dotb.gif

„TP”, Nr 16 (2806), 20 kwietnia 2003, http://www.tygodnik.com.pl/tp/2806/kraj05.php



Głos Papieża i spokój sumienia


Dziękuję George'owi Weiglowi za wyjaśnienia. Moje pytanie, czy amerykański teolog nie traktuje nauczania Papieża selektywnie, nie było retoryczne. Brało się raczej z wątpliwości na temat klarowności poglądów autora "Świadka nadziei". Nie dowierzałem, kiedy czytałem kolejne wypowiedzi Weigla na temat wojny. Nie mogłem bowiem zrozumieć, jak człowiek, który od lat trudni się propagowaniem nauczania Jana Pawła II, zajmuje odmienne niż Papież stanowisko w tak fundamentalnej sprawie, jak wojna iracka. Teraz już rozumiem.

Weigel ma rację - w swoim tekście pomieszałem porządki. Nieuprawnione jest sprowadzanie na ten sam poziom nauczania Jana Pawła II w kwestii np. aborcji i jego poglądu w sprawie wojny w Iraku. Odpowiedź Weigla wniosła tu właściwą jasność: o ile każdy ortodoksyjny katolik musi przyjąć nauczanie na temat aborcji, gdyż jest ono oficjalną doktryną Kościoła, o tyle nie jest zobowiązany przyjmować, w większym lub mniejszym stopniu, osobistych poglądów Jana Pawła II na temat wojny. Papież w różnym stopniu i w różnych wypowiedziach angażuje swój nauczycielski autorytet. To na tym - słusznym - założeniu Weigel opiera swoje votum separatum. I z metodologicznego punktu widzenia ma do tego prawo.

Ale mam wątpliwości, czy takie wyjaśnienie zamyka ostatecznie sprawę. Oprócz metodologiczno-teologicznego wątku, pozostaje bowiem jeszcze jeden aspekt sprawy. Przytoczmy słowa samego Papieża: "wojna zagraża losom ludzkości i tylko pokój prowadzi do budowy sprawiedliwego i solidarnego społeczeństwa". Albo: "problemów ludzkości nigdy nie uda się rozwiązać za pomocą przemocy i broni". Te wypowiedzi, i wiele im podobnych, katolik może kwestionować, ale przecież może odczytać je także jako głos proroka. Wielu ludzi - katolików i, co ciekawe, ludzi spoza Kościoła - właśnie tak przyjęło wypowiedzi Jana Pawła II. W tym kontekście istotna jest siła duchowego przyciągania i moralny imperatyw sumienia, a nie metodologiczno-teologiczne dystynkcje, co wcale nie znaczy, że papieskiego sprzeciwu wobec wojny w Iraku nie da się uzasadnić racjonalnie.

Trudno nie zgodzić się z Georgem Weiglem, że każda wojna jest rzeczą straszną. Giną i cierpią niewinni, niszczone są miasta, powstaje chaos i destabilizacja. Dziś Ameryka obwieszcza koniec wojny w Iraku. I, co może budzić niepokój, ostrzega, że los irackiego dyktatora powinien być lekcją dla tych, którzy - wedle przekonania prezydenta Busha i jego administracji - wspierają terroryzm. Do "osi zła", prócz Korei Północnej i Iranu, Bush dodał już dwa kolejne państwa - Syrię i Libię. Czyż nie ma racji Jan Paweł II, kiedy zdaje się przestrzegać, że taka logika myślenia nieuchronnie prowadzi do nakręcania wojennej spirali, która nigdy nie była, i zapewne nie będzie prowadzić do nadrzędnego celu, jakim był i powinien być pokój?

Papieski głos przeciwko wojnie sprawia, że katolik, który opowiada się za zbrojną interwencją - nawet gdy dojdzie do przekonania, że jest to wojna sprawiedliwa - nie może cieszyć się spokojem sumienia.

Jarosław Makowski



Teksty Weigla i Makowskiego, o które toczy się powyższa polemika, oraz inne nasze publikacje nt. wojny w Iraku są dostępne na naszej stronie internetowej.

© 2003 Tygodnik Powszechny. Kontakt: redakcja@tygodnik.com.pl