adres: ul. Wiślna 12, 31-007 Kraków
tel: (0-12) 422 25 18, 422 23 11
fax: (0-12) 421-67-31
e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl
REDAKCJA ARCHIWUM PROMOCJA REKLAMA PRENUMERATA
 
Główna strona

Nowy numer
NR 16 (2806)
20 kwietnia 2003


  Spis treści
  Komentarze
  Obraz tygodnia
  Kronika religijna
  Liturgiczne czytania
  tygodnia

  Medytacja biblijna
  ks. Mieczysław Maliński
  Kobiety w Biblii
  Przegląd prasy krajowej
  Przeglad prasy
  zagranicznej
  Notatki
  Wśród książek
  Z płyty na płytę
  Listy
FELIETONY
  Józefa Hennelowa
  Małgorzata Musierowicz
  Ewa Szumańska
  Andrzej Dobosz
  Michał Komar
  Marcin Król
  Jacek Podsiadło
  Stanisław Lem

  Tematy miesiąca

DODATKI TEMATYCZNE

UNIA DLA CIEBIE

KSIĄŻKI W TYGODNIKU

FILM W TYGODNIKU

APOKRYF

KONTRAPUNKT


To jest strona archiwalna.

Aktualna strona internetowa "Tygodnika Powszechnego" znajduje się pod adresem www.TygodnikPowszechny.pl

Projekt, wykonanie, obsługa:
Verbanet
Wersja do druku
Napisz komentarz



Obojętność czy bezsilność?

Józefa Hennelowa


Odkąd wybuchła wojna w Iraku, słyszeliśmy i czytaliśmy apele o zbiórkę pieniędzy na pomoc dla tamtejszych mieszkańców. Podawano konto Caritas i inne, równie wiarygodne. A jednak niedługo potem dowiedziałam się, że niemal nie było odzewu na te apele. Że społeczeństwo, tak zazwyczaj ofiarne, tym razem jakby pozostawało głuche. Czy naprawdę? Czy to egoizm ("mamy większe zmartwienia"), czy zupełnie inne przyczyny?

Początkowo, tak sądzę, mogła to być nieufność i kompletny brak orientacji: jaka właściwie pomoc, gdy trwają ataki powietrzne i pancerne bitwy, gdy wszędzie grozi niebezpieczeństwo, a nie bardzo wiadomo, gdzie znajdują się prawdziwie potrzebujący. Informacje wykluczały się wzajemnie: pokazano nam kiedyś w telewizji miasteczko namiotów nad granicą bodaj jordańską, czekające na uchodźców, ale wciąż puste. Kiedy indziej podawano wieść o rosyjskich samolotach z pomocą humanitarną lądujących od strony Iranu - i znów nie było wiadomo, dla kogo ta pomoc, jak wielka i czy w ogóle do kogokolwiek dociera. Ciągle też rozbrzmiewały nazwy organizacji międzynarodowych zaangażowanych w tę akcję na skalę niewątpliwie (teoretycznie przynajmniej) wieleset razy większą, niż mogłyby to uczynić nasze rodzime inicjatywy humanitarne. Wtedy faktycznie ludzie mogli sobie mówić: nie wiem, czy na cokolwiek przydać się mogą moje drobne ofiary, może kompletnie się zmarnują; poczekam, aż dowiem się czegoś więcej.

Teraz już chyba pora na zmianę tej sytuacji. Ale musi ona zostać opisana bardzo dokładnie i bardzo wiarygodnie. Może to być obraz jednej tylko miejscowości czy nawet jednego w niej szpitala albo szkoły, kilku nie funkcjonujących wodociągów, ambulatorium pozbawionego lekarstw - ale ta miejscowość i miejsce muszą być na tyle rozpoznawalne, by dawać rękojmię, że osiągalne będą dla niosących pomoc. Może ona polegać na sfinansowaniu ekipy ratowników czy opiekunów, a może tylko na dołączeniu do przedsięwzięcia humanitarnego innych - z innego kraju, innego wyznania, to wszystko jedno. Naprawdę nie wszyscy muszą zawsze nieść nad głową swoją wizytówkę, gdy chcą ratować ludzi.

A jeśli i nadal trzeba czekać, bo zawirowanie powojenne przerasta możliwości skutecznego wyciągnięcia ręki z Polski do tamtejszych potrzebujących, to też wymaga powiedzenia prawdy. I tak nigdy nie zabraknie tych, którzy na naszą pomoc czekają. Byle tylko sytuacja nieskuteczności nie rozgrzeszyła nas na trwałe z gotowości do dzielenia się. Tydzień po Wielkanocy wypada święto Miłosierdzia Bożego. Bierność jako sposób świętowania w tym dniu byłaby nazbyt już poważnym grzechem zaniedbania.


Archiwum | Redakcja | Prenumerata | Reklama | Ludzie Tygodnika | Archiwum felietonów | Historia pisma
Archiwum Jerzego Turowicza | Unia dla Ciebie | Książki w Tygodniku | Film w Tygodniku |
Jazz w Tygodniku | Apokryf | Kontrapunkt

© 2000 Tygodnik Powszechny