|
„TP”, Nr 16 (2806), 20 kwietnia 2003, http://www.tygodnik.com.pl/tp/2806/felkrol.php
Potęga Ameryki
Marcin Król
Wiemy wszyscy, że Amerykanie dysponują najpotężniejszą armią na świecie, wiemy także,
iż w zakresie nowoczesnych technologii wyprzedzają resztę świata o wiele lat. Publicyści
zachodni i niektórzy krajowi martwią się, że Ameryka jest zbyt mocna, że może stać
się niebezpieczna dla samej siebie, a nawet - jak francuski socjolog i demograf Emmanuel
Todd - wieszczą koniec imperium amerykańskiego. Wszystkie te opinie są zrozumiałe,
chociaż czasem po prostu śmieszne. Wiemy także, iż dzięki wysokim rządowym i
prywatnym nakładom na naukę, nauki ścisłe i przyrodnicze w Stanach Zjednoczonych są
na poziomie o wiele wyższym niż gdziekolwiek indziej na świecie.
Natomiast znacznie rzadziej zwracamy uwagę na fakt, że także nauki humanistyczne, a w
szczególności dziedzina, którą interesuję się najbardziej, czyli myśl polityczna
czy filozofia polityczna, kwitnie niemal wyłącznie w Stanach Zjednoczonych i Wielkiej
Brytanii. Są naturalnie uczeni francuscy, niemieccy czy polscy, ale, z pojedynczymi wyjątkami,
problematyka ich rozważań to kwestie podjęte i rozwijane w krajach anglosaskich.
Dlaczego tak się dzieje? Jak zwykle powodów jest wiele, ja zwrócę uwagę tylko na
kilka.
Przede wszystkim w Stanach Zjednoczonych wciąż demokracja jest traktowana poważnie, to
znaczy nie jako załatwiony problem - jak się myśli w wielu krajach "starej"
Europy - ale ciągle jako wyzwanie. Jest to zdumiewające, ponieważ, jak sądzi wielu
specjalistów, Stany Zjednoczone są krajem najbardziej demokratycznym. Może właśnie
dlatego, że demokracja nie jest tam tylko zespołem procedur, wciąż jest uważana za
system dobry, ale podlegający ulepszeniu.
Stany Zjednoczone są potęgą, a myśl polityczna staje wobec zupełnie innych problemów
w kraju potężnym niż w kraju marnym i słabym. Są to problemy związane ze światem, a
nie tylko z własnymi niedostatkami. Problemy te muszą także być rozwiązywane.
Zderzenie cywilizacji jest ważne dla Amerykanów, w znacznie mniejszym stopniu na przykład
dla Słowacji, z całym szacunkiem dla Słowacji, podobnie jest z końcem historii czy też
z uniwersalnym lub nie charakterem liberalizmu.
Po trzecie wreszcie, kwestie podstawowe dla myśli politycznej, czyli sprawiedliwość i
wolność, stają się znacznie ważniejsze tam, gdzie nie funkcjonuje państwo opiekuńcze,
a jednak trzeba zadbać o los współobywateli. Dla Amerykanów są to kwestie o znaczeniu
zasadniczym i nawet jeżeli czasem ich zamiłowanie do demokracji ma dla nas charakter
nieco dziecinnego zapału, to znacznie to lepsze niż błogi i ponury sen
"starej" Europy, która rzeczywiście zachowuje się czasem tak, jakby Fukuyama
miał rację, twierdząc, że historia się skończyła, a przecież gołym okiem widać,
że historia się tworzy w samej Europie i w jej otoczeniu.
Oczywiście nie wszystko da się przypisać różnicy między Ameryką a Europą, istnieją
także inne powody, ale nauki humanistyczne szerzej pojmowane, a więc historia,
socjologia czy filologia, także kwitną w Stanach Zjednoczonych, a nie w Europie, a to już
nie ma żadnego związku z amerykańską potęgą polityczną. Dodać zatem należy
jeszcze jeden powód, a mianowicie amerykański ruch wydawniczy, stosunkowo niskie ceny
książek i wciąż silne obyczaje czytelnicze. Oczywiście Ameryka jest duża, ale tylko
w Ameryce wielki uczony, który napisze sławną książkę wcale nie zaliczaną do
literatury popularnej, stanie się autorem, o którego poglądach dyskutują wszyscy.
I może na koniec, tylko w Ameryce doradcy prezydenta czytają poważne książki, to
znaczy myśliciele polityczni mogą mieć nadzieję nie tyle na to, że zostaną wysłuchani,
ale chociaż na to, że ich praca zainteresuje tych, którzy podejmują decyzje. Taki stan
rzeczy jest w dzisiejszej Europie, a tym bardziej w Polsce, nie do wyobrażenia.
© 2003 Tygodnik Powszechny. Kontakt: redakcja@tygodnik.com.pl
|