|
Rowery ustawione tam, gdzie nie wolno
Jacek Podsiadło
Dzieci idą na jarmark. Miały iść z mamą, ale wykręciły się: wybrały Pippi.
"Mnie się zdaje, że więcej się dzieje zabawnych rzeczy, jak jest Pippi" -
zauważa Tommy. Tak, Pippi ściąga przygody jak piorunochron gromy. I tak samo sprawia,
że przestają być groźne. Nawet jeśli są to przygody tak straszne, jak ucieczka z
klatki tygrysa zagrażającego bezpieczeństwu publicznemu lub pojawienie się chuligana
Labana rabującego w biały dzień kiełbasę zastraszonemu sprzedawcy, kończą się
odniesieniem bestii do klatki w rytm nuconej jej do ucha kołysanki lub żonglerką złym
Labanem. Tak podaje tekst źródłowy, choć nie wiem, jak możliwa jest żonglerka kimś
jednym.
"Grała pozytywka, kręciła się karuzela, ludzie krzyczeli i śmieli się. Ciskano
oszczepami i tłuczono porcelanę". A jednak nawet na jarmarku, który z założenia
jest modelem "świata na opak" i napędza się własnym gwarem, ruchem i
tumultem, zjawienie się Pippi potęguje jego opaczność i powoduje dodatkowe zamieszanie
i chaos. Pod namiotem teatralnym Pippi zakłóca przedstawienie wkraczając na scenę i
ratując hrabinę Aurorę z rąk opryszka. W menażerii owija się jadowitym wężem jak
szalem.
I choć dyrektor trupy teatralnej i poskramiaczka węży mają jej za złe powstały
chaos, "opinia publiczna" zajmuje jej stronę. Zresztą chaos to przecież porządek,
tyle, że tak ukryty, iż nikt go jeszcze nie odkrył. Irracjonalnym postępowaniem
dziewczynki kierują zasady wyższego rzędu niż nakaz zachowania ciszy w teatrze czy
zakaz owijania się jadowitym wężem.
A właśnie, zasady. Lubi się określać Pippi mianem małej anarchistki i nie ja to wymyśliłem.
Skoro tak, to można ją wykorzystać i do tysięcznego przypisu, czym są anarchizm i
anarchia. Albo czym niekoniecznie są. Zwykło się straszyć tymi pojęciami, bardzo
przydają się, kiedy trzeba gdzieś wprowadzić stan wojenny albo rygor innego rodzaju.
Pospolity wizerunek anarchisty to chudeusz z bombą za pazuchą lub wyrostek plądrujący
sklepy z bandą sobie podobnych, kiedy nadarzy się okazja. Ale Pippi nie plądruje,
przeciwnie: rozdaje na prawo i lewo słodycze i pieniądze; nawet na strzelnicy zostawia
panu od zwichrowanych luf złotą monetę zamiast wziąć swoją wygraną. Nie rusza na
chuligana z bombą, ale żongluje nim. To nie Pippi, ale stateczni obywatele ciskali na
jarmarku oszczepami i tłukli porcelanę. Żaden z nich nie miał za to odwagi iść z
oszczepem na Labana. Kiedy Pippi zrobiła z nim wreszcie porządek, "społeczeństwo"
zapragnęło zrobić z niej narzędzie porządku na szerszą skalę. Najpierw zgotowano
jej wiwaty, a potem padła propozycja, żeby Pippi stała się mniej więcej milicją
obywatelską:
"- Nie potrzebujemy w mieście żadnej policji - odezwał się ktoś - póki mamy
Pippi Lĺngstrump.
- To prawda - dodał drugi - ona umie sobie poradzić i z tygrysami, i z chuliganami.
- Naturalnie, że musi być policjant - powiedziała Pippi. - Ktoś przecież musi pilnować,
żeby rowery stały porządnie ustawione tam, gdzie nie wolno".
To zdanie wspaniale nadaje się na motto; gdybym był ministrem "sprawiedliwości",
nakazałbym umieścić je na ścianie każdego posterunku i grawerować na każdej odznace
policyjnej. Celnie ujmuje stan sił porządku (których zwyrodniałą formą są "siły
porządkowe") w społeczeństwie, które zatraciło zasady moralne. Anarchia to stan
bezwładzy, a władza jest potrzebna tylko tam, gdzie nie ma zasad. Tzn. tylko człowiekowi,
który nie wie, co wolno mu robić, trzeba mówić, co ma robić. Rowerowa metaforka nie
dosłownie, ale bardzo celnie ujmuje idealną na swój sposób symbiozę policji, świata
przestępczego i zestrachanego społeczeństwa. Jakby Pippi wypowiedziała ją dopiero co
w Chrzanowie, Opolu lub gdzieś równie blisko! Przełożeni stróżów porządku coraz częściej
przyłapywanych na korupcji lub innym przestępstwie mają zwykle do powiedzenia dwie
rzeczy. Po pierwsze, że mają nadzieję, iż postawa "czarnych owiec" nie wpłynie
na opinię o całym ich stadzie, po drugie, że owszem, rowery stały tam, gdzie nie
wolno, ale w jakim porządeczku!
Pippi zdaje sobie sprawę, że nie można dać wolności ludziom bez zasad, ale demaskuje
przynajmniej pozorność panującego porządku i prawa. Jednak nie wznieca antypolicyjnej
rewolty, do której był już tylko krok. A trochę szkoda, bo aż jestem ciekawy, czy
gdyby anarchizm dostał swoją szansę od historii, świat zmieniłby się w piekło, czy
stałby się podobny do wielkiego jarmarku, wesołego miasteczka, odpustu?
Jacek Podsiadło
skr. poczt. 32, 45-076 Opole1
podsiadlo@atol.com.pl
|