adres: ul. Wiślna 12, 31-007 Kraków
tel: (0-12) 422 25 18, 422 23 11
fax: (0-12) 421-67-31
e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl
REDAKCJA ARCHIWUM PROMOCJA REKLAMA PRENUMERATA
 
Główna strona

Nowy numer
NR 16 (2806)
20 kwietnia 2003


  Spis treści
  Komentarze
  Obraz tygodnia
  Kronika religijna
  Liturgiczne czytania
  tygodnia

  Medytacja biblijna
  ks. Mieczysław Maliński
  Kobiety w Biblii
  Przegląd prasy krajowej
  Przeglad prasy
  zagranicznej
  Notatki
  Wśród książek
  Z płyty na płytę
  Listy
FELIETONY
  Józefa Hennelowa
  Małgorzata Musierowicz
  Ewa Szumańska
  Andrzej Dobosz
  Michał Komar
  Marcin Król
  Jacek Podsiadło
  Stanisław Lem

  Tematy miesiąca

DODATKI TEMATYCZNE

UNIA DLA CIEBIE

KSIĄŻKI W TYGODNIKU

FILM W TYGODNIKU

APOKRYF

KONTRAPUNKT


To jest strona archiwalna.

Aktualna strona internetowa "Tygodnika Powszechnego" znajduje się pod adresem www.TygodnikPowszechny.pl

Projekt, wykonanie, obsługa:
Verbanet
Wersja do druku
Napisz komentarz



Potęga Ameryki

Marcin Król


Wiemy wszyscy, że Amerykanie dysponują najpotężniejszą armią na świecie, wiemy także, iż w zakresie nowoczesnych technologii wyprzedzają resztę świata o wiele lat. Publicyści zachodni i niektórzy krajowi martwią się, że Ameryka jest zbyt mocna, że może stać się niebezpieczna dla samej siebie, a nawet - jak francuski socjolog i demograf Emmanuel Todd - wieszczą koniec imperium amerykańskiego. Wszystkie te opinie są zrozumiałe, chociaż czasem po prostu śmieszne. Wiemy także, iż dzięki wysokim rządowym i prywatnym nakładom na naukę, nauki ścisłe i przyrodnicze w Stanach Zjednoczonych są na poziomie o wiele wyższym niż gdziekolwiek indziej na świecie.

Natomiast znacznie rzadziej zwracamy uwagę na fakt, że także nauki humanistyczne, a w szczególności dziedzina, którą interesuję się najbardziej, czyli myśl polityczna czy filozofia polityczna, kwitnie niemal wyłącznie w Stanach Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii. Są naturalnie uczeni francuscy, niemieccy czy polscy, ale, z pojedynczymi wyjątkami, problematyka ich rozważań to kwestie podjęte i rozwijane w krajach anglosaskich. Dlaczego tak się dzieje? Jak zwykle powodów jest wiele, ja zwrócę uwagę tylko na kilka.

Przede wszystkim w Stanach Zjednoczonych wciąż demokracja jest traktowana poważnie, to znaczy nie jako załatwiony problem - jak się myśli w wielu krajach "starej" Europy - ale ciągle jako wyzwanie. Jest to zdumiewające, ponieważ, jak sądzi wielu specjalistów, Stany Zjednoczone są krajem najbardziej demokratycznym. Może właśnie dlatego, że demokracja nie jest tam tylko zespołem procedur, wciąż jest uważana za system dobry, ale podlegający ulepszeniu.

Stany Zjednoczone są potęgą, a myśl polityczna staje wobec zupełnie innych problemów w kraju potężnym niż w kraju marnym i słabym. Są to problemy związane ze światem, a nie tylko z własnymi niedostatkami. Problemy te muszą także być rozwiązywane. Zderzenie cywilizacji jest ważne dla Amerykanów, w znacznie mniejszym stopniu na przykład dla Słowacji, z całym szacunkiem dla Słowacji, podobnie jest z końcem historii czy też z uniwersalnym lub nie charakterem liberalizmu.

Po trzecie wreszcie, kwestie podstawowe dla myśli politycznej, czyli sprawiedliwość i wolność, stają się znacznie ważniejsze tam, gdzie nie funkcjonuje państwo opiekuńcze, a jednak trzeba zadbać o los współobywateli. Dla Amerykanów są to kwestie o znaczeniu zasadniczym i nawet jeżeli czasem ich zamiłowanie do demokracji ma dla nas charakter nieco dziecinnego zapału, to znacznie to lepsze niż błogi i ponury sen "starej" Europy, która rzeczywiście zachowuje się czasem tak, jakby Fukuyama miał rację, twierdząc, że historia się skończyła, a przecież gołym okiem widać, że historia się tworzy w samej Europie i w jej otoczeniu.

Oczywiście nie wszystko da się przypisać różnicy między Ameryką a Europą, istnieją także inne powody, ale nauki humanistyczne szerzej pojmowane, a więc historia, socjologia czy filologia, także kwitną w Stanach Zjednoczonych, a nie w Europie, a to już nie ma żadnego związku z amerykańską potęgą polityczną. Dodać zatem należy jeszcze jeden powód, a mianowicie amerykański ruch wydawniczy, stosunkowo niskie ceny książek i wciąż silne obyczaje czytelnicze. Oczywiście Ameryka jest duża, ale tylko w Ameryce wielki uczony, który napisze sławną książkę wcale nie zaliczaną do literatury popularnej, stanie się autorem, o którego poglądach dyskutują wszyscy.

I może na koniec, tylko w Ameryce doradcy prezydenta czytają poważne książki, to znaczy myśliciele polityczni mogą mieć nadzieję nie tyle na to, że zostaną wysłuchani, ale chociaż na to, że ich praca zainteresuje tych, którzy podejmują decyzje. Taki stan rzeczy jest w dzisiejszej Europie, a tym bardziej w Polsce, nie do wyobrażenia.


Archiwum | Redakcja | Prenumerata | Reklama | Ludzie Tygodnika | Archiwum felietonów | Historia pisma
Archiwum Jerzego Turowicza | Unia dla Ciebie | Książki w Tygodniku | Film w Tygodniku |
Jazz w Tygodniku | Apokryf | Kontrapunkt

© 2000 Tygodnik Powszechny