dotb.gif

„TP”, Nr 16 (2806), 20 kwietnia 2003, http://www.tygodnik.com.pl/tp/2806/kraj02.php

Jaka jest młodzież licealna i gimnazjalna:
reporterka "Tygodnika" odwiedziła kilkanaście miast i miasteczek


Młodzieży portret własny

Edyta Mętel


"W warunkach radykalnych zmian społecznych problemy młodzieży ujawniają ukryte lub przyszłe problemy całego społeczeństwa" - twierdzi socjolog ks. Janusz Mariański, autor empirycznych badań nad wartościami i religijnością polskiej młodzieży. A jaka ona jest, widziana jej własnymi oczami?

Niejednorodna. Mocno zindywidualizowana. Ambitna, twórcza. Pragmatyczna, wolna. Pracowita, kreatywna. Idealistyczna. Ale i sfrustrowana, słaba psychicznie. Depresyjna, bez motywacji. I leniwa, zniechęcona, smutna. Dzieli ją środowisko, z którego się wywodzi, status materialny, możliwości. Łączy - i stanowi o pokoleniu - wspólna świadomość tego, co dzieje się wokół. Na razie się nie buntuje. Za kilka lat, być może, zapragnie wpływać na rzeczywistość, która tak jej się nie podoba.


Wychowani przez osiedle

Kraków, obrzeża miasta. - Jak się tworzy postać, trzeba myśleć, kim się chce być - tłumaczy zasady Kadet. - Tak w średniowieczu, jak w 2020 roku. Trzeba wyobrazić sobie świat wampirów albo cyberoczu i cyberrąk. I trzeba mieć czas.

Czas jest ważny, bo Kadet i jego przyjaciel Kaczor urządzają z kolegami codzienne sesje gier komputerowych: rzadziej krótkie, parogodzinne, zwykle dłuższe.

- To lepsze niż siedzieć na osiedlu i się nudzić - przekonują. Wychodzą ze szkoły ok. szesnastej, obiad w domu i szybkie zadania, żeby rodzice widzieli. Jeśli jest wyjście na osiedle, powrót następuje ok. drugiej w nocy.

To Kadet. Kaczor wraca wcześniej. Po rozwodzie rodziców mieszka z matką. To ona nazwała go pierwsza Kaczorem, od czapki z daszkiem. Kadet przezwisko zawdzięcza zamiłowaniu do piwa. Najczęściej przed lekcjami: marka "Kadet", za 1 złoty 40 groszy.

Jeśli nie grają w komputer, odwiedzają swoje dziewczyny, trenują tae-bo, siedzą na ławce (latem) albo w "klockowni" (klub w piwnicy). I gadają. Narkotyków nie biorą za często. Chyba, że coś miękkiego. Kadet woli się napić. - 70 proc. towarzystwa próbuje okazyjnie - twierdzi. - Niektórzy, jeśli nie wezmą, wyglądają, jakby wzięli. A jak wezmą, normalnie. Dostawa do domu albo na kredyt, jak kto woli. Znam dilerów, co dilują dla szpanu, żeby zaistnieć albo dorobić do tego, co mają z kradzieży. Inni po prostu to lubią.

Kadet i Kaczor powinni być w maturalnej klasie. Obaj nie przeszli. Kaczor: - Co rok sobie mówię, że zacznę się uczyć, i nic z tego nie wynika. Zawsze jakiś kumpel zadzwoni. Mam średnią ocen 2,0. Od pierwszej klasy liceum nie chciało mi się uczyć. Teraz jakbym chciał, już chyba nie potrafię.

Nauka jest ważna, przyznają. Ale ci, którzy zakuwają pożałują, że tracą najlepsze lata. Jeśli się czegoś boją, to niezdanej matury (Kadet) albo ponownego powtarzania roku (Kaczor). Nie wybiegają za daleko w przyszłość. Kaczor zostanie może ochroniarzem, Kadet myśli o hotelarstwie albo wyjeździe za granicę, do brata. Przeszkadza im, że - jak mówią - za nic można dostać po ryju, a za to, że jest się z innego osiedla, to już szczególnie. Poza tym: że zakaz palenia w szkole, chamstwo i bezrobocie. Kadet:

- 80 proc. czasu spędzam poza domem. Ojciec znowu pracuje, nadzoruje kamienicę, ale przez 2 lata patrzyłem, jak się marnuje bez zajęcia. Mama pilnuje komuś dziecka.

Wierzą, że mają wpływ na swą przyszłość, ale nie w 100 procentach. Kaczor: - Z kim się zadaję i jak się prowadzę, zależy ode mnie. Zrobię wszystko, żeby nie być samotnym. Samotność jest straszna.
Co jest najważniejsze? Dom, rodzina i praca. A polityka? Kręcą głowami. Kadet: - W to nie wchodzę. Nie czytam, nie oglądam. Z Leppera mogę się czasem pośmiać.

Kaczor: - Nie mogę na nich patrzeć. Chcą jak najlepiej, ale dla siebie.

W Boga wierzą, ale nie w Kościół. - Te struktury do mnie nie trafiają - mówi Kaczor. - Równie dobrze mogę się w domu pomodlić. Ci, którzy chcą, niech do kościoła chodzą, nie przeszkadza mi to. Mama czasem idzie, jak czuje potrzebę.

- Wierzę, że coś tam jest, ale wątpię, żeby to było to, co przedstawia Kościół. Ale Bóg może wszystko - wtrąca Kadet.

Rodzice Kadeta są wierzący, ale praktykują rzadko. O księżach mówi: "czarni złodzieje". - Mamy chodzić co niedzielę i dawać na tacę - oburza się. - A na lekcjach religii słyszeliśmy od księdza, że nasze mózgi są jak paprocie, i że jak patrzy na nas, jest za aborcją.

- Porządni księża też się, oczywiście, trafiają - łagodzi Kaczor.

Zgodnie z kodeksem, któremu są wierni, nie startują do dziewczyn kolegów. Seks przedmałżeński jak najbardziej aprobują. Antykoncepcję podobnie. Kadet: - Rodzicielstwo przed maturą to za wcześnie. Jak mama znalazła u mnie prezerwatywę, ucieszyła się. Powiedziała: dobrze, że się zabezpieczasz. Nie chcę wpadki.

Kadet jest dresiarzem. Kaczor skatem. Słuchają techno i hip-hopu. - Fenomen, Paktofonika, Kaliber 44, Pijani powietrzem - wymienia Kaczor. Pierwszy rozróżnik to muzyka, drugi: styl ubierania. Kadet: - Subkultury za sobą nie przepadają i tworzą jakiś stereotyp. Skoro już chodzę w dresie, muszę czasem zrobić jakiś rozbój chuligański, zniszczyć przystanek albo coś.

Czy ich pokolenie coś zmieni? - My nie, ale może inni - mówi. - Nas wychowało osiedle.


Bezideowcy

- Jak wyjdzie jakiś RPG [fabularna gra komputerowa], nie można mu odpuścić - rzuca Tomek. Poza tym: gry strategiczne i "strzelanki", kilka godzin dziennie. Siedem, czasem dwie. Czasem Tomek odrywa się od gier i czyta. Dostojewskiego, Tołstoja, Orsona Scotta. Imprez unika.

- Nigdy nie byłem w tym klimacie - zaznacza. - Raz to przeżyłem: 140 na budziku, łyse opony, mokra droga i "nas nie dogoniat". Nie nadaję się do tego. Nie można porozmawiać.
Najchętniej Tomek rozmawia ze Stefkiem. Miłośnikiem Karola Maya, spacerów, szachów i RPG. Rozmawiają o wszystkim. Byle nie o tym, co ma związek z szarą codziennością. Bo codzienność jest szara.

- Zjeść, wypić, iść spać i tak w kółko - zasępia się Stefan.
Szkoła też należy do rutyny codzienności. Stefan nie robi zadań, odpisuje w szkole. - Zrezygnowałem z niektórych zeszytów, jestem słuchowcem, pamiętam z lekcji, czasem zerknę do książek - mówi.
Tomek i Stefan chodzą do liceum, jedynego w Milówce (14 km od Żywca). Za rok będą zdawać maturę. Autorytety? Stefan:

- Moi rodzice. Żyją marzeniami i one powoli się spełniają. Ojciec, choć wychowany w rodzinie analfabetów-wieśniaków, wybił się. Jest marynarzem. Chciał wiedzieć, co jest za miedzą.
Tomek wymienia Johna Lennona (za to, co myślał, i sposób, w jaki potrafił to przekazać) i wuja, prorektora jednej z warszawskich uczelni (za konsekwencję i upór).

Stefan i Tomek wierzą, że mają wpływ na przyszłość. Tomek: - Jednocześnie się tego obawiam. Że stracę swoją szansę, będę o czymś marzył, ale nie będę nic robił, żeby to osiągnąć. Że przez lenistwo zgniję. Boję się, że obudzę się kiedyś po czterdziestce i stwierdzę, że nic nie zrobiłem, wykonuję nudne zajęcie, mam nudne życie i nie jestem szczęśliwy.

Stefan chciałby mieć w sobie tyle siły, żeby osiągnąć coś więcej, niż miękką, stałą posadę z cinquecento i komórką. - Przeraża mnie bycie jednym z wielu - mówi.
Tomka ogranicza, jak mówi, niezdecydowanie i brak celu. - Mógłbym powiedzieć, że ogranicza mnie także życie na wsi - dodaje - ale nie powiem, bo jeśli się chce, można wiele zrobić. Ale denerwujące są zdania typu: to-powinieneś-synu-robić.

Po skończeniu liceum chcą studiować. Tomek filozofię albo psychologię. Koniecznie w Krakowie, bo tam jest klimat: - Może się zdarzyć, że wyląduję jednak na Politechnice. Rodzice pewno stwierdzą: chcesz iść na filozofię, to sam się utrzymuj.

Stefan rozważa dziennikarstwo i stosunki międzynarodowe: - Tata mi wciskał fizykę, ale w końcu zrozumiał. "Stefek, musisz pracę znaleźć, żebyś rodzinę utrzymał, dom wybudował, auto kupił", ciągle to słyszałem. Wreszcie zaakceptował mój wybór. Wiem, że mi pomoże.

Uważają, że należą do pokolenia bezideowców. Tomek: - Nie ma żadnej idei, która by nas scalała. Telewizja robi nam hamburgera z mózgu. Nie czuję się charyzmatyczny, żebym mógł w przyszłości cokolwiek zmienić.
Polityką chętnie zająłby się Stefan:

- Chciałbym, żeby Polacy byli pracowici i zorganizowani. Bardziej optymistyczni. Wartości powinno się sobie narzucać, jeśli się ich nie dostrzega.

Tomek, wychowany w katolickiej rodzinie, przestał wierzyć: - Do kościoła chodzę, bo mi rodzice każą. A szacunek im się należy.

Antykoncepcję uznają, seks przedmałżeński też, ale nie w wykonaniu pary spitej na imprezie. - Świadomie i z miłością - zaznacza Tomek.

Stefan mówi o sobie: "katolik z przekonania". - Wolny seks to brzemię na sumieniu, ale do ślubu chyba bym nie wytrzymał - stwierdza. O antykoncepcji rozmawiał z księdzem, biologiem, wierzącymi i niewierzącymi. - I wciąż nie wiem, czy plemnik jest człowiekiem - urywa ze śmiechem.

Dla Stefana najważniejsze w życiu jest spełnienie. Mówi: - Modlę się codziennie, żebym nie popadł w żądzę pieniądza. Niech mnie to nie weźmie nigdy.

Tomek: - Ciągle nas pytają: co będziesz w życiu robił? I ciągle nie wiemy. Chcę tylko na starość móc spokojnie spojrzeć w lustro i nie mieć świadomości zmarnowanego życia.


Samotny wolnomyśliciel

- Jestem na etapie budowania mojego kodeksu norm etycznych. Na razie mogę o sobie powiedzieć: wolnomyśliciel. Podziwiam etykę stoików, epikurejczyków i Spinozy - tak mówi Michał, który czas wolny poświęca lekturom, spacerom po lesie i muzyce. Jest maturzystą w I Liceum Ogólnokształcącym im. Nowodworskiego w Krakowie (najstarsze liceum w Polsce).

Podobnie Konrad, działacz Miejskiej Rady Samorządów Uczniowskich i Rady I LO. Gra w piłkę nożną, rugby, doskonali języki, należy do kółka teatralnego. Regularnie odwiedza z kolegami ze szkoły dom dziecka. - Zaczęło się tak, że w 2001 r. za namową księdza przebrałem się za św. Mikołaja, zorganizowaliśmy upominki i poszliśmy do dzieciaków - wspomina. - Wtedy nie myślałem, że jedno wyjście przerodzi się w coś trwałego.

Michał jest domatorem. Życie towarzyskie Konrada (jeśli znajdzie czas) to spotkania z przyjaciółmi albo wyjścia w góry. Spotykają się, żeby pogadać. Próbują raz w tygodniu nie myśleć o szkole. - Nie myśleć o polskim systemie nauczania - precyzuje Konrad - w którym nie uczymy się dla siebie, ale dla ocen. Wciąż mniej myśli się o uczniu, więcej o programie.

Michała, jak mówi, ogranicza własna niewiedza i głupota. Dąży do samodoskonalenia. Podziwia Spinozę właśnie za ciągłe dążenie do szczęścia, bez względu na warunki. Za sposób życia zgodny z wyznawaną filozofią. Za brak hipokryzji.

Michał nie ocenia Polski: - Jestem za młody, żeby coś powiedzieć. Jeszcze nie pracuję.

Konradowi nie podoba się prywata tych, którzy mogliby coś zrobić dla ogółu, i brak poszanowania dobra publicznego.

Michał: - W przyszłości na pewno coś zdziałamy. Powinniśmy kierować swoim życiem.
Konrad: - W dużej mierze przyszłość zależy od nas. Przyjdą nowi i coś wniosą.
Konrad nie widzi dla siebie miejsca w polityce ("na razie"). - Za dużo tam gadania, a za mało roboty - stwierdza. Chce studiować socjologię lub dziennikarstwo. Może zajmie się produkcją filmową?
Michał "nie jest związany z żadną partią", ale "gromadzi informacje". Polityka go interesuje. Chce studiować stosunki międzynarodowe, podróżować. Poznać kultury i religie, najlepiej jako dyplomata. Mówi po angielsku, pracuje nad włoskim. Pozostanie wierny filozofii i historii.

Przeszkadza mu brak zrozumienia ze strony rodziców i krewnych. - Samotność z wyboru też może być źródłem szczęścia - mówi. Potrzeby wiary nie odczuwa. Zrezygnował z katechezy i chodzenia na Msze. Akceptuje wolne związki, małżeństwo to dla niego konwencja.

Konrad mówi o sobie: "świadomy katolik". Drażni go dewocja. Pociągają puste, ciemne kościoły. Związek z dziewczyną? Powinien opierać się na przyjaźni: - Nie muszę na razie podejmować pewnych decyzji. Nie chcę niczego przypadkowego. To ma być coś ważnego. Jak jest wielka miłość, seks może poczekać do ślubu.
Szczęście rodzinne i poczucie, że jest się potrzebnym - to dla niego najważniejsze.


Słabe misie

- Ludzie nie chcą wiedzieć, jacy jesteśmy naprawdę. Widzą w nas tylko chuliganów. A my jesteśmy słabe misie. Mamy z kolegami swoje miejsce na murku. Popijamy wiśniówkę i opowiadamy sobie historie. Zależy od finansów, jak często - mówi Robert z Piekar Śląskich.

Marian nie opowiada historii na murku. Podobnie jak Robert więcej czasu spędza poza domem. Albo w siłowni, albo grając w piłkę. Na naukę nie starcza czasu. Dwa razy w tygodniu obaj pracują w warsztacie samochodowym w ramach praktyk zawodowych. W Piekarach warsztatów nie brakuje. Mimo to przyszłość widzą czarno.

- Tu się w nic nie da wierzyć - konstatuje Marian ponuro. - Praca? Nie wiadomo, czy będzie. Trzeba się wybawić za młodu.

- Nikt się o nas nie troszczy - dodaje Robert. - Nie mamy nawet miejsca dla siebie. Władzom nie chce się nic dla nas zrobić. Siedzimy na tym murku i krzyczymy. I dzień w dzień jesteśmy spisywani przez dzielnicowego Powałka. Chcemy zapomnieć o tym życiu. Napić się i koniec.

Marian nie chce iść w ślady rodziców. Gdy był dzieckiem, spędzał z ojcem więcej czasu, teraz kontakty się rozluźniły. W domu Roberta pracuje tylko ojczym: - Gdy miałem cztery lata, rodzice się rozstali, ojciec pił. Potem mama poznała Kazika, pobrali się, mam siostrę. Teraz sześcioletnią. Bardzo ją kocham.

Religią Roberta jest muzyka: hip-hop. Bo opowiada o życiu, zwyczajnych sprawach. O tym, jaka jest młodzież i społeczeństwo. Robert: - Jestem wychowany w katolickiej rodzinie, ale Kościołem już się nie interesuję. Nie przypominam sobie, żebyśmy kiedykolwiek rozmawiali o Bogu. Przecież nie przyjdę do domu i nie zapytam: mamo, jesteś wierząca? Ale kolęda zawsze jest i Wigilia też. Potraw mnóstwo.

Marian jako dziecko chodził do kościoła. - Komunia, bierzmowanie, wszystko fajnie, ale potem coraz rzadziej i rzadziej. W domu tego tematu nie ma - ucina.

Boją się, że w przyszłości nie będą mogli normalnie żyć. Że będą chodzić po śmietnikach albo kraść. Albo żebrać pod "Biedronką".

Mówią, że krajem rządzą znieczulica i korupcja. Telewizja pokazuje chuliganów, którzy biją staruszki i rozrabiają po meczu. A przecież młodzież to nie bandyci. Marian o polityce nie chce słyszeć. Żałuje tylko, że bogaci nie pomagają biednym: - Ten tego okrada i tyle.

Dla Roberta Sejm to małpi gaj, z Lepperem na czele: - Może jak wejdziemy do Unii, to zwalczymy głupotę i korupcję - zastanawia się.

Dla niego najważniejsza jest matka. Bo go wychowała ("Dzięki niej nie jestem chuliganem ani ćpunem"). I siostra. I dziewczyna, Małgosia. Robert: - Nie myślimy tylko o tym, żeby się upić. Chcemy założyć rodziny, mieć pracę, spokojnie żyć.
Marian: - Nie muszę mieć basenu, siłowni i trzech samochodów. Chcę normalnie żyć. Z żoną i dziećmi. Bez długów.


Byle nie wyścig szczurów

- Prawdopodobnie wyjadę za granicę - snuje plany Przemek. - Jeśli się sytuacja nie poprawi. A myślę, że się pogorszy. Jeśli przedsiębiorstwa będą dalej likwidowane i wyprzedawane, bezrobocie na pewno wzrośnie. Już teraz wątpię, czy znajdę tu pracę.

Na razie Przemek uczy się w toruńskim liceum. Damian, jego szkolny kolega, śpiewa w zespole "Maria Konopnicka". Emigracji nie planuje. Damian: - W Polsce są bliscy mi ludzie. Więc zostanę, co mnie wcale do końca nie cieszy.

Ale zanim Damian w Polsce zostanie, wyjedzie z zespołem na kilka lat. Pojedzie do Czech, Norwegii i na Jamajkę. Zaśpiewa w undergroundowych klubach, znajdzie kobietę i wróci. Może nadal będzie śpiewać, może zostanie aktorem lub sprawozdawcą sportowym. Przemek stawia na języki. Skończy filologię (angielską i germańską), potem wyjedzie. Może do Niemiec.

Tego, co im się w kraju nie podoba, ich pokolenie raczej nie zmieni. - Od kogoś cechy musimy przejmować. I przejmujemy. A grunt jest zepsuty - wyrokuje Damian. Przemek dodaje: - Może dałoby się znaleźć kilkuset uczciwych i mądrych. Ale bez układów i tak nic nie zdziałają. A jak będą mieli układy, to co dalej? Łatwo się mówi, jak się nie ma władzy, a potem?

Według Damiana poprawa nadejdzie. Może już za 20-30 lat. - Nasze pokolenie nie jest scalone - mówi. - Ale jedno nas łączy: mówimy "nie" Kościołowi i politykom. Politykom, bo nie wiedzą, co to kultura i dobre wychowanie, hołdują hipokryzji i robią destrukcyjną politykę. A Kościołowi, bo to aparat nacisku, instytucja, ale bez miłości.

Damian i Przemek pochodzą z katolickich rodzin. Przemek wierzy w Boga, ale do kościoła nie chodzi. - Mam swój pogląd na religię - mówi. Damian też wierzy: w Boga i reinkarnację.

Nie rozumieją, dlaczego Kościół zabrania antykoncepcji. - Wystarczy pomyśleć o niechcianych ciążach i aborcjach - przekonuje Przemek. Seks bez ślubu? Dlaczego nie? To osobista decyzja każdego.

Dla Przemka najważniejsza jest rodzina i przyjaciele. Dalej kariera, której towarzyszą pieniądze: - Na razie nie są potrzebne, żeby pogadać z kolegą czy zagrać w piłkę. Ale niemądre jest powiedzenie, że one szczęścia nie dają. Prawdziwej miłości nie można kupić, fakt, ale z pieniędzmi można zrobić wiele. Trzeba tylko uważać, żeby się nie zatracić. Nie zgubić marzeń.

Damian z niepokojem obserwuje wokół wyścig szczurów. On nie chce się ścigać. Chce kochać i być kochanym.


Żyć w zgodzie z Bogiem

- Mamy tu europejską ostoję łabędzia krzykliwego i łabędzia niemego. Bielika też uwielbiamy obserwować - mówią Joanna i Natalia, harcerki. Należą też do Ogólnopolskiego Towarzystwa Ochrony Ptaków. Od jesieni do wiosny, raz w miesiącu, w Borach Tucholskich liczą kobuzy, czernice, łyski, pustułki i gągoły. Liczą nury czarnoszyje, łabędzie krzykliwe i nieme.

- Bielika i jastrzębia-gołębiarza absolutnie nie można pominąć - zaznacza Justyna.
Kiedy nie obserwują ptaków, uczą się, czytają Swieżawskiego. Słuchają rocka, poezji śpiewanej, a w piątki "trójkowej" listy przebojów. Chodzą na zbiórki, choć chętnych tam ubywa. - Nasze technikum leśne liczy 450 uczniów, a w harcerstwie działa niewiele ponad 20 - mówi Natalia. - Inni wolą gry komputerowe albo siedzenie po klatkach schodowych.

Joanna mówi, że wśród rówieśników królują używki i konsumpcyjny styl życia. Ona chce żyć w zgodzie z Bogiem i sobą. Nie popiera seksu bez ślubu ani sztucznej antykoncepcji. - Jak jest się członkiem Kościoła, trzeba przestrzegać przykazań - mówi.

Natalia myśli podobnie. Najważniejsze w życiu są wiara, nadzieja i miłość. Przyjaźń, sprawiedliwość i rodzina - twierdzą zgodnie.

Wśród autorytetów najpierw wymieniają Papieża. Joanna także rodziców, Natalia kompetentnych leśników. Chciałyby, żeby komercjalizacja życia nie postępowała tak szybko. Joanna: - Może się jednak ludzie przekonają, że pogoń za pieniądzem nie jest najważniejsza.

Martwi je też korupcja, bezrobocie, reforma szkolnictwa. Natalia: - Pomysł z gimnazjami był nieprzemyślany. Wszystko bez ładu i składu. Nawet nauczyciele się w tym gubią.

Joannę niepokoi postawa polityków. To, że myślą o sobie, a nie o tym, co zrobić, żeby było lepiej. Joanna: - Robią z siebie głupców. Wielu brakuje podstaw intelektualnych. Dążą tylko do władzy i pieniędzy.

Natalia lubi swój kraj, nazywa siebie patriotką. Ale twierdzi: - Dużo chyba nie zmienimy. Młodzież wydaje mi się coraz mniej zaangażowana w sprawy kraju.

Obie boją się przyszłości. Czy znajdą pracę? Czy będą mogły robić to, o czym marzą?

Joanna chce chłonąć wiedzę i poznawać świat. Prowadzić mądre życie. Zaznać miłości (co nie znaczy, że nie zaznaje jej teraz) i spokoju. Natalia - być dobrym ornitologiem. Mieć leśniczówkę. Mieszkać w niej, z rodziną.
Polecieć w Kosmos

- Powiem szczerze, że praktycznie w ogóle się nie uczę. Mateusz jest poznańskim maturzystą, a nie uczy się z lenistwa. Nie uczy się, bo nie ma motywacji. Poza tym sądzi, że wiedza ze szkoły i tak w przyszłości się nie przyda.

Bartek, jego szkolny kolega, stawia na naukę. Jest domatorem: czyta, ogląda teleturnieje i seriale. Imprez, tym bardziej dyskotek, unika. Mateusz przeciwnie. Nie lubi siedzieć w domu. Jeśli nie z dziewczyną, czas spędza na siłowni, boisku, albo się bawi. Przyznaje, że lenistwo jednak go ogranicza: - Nie próbuję nawet z tym walczyć. Cele realizuję po najmniejszej linii oporu. Chcę się jakoś przemknąć, wyjść na swoje. Najlepiej bez wysiłku.

Mateusz uważa, że należy do pierwszego pokolenia, które dorasta w "nowym". "Nowe" - to konsumpcyjny styl życia, liberalne poglądy, wzory, które przychodzą z Zachodu, hołd dla tego, co materialne i szybkie (szybka przyjemność i szybka kasa). To także mniej wierzących, bo do "nowego" należy starzejące się społeczeństwo.

- Starsi umierają, a młodzi rzadziej wierzą. Po prostu - wtrąca Bartek.

- Wierzą rzadziej, bo nie mają tylu trudności, co ich dziadowie i ojcowie - tak sądzi Mateusz. - Nie odczuwają wewnętrznej potrzeby wiary, nie szukają więc Boga.

W Boga wierzy Bartek. Jest przeciwny seksowi bez ślubu. - Religia mi na to nie pozwala - stwierdza. Nie aprobuje antykoncepcji. - Ale gdyby Kościół zmienił stanowisko, swoje też bym zmienił - dodaje.

Mateusz nie znalazł religii, która przekonałaby go naprawdę. Mówi, że wierzy w Boga, ale nie wie, jaki to Bóg: - Wolna miłość jest dla tych, którzy umieją świadomie wybrać i wiedzą, jakie są tego konsekwencje - dodaje. - A antykoncepcja rozwiązuje wiele problemów: zajście w ciążę w młodym wieku, ryzyko AIDS, planowanie rodziny.

Najważniejsze w życiu dla Bartka są pieniądze. - Bez pieniędzy nie da się zrobić nic - mówi ponuro.

- Nie ma takiej rzeczy, którą postawiłbym na pierwszym miejscu - zastanawia się Mateusz. - To zależy choćby od stanu mojego portfela. Ale kilka uważam za ważne: pieniądze, miłość, przyjaźń. I w takiej kolejności będę chciał je zdobywać.

Bartek, jeśli marzy, to o znalezieniu pracy. Chce studiować anglistykę: - Jeśli nie zarobię, nie mam szans.

Mateusz też marzy: chce być bogaty. Mieć super dom, dziewczynę. I polecieć w Kosmos.


Przejściowe pokolenie

- Każdego dnia wybieramy przyszłość. Każdego dnia coś robimy i o czymś decydujemy - przekonuje Michał z warszawskiego liceum przy Bednarskiej.

- Mamy wielki wpływ. Bo jeśli nie my, to kto? - dodaje Maciek.

Obaj są szczęśliwi. Nie żałują swoich decyzji, mają kochające rodziny, przyjaciół i szkołę, o której marzyli. - Decydujemy, czego chcemy się uczyć - mówi z dumą Maciek. - Od trzeciej klasy nauka jest sprofilowana. Każdy może się rozwijać.

Michał dodaje, że dzięki temu nie trzeba szukać korepetycji poza szkołą. Czas można poświęcić wspinaczce, piłce, książkom, spotkaniom z przyjaciółmi, imprezom, no i nauce.

Ograniczenia widzą. Ale tylko w sobie. Maciek: - Brak mi zdolności muzycznych, a chciałbym śpiewać. Malować też, ale artystycznie jestem kiepsko rozwinięty.

Michała deprymuje słabość w naukach ścisłych. - Ale pracuję nad tym - zapewnia.

Nie utożsamiają się ze swoim pokoleniem. Nazywają je plastikowym. Zarzucają mu brak oryginalności, brak naturalności i autentyzmu. - Wielu próbuje się uwolnić, zwłaszcza od obowiązków - stwierdza Michał. - Niby dążą do oryginalności, ale powielają te same wzorce: gwiazd MTV, hip-hopu. I w efekcie stają się tacy sami.

- To pokolenie, które nie ma o co walczyć, dlatego jest nijakie - mówi Maciek.

- Większość nie zdaje sobie sprawy, co robi. Mówią, że wybierają się na określone studia, ale nic w tym kierunku nie robią. Żyją w świecie miraży. W przeświadczeniu, że coś się należy za nic.
Michał nie ulega mirażom. Boi się, że pochłonie go wyścig szczurów. Że za 20 lat dopadnie go nuda dnia podobnego do innego dnia w pracy, o której nie marzył. Polityka nie jest jego pasją, ale go dotyczy, więc się nią interesuje.

Rodzice Maćka są socjologami. - Przez dom przewija się tyle dzienników i tygodników, że jestem na bieżąco - zaznacza. Nie podoba mu się, jak mówi, sytuacja na scenie politycznej.

- Dręczy mnie pytanie - wtrąca Michał - dlaczego zasiadający w Sejmie nie są rozliczani. Przecież oni dbają wyłącznie o swoje interesy.

Niepokoi go też niskie poczucie własnej wartości u rodaków i brak poszanowania własności publicznej (jeśli coś jest wszystkich, jest niczyje). Pokolenie Michała i Maćka to, ich zdaniem, pokolenie przejściowe. Michał: - Za 30-40 lat będzie może w Polsce zdrowa demokracja. Na razie dążymy do zmian. Walka o władzę pewno nie zniknie, ale będziemy kasować korupcję, usprawniać Sejm, dążyć do kapitalizmu.

Maciek: - Nie spodziewam się po "plastikach", że zmienią kraj, ale już teraz poparcie dla takich ludzi jak Lepper jest w naszym pokoleniu nikłe, więc tacy jak on znikną z polityki.

Maciek chce studiować historię albo socjologię. I działać charytatywnie.

Obaj są katolikami. O seksie bez ślubu myślą różnie.

Michał: - Uważam to za normalne. Z kimś, na kim mi zależy. Kościół wprowadzał różne innowacje, np. celibat dopiero od XII wieku. Nie widzę przeszkód. Inaczej niż Kościół myślę, że antykoncepcja jest potrzebna. Niechciane ciąże są dużo większym złem. A naturalne metody to też antykoncepcja, tylko mniej skuteczna.

Maciek: - Wiara mi nie pozwala i jestem raczej przeciwny. Ale to jest wybór każdego. Na razie nie muszę decydować.

Maciek chciałby, żeby ludzie byli dla siebie mili i na świecie panował pokój. - Piękna utopia, wiem - uśmiecha się. Marzy o podróżach: do Singapuru, Egiptu, Petersburga, Puszczy Amazońskiej i na Kaukaz.
Michał chce utrzymać kontakty z przyjaciółmi i zobaczyć Afrykę, Bliski Wschód i kraje arabskie. Autorytetem jest dla niego mama, z jej zdaniem się liczy.

Maćkowi imponują rodzice. Ich mądrość, wiedza i entuzjazm.

I pani, która uczy religii: - Wszystko, co dobre, mieszka w niej.


Postscriptum

Justyna z Rzeszowa, 17 lat: - Nie widzę tu żadnego pokolenia. Nie czuję się częścią jakiejś grupy. Ale jest potencjał, który trzeba wykorzystać. Tylko trzeba to pchnąć.

Michał z Tucholi, 20 lat: - Jednością nie jesteśmy na pewno. Jesteśmy wychowani na filmach, w których leje się krew, gorzała i biegają nagie panienki.

Natalia z Krakowa, 18 lat: - Nie mamy idola. Ani moralnego, ani intelektualnego.

Kasia z Krakowa, 18 lat: - W przyszłości będą w Polsce rządzić ludzie z odmiennym rozumieniem słów: lewica, prawica. Na pewno są wśród nas także reformatorzy Kościoła.

Agnieszka z Piekar Śląskich, 17 lat: - Najważniejsze są praca i miłość. Bo człowiek musi z czegoś żyć, a bez miłości nie da się żyć.

Ania z Piekar, 17 lat: - Marzę o dobrym życiu. Żeby się ułożyło. Żeby nie było biedy. Choć czy to możliwe?

© 2003 Tygodnik Powszechny. Kontakt: redakcja@tygodnik.com.pl