięga po te same środki,
ale nie z konieczności tym razem, a ze świadomego wyboru.
Zupełnie inna jest amerykańska oficyna The Creative Company: samotna wyspa książki
artystycznej pośród morza amerykańskiej komercji. To oni przed paroma laty wydali słynnego
"Czerwonego Kapturka" Sary Moon - książkę bez tekstu, będącą zbiorem
czarno-białych fotografii, gdzie wilk jest przedstawiony pod postacią czarnej
limuzyny... Ta metaforyczna książka ma swój ponury erotyczny podtekst i jest bardzo
przejmującą interpretacją bajki pana Perrault. "Kopciuszek" zilustrowany w
manierze art deco też robi wrażenie: złe siostry uczesane na "polkę", niczym
kobiety z grafik Bruno Schulza... książę w czarnym fraku, z wypomadowanymi włosami...
Pierwszy w historii Kopciuszek, który tańczył na balu lambethwalka i shimmy! Nie dziwi
honorowe wyróżnienie przyznane wydawnictwu na tegorocznych targach w kategorii fiction.
Bez szmiry i tandety
Najlepiej prezentują się w Bolonii te wydawnictwa, które mają rozpoznawalny wizerunek,
osobny styl. Niektóre narodowe stoiska mają swoją specyfikę - Skandynawowie są przaśni
i ekologiczni, Francuzi odważni i awangardowi, Hiszpanie ekspresyjni. Z krajów Europy
Wschodniej, poza Polską, zwracają uwagę tylko Czesi i Słowacy. Nasza oferta wydawnicza
jest pokaźna, ale zatomizowana - nie ma wyraźnego oblicza. Każda książka inna,
wszystkiego po trochu. A przecież raz wykreowana marka sprzedaje się sama, prawem
serii... Niektóre wydawnictwa "dorosłe" dopracowały się takiego czytelnego
wizerunku (Czarne, słowo/obraz terytoria, Noir sur Blanc) ale tu ich nie ma, rzecz jasna.
Książka jest jak konfekcja - istnieje
haute couture, istnieje pret a porter, są też bazary i second handy. Są wydawcy, którzy
celują w masowego widza, i oficyny niszowe, wydające książki dla wąskiego grona.
Pomimo że Targi bolońskie są imprezą stricte komercyjną, niewiele tu tandety i
szmiry, która, jak głosi uparcie upowszechniana herezja, ma się jakoby najlepiej
sprzedawać.
W prasie huczy od artykułów o śmiercionośnym zapaleniu płuc. Czujemy się trochę
nieswojo, widząc recepcjonistki w maskach chirurgicznych. Stoiska azjatyckie rzadziej
jakby odwiedzane... Wszystkie zmory i grzechy świata odzwierciedlają się także w
dziecięcej literaturze. Jestem zaskoczona ilością tak zwanych "kłopotliwych tematów",
jakie znajduję w książkach tu eksponowanych: śmierć, lęki, przemoc, wypróżnianie,
nagość, homoseksualizm, uprzedzenia rasowe, upośledzenia umysłowe... Dziwi mnie nie
tyle rodzaj tematów, ile podziwu godna umiejętność opowiadania o nich z taktem i
kulturą.
Podoba mi się też duch przekory i absurdu obecny w wielu książkach - choćby taka
(prześmiesznie ilustrowana) seria dla przedszkolaków: "Gdyby Pies mieszkał w
muszelce...", "Gdyby ptak miał trąbę...", "Gdyby Czerwony Kapturek
był syreną..." ("...pachniałby trochę rybą i żaden wilk by go nie tknął"
- tak brzmi jedna z wielu wersji tego zdania). Wyobraźcie sobie książki o dziecku, które
nie lubi być całowane... o chłopcu, który nigdy nie zamykał drzwi do lodówki... o
takim, który bał się toalety i o innym, który postanowił chodzić z papierową torbą
na głowie. Dziesiątki, setki, tysiące fabuł - Targi Wyobraźni, ogromny kreatywny
potencjał skumulowany w jednym miejscu na potrzeby małych ludzi.
Na stoisku niemieckim znajduję reprint słynnego zbioru wierszyków dla dzieci doktora
Heinricha Hoffmana - "Der Struwwelpeter". Ich lektura dobrze ilustruje radykalną
zmianę, jaka dokonała się na przestrzeni ostatnich 150 lat w sposobie wychowania
dzieci. Niemal każdy wierszyk kończy się wizerunkiem dziecięcego grobu lub trumienki;
spoczywają w nich te dzieci, które kaprysiły przy jedzeniu albo nie słuchały matki.
Wychowawcy obcinają wielkimi nożycami paluszki krnąbrnym chłopcom, którzy bawili się
zapałkami, niegrzeczna Emilka płonie żywym ogniem i tylko koty po niej zapłaczą, a
kochający ojciec okłada synka batem... W duchu dziękuję Opatrzności, że urodziłam
się w porę.
Po czterech dniach Targów jestem kompletnie oszołomiona. Znika w skrzyniach nasze pomarańczowo-fioletowe
stoisko. Odlatuję z Bolonii z nadbagażem - dziewięć kilo książek i katalogów. Na
lotnisku uśmiecham się do innych podróżnych objuczonych siatami z napisem
"Bologna - Fiera del libro". Rozpierzcha się po świecie armia infantylnych
starych pierników, którzy nigdy nie wyrośli z książek dla dzieci.
Organizatorami ekspozycji polskiej na 40. Targach Książki dla Dzieci w Bolonii byli:
Ministerstwo Kultury, Instytut Adama Mickiewicza w Krakowie (katalogi praw autorskich,
spektakl "Lokomotywa", spotkania z dziećmi), Fundacja Kultury, Polska Izba Książki
(Biuro prasowe, seminaria, katalog wydawców), Agencja Promocyjna OKO (strony
internetowe), Sekcja Ilustratorów Związku Polskich Artystów Plastyków (wystawa
ilustracji i seminaria). Ekspozycji towarzyszyły: "Almanach Ilustracji
Polskiej", katalogi autorów, katalog wydawców, katalog konkursów graficznych
"Pro Bolonia" w wersji papierowej i CD, "demo" ilustratorów w wersji
papierowej i CD, "Bestiarium" Józefa Wilkonia, plakaty "Lokomotywa" i
"Polonia a Bologna" oraz Kanon Książek dla Dzieci i Młodzieży.
|