adres: ul. Wiślna 12, 31-007 Kraków
tel: (0-12) 422 25 18, 422 23 11
fax: (0-12) 421-67-31
e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl
REDAKCJA ARCHIWUM PROMOCJA REKLAMA PRENUMERATA
 
Główna strona

Nowy numer
NR 16 (2806)
20 kwietnia 2003


  Spis treści
  Komentarze
  Obraz tygodnia
  Kronika religijna
  Liturgiczne czytania
  tygodnia

  Medytacja biblijna
  ks. Mieczysław Maliński
  Kobiety w Biblii
  Przegląd prasy krajowej
  Przeglad prasy
  zagranicznej
  Notatki
  Wśród książek
  Z płyty na płytę
  Listy
FELIETONY
  Józefa Hennelowa
  Małgorzata Musierowicz
  Ewa Szumańska
  Andrzej Dobosz
  Michał Komar
  Marcin Król
  Jacek Podsiadło
  Stanisław Lem

  Tematy miesiąca

DODATKI TEMATYCZNE

UNIA DLA CIEBIE

KSIĄŻKI W TYGODNIKU

FILM W TYGODNIKU

APOKRYF

KONTRAPUNKT


To jest strona archiwalna.

Aktualna strona internetowa "Tygodnika Powszechnego" znajduje się pod adresem www.TygodnikPowszechny.pl

Projekt, wykonanie, obsługa:
Verbanet
Wersja do druku
Napisz komentarz


Komentarze

Wojciech Pięciak
Agentka "Wilma" ujawnia się

Choć reżim Husajna padł, a Irakijczycy pokazali, co o nim sądzą, na ulicach europejskich miast nie widać końca protestów. W miniony weekend w tzw. marszach wielkanocnych nad tłumem płynęły podobizny Che Guevary. W masie demonstrantów próżno było jednak szukać sprzeciwu wobec tego, co kilka dni wcześniej stało się w państwie "Che".

77 lat - w takim wieku będzie Marta Beatriz Roque, kiedy wyjdzie na wolność. Ta kubańska ekonomistka, spędziła niedawno 3 lata w więzieniu za kierowanie grupą autorów memorandum La Patria es de todos (Ojczyzna dla wszystkich), postulujących wprowadzenie na wyspie demokracji. Teraz 57-letnia Roque znalazła się w grupie 78 dysydentów, skazanych na kary wieloletniego (nawet do 28 lat) więzienia. Również 20 lat otrzymał Raul Rivero, pisarz (w ub. r. jego tekst o Kubie publikowaliśmy w "TP"). Wszyscy pod zarzutami "konspiracji" i "szpiegostwa na rzecz USA". Zarzutami absurdalnymi, bo działają jawnie. Dowodem mają być kontakty z amerykańskimi dyplomatami oraz korzystanie z internetu na terenie tzw. stałego przedstawiciela USA w Hawanie.

Akcja była skoordynowana wedle najlepszych stalinowskich wzorów: dysydentów aresztowano niemal jednej nocy, wyroki zapadły po błyskawicznych procesach, równocześnie przed 14 sądami. Na wolności zostało tylko dwóch liderów opozycji: Elizardo Sanchez, kierujący Komisją Praw Człowieka i Oswaldo Paya, którego chroni Nagroda Sacharowa od Rady Europy.

Dlaczego uderzono teraz? Może Castro chciał rozwiać złudzenia, że z wiekiem złagodniał, i że "tolerowanie" (mniejsze prześladowania) opozycji w ostatnich latach to zjawisko trwałe. Być może chciał konfrontacji z Waszyngtonem: James Cason, przedstawiciel USA na Kubie ożywił kontakty z opozycją i próbował jej pomagać.

Głównym dowodem w procesach były jednak zeznania tajnych współpracowników policji. Szokiem dla skazanych musiało być odkrycie, że agentem był Manuel David Orrio, ich przyjaciel i "opozycyjny dziennikarz". Można się domyślać, co przeżyła Marta Beatriz Roque, gdy zobaczyła, że świadkiem w jej procesie jest agentka o pseudonimie "Wilma" - przez wiele lat najbliższa jej współpracowniczka. Fakt, że reżim "spalił" w ten sposób tylu donosicieli sugeruje, że skazani nie mogą liczyć na szybkie uwolnienie.

Michał Okoński
Ostatni dzwonek

Trzech krakowskich proboszczów parafii rzymskokatolickich i proboszcz parafii polskokatolickiej zgodziło się przyjąć pieniądze od przebranych za biznesmenów dziennikarzy i wystawić im zaświadczenia o darowiźnie na kwoty dużo wyższe. Tą dziennikarską prowokacją tygodnik "Newsweek" pokazał, że duchowni godzili się na naruszenie przepisów o darowiznach na cele religijne. Można podejrzewać, że podobne zachowanie nie jest rzadkością, a nieuczciwym postawom sprzyjają luki prawne: ustawa o podatku dochodowym nakazuje wprawdzie w ciągu dwóch lat przedstawić sprawozdanie z rozdysponowania darowizny, ale do dziś nie ma do niej aktów wykonawczych - a więc nie wiadomo, jak właściwie sprawozdania mają wyglądać.

Ta historia powinna zabrzmieć jak ostatni dzwonek. "Newsweek" wyciąga z niej wniosek, że należy zlikwidować ulgi przysługujące Kościołom: "to wystarczy, by nie było księżowskich zaświadczeń o fikcyjnych sumach darowanych na Kościół i bezcłowego sprowadzania dóbr rzekomo w celach religijnych, a naprawdę w biznesowych". Można się spodziewać, że podobnego zdania będą niektórzy politycy. A przecież istnieje rozwiązanie prostsze: wprowadzenie w Kościele przejrzystych procedur postępowania z pieniędzmi. Odciążenie proboszczów przez autentyczne parafialne rady ekonomiczne: w polskich warunkach łatwo znaleźć wśród parafian kompetentnych księgowych. Publikowanie, np. w gazetkach przykościelnych, systematycznych sprawozdań finansowych. Skończenie z wciąż popularną w polskim Kościele metodą rozliczeń "z ręki do ręki". I wreszcie: jasna ocena nieuczciwych.

Mało jest kwestii, które z równą siłą odbierają Kościołowi wiarygodność niż te dotyczące pieniędzy. Niczego nie zmienia fakt, że "lewa kasa" zwykle bywa przeznaczona na cele dobroczynne lub związane z funkcjonowaniem parafii: w przypadku jednego z opisanych przez "Newsweeka" proboszczów - na odbudowę spalonej świątyni.

Krzysztof Burnetko
Forum nie forum

Najpierw Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji wydaje rozporządzenie ustalające, które ugrupowania polityczne dziennikarze muszą zapraszać do programów. Potem - po interwencji Rzecznika Praw Obywatelskich - je uchyla. Telewizja publiczna, nawiązując do sposobu myślenia Rady, stwarza program "Forum", by umożliwić w nim politykom długie i nieskrępowane dyskusje. Ostatnio jednak ni stąd ni zowąd ogłasza, że likwiduje "Forum", tworzy "Forum polityczne" i wprowadza nowe zasady zapraszania gości (sprowadzają się one do tego, że zamiast pozaparlamentarnej i opozycyjnej Unii Wolności prawo zabierania głosu będzie mieć koalicyjna Unia Pracy). Rychło jednak sam Zarząd TVP wstrzymuje ten plan. Postanawia bowiem wystąpić do... Państwowej Komisji Wyborczej, by to ona wydała wytyczne, na podstawie których TVP będzie zapraszać polityków do swoich programów.

Oczywiście: można podejrzewać, że decyzja szefa I programu TVP Sławomira Zielińskiego o zamianie "Forum" na "Forum polityczne" (a w istocie listy gości) miała podtekst polityczny, ba, związany najpewniej z aferą Rywina. Ale to wcale nie ona i jej podteksty są najważniejsze. Istotniejsze jest, że całe zamieszanie pokazuje, jak silna jest wciąż mentalność nakazująca prezentować życie społeczno-polityczne kraju wedle klucza partyjnego. Jej elementy widać - co się jeszcze da wytłumaczyć - wśród polityków i decydentów. Niestety przekłada się to także na przepisy. Co jednak pewnie najgorsze, ulegają jej też niektórzy redaktorzy i dziennikarze. A przecież dla nich przynajmniej powinno być jasne, że z zebrania w studiu gadających głów działaczy partyjnych trudno zrobić interesujący program (chyba że kogoś rajcują pyskówki) i że skuteczniejszym sposobem na sprawdzenie kompetencji polityków, zweryfikowanie deklaracji czy wyciśnięcie faktów i opinii jest ostra rozmowa jeden na jednego. Nie mówiąc wreszcie o tym, że obywatele zapewne więcej skorzystaliby, gdyby w mediach publicznych zamiast powtarzanych w kółko i idealnie przewidywalnych partyjnych sloganów, prezentowano dyskusje i opinie niezależnych ekspertów i analityków. Politycy i partie służyliby zaś co najwyżej jako materiał do oceny.


Archiwum | Redakcja | Prenumerata | Reklama | Ludzie Tygodnika | Archiwum felietonów | Historia pisma
Archiwum Jerzego Turowicza | Unia dla Ciebie | Książki w Tygodniku | Film w Tygodniku |
Jazz w Tygodniku | Apokryf | Kontrapunkt

© 2000 Tygodnik Powszechny