dotb.gif

„TP”, Nr 16 (2806), 20 kwietnia 2003, http://www.tygodnik.com.pl/tp/2806/kraj04.php

Polemika: czy ta wojna jest słuszna? Katolicy wobec rozprawy z Husajnem


O wolność i sprawiedliwość

George Weigel


W swoim artykule ("Paradoksy podwójnej moralności", "TP" nr 14/2003) Jarosław Makowski pyta, czy traktuję nauczanie Papieża "wybiórczo". Odpowiedź jest prosta: nie, traktuję papieskie propozycje rozumnie, tak jak - mam nadzieję - zawsze to czyniłem.

Makowski pisze: "Stanowisko Jana Pawła II w kwestii wojny jest tak samo klarowne, jak w ocenie stosowania środków antykoncepcyjnych". To jedno zdanie wprowadza wiele zamętu. Papieskie oświadczenia na temat obecnej sytuacji międzynarodowej nie są kwestią "stanowiska", ale roztropnej oceny. A nauczanie Kościoła w sprawie stosowania środków antykoncepcyjnych nie jest "poglądem" Karola Wojtyły, ale ustaloną doktryną moralną Kościoła katolickiego.

Papież przemawia, jak czynili to wszyscy Papieże, "różnymi głosami" - w zależności od różnych okazji i różnych kwestii. Głos Papieża może być dogmatyczny (to jest proponujący nauczanie, które wiąże sumienia wiernych), doktrynalno-teologiczny, pasterski lub profetyczny. Sugerowanie, jak robi to Makowski, że wszystkie te głosy są jednym i tym samym - że są równoważnymi przejawami papieskiego magisterium, które z równą siłą zobowiązują sumienia katolików - jest popełnianiem podstawowego błędu teologicznego. Sam Papież nie popełnia tego błędu. Nie powinni tego robić także jego komentatorzy.

Błędem jest także mylenie głosu papieskiego magisterium z oświadczeniami dostojników Stolicy Apostolskiej na temat polityki międzynarodowej. Te wypowiedzi nie angażują i nie mogą angażować autorytetu papieskiego magisterium. Trzeba je rozważyć starannie i z szacunkiem - jako roztropne osądy doświadczonych duchownych. Nie są one jednak niczym więcej, a twierdzenie przeciwne oznacza niezrozumienie natury autorytetu nauczania Kościoła.

Co do oświadczeń przedstawicieli Stolicy Apostolskiej na temat zastosowania ustanowionych zasad moralnych w konkretnych przypadkach - np. czy użycie siły, by zapobiec pozyskaniu lub użyciu broni masowego rażenia przez Irak, było moralnie uzasadnione i spełniało kryteria wojny sprawiedliwej i ostatecznego środka - one także muszą być rozpatrzone z powagą, w świetle Katechizmu Kościoła Katolickiego, który naucza, że "ocena warunków uprawnienia moralnego należy do roztropnego osądu tych, którzy ponoszą odpowiedzialność za dobro wspólne" (punkt 2309). Różne zastosowanie zasad, co do których wszyscy się zgadzamy, lub różne rozumienie dokładnej treści tych zasad nie stanowi "odstępstwa" od autorytatywnego nauczania Kościoła.

Wojna jest zawsze czymś strasznym - porażką sił rozumu w rozwiązywaniu ludzkich problemów, jak słusznie podkreślił Papież. Jednak pozostaje faktem, że są chwile, kiedy moralny obowiązek - nie interes narodowy, ale właśnie moralny obowiązek - nakazuje odpowiednie i ograniczone użycie siły, by zapewnić minimalne warunki dla utrzymania światowego ładu, by wynagrodzić ogromną niesprawiedliwość i by obronić wolność. Obecna kampania w Iraku jest, według mojego sądu, jedną z takich chwil. Doszedłem do tej opinii jako katolicki teolog, który od 25 lat wypowiada się na temat doktryny wojny sprawiedliwej, a nie jako ktoś przeżywający "dylemat podwójnej lojalności".

Przeł. MF

© 2003 Tygodnik Powszechny. Kontakt: redakcja@tygodnik.com.pl