dotb.gif

„TP”, Nr 15 (2805), 13 kwietnia 2003, http://www.tygodnik.com.pl/tp/2805/wiara05.php

O rekolekcjach wielkopostnych ks. Grzegorza Rysia


Słowo tkwi w szczegółach

Wojciech Jędrzejewski OP


To ostatni dzwonek, żeby przeczytać rekolekcje ks. Grzegorza Rysia przed świętami. Proponuję zacząć lekturę od strony 99: analizy tekstu opowiadającego historię uzdrowienia człowieka niewidomego od urodzenia, przeobrażenia w spotkaniu z Jezusem.

Ks. Edward Staniek na seminarium magisterskim konsekwentnie uczył nas uważności i rzetelności w odczytaniu tekstu - zwłaszcza, gdy chodziło o tekst natchniony. Czytaj uważnie - bierz do ręki każde słowo i poznaj jego sens, odczytaj znaczenie, nie wyrywaj się do interpretacji, nie narzucaj mu znaczeń, które sam chciałbyś wyczytać. Taka postawa wobec Pisma sprawia, że "na brzegach strumienia jego wód wyrastają drzewa rodzące niezwykle smaczne i sycące owoce" (por. Ez 47, 13).

Czytając "Rekolekcje" ks. Rysia byłem wciąż zaskakiwany jego pełnym szacunku wsłuchaniem w znane już skądinąd słowa Ewangelii. Mówi się, że diabeł tkwi w szczegółach. Moc miłości Jezusa też tkwi w szczegółach, które Autor z ogromnym wyczuciem wydobywa z czytanych Ewangelii. Przykład z medytacji o kobiecie z Samarii: "Nie wiemy więc, co stanie się z wyciągniętą przez nas ręką. Czy zostanie przyjęta? Czy zderzy się ze wzgardą? Lęk przed upokorzeniem, brak nadziei na skuteczność blokują nas, wręcz paraliżują.

Tymczasem Jezus nie tylko odzywa się pierwszy, ale jeszcze ów "pierwszy krok" ma postać szczególną. Mianowicie, Jezus stawia się w pozycji człowieka potrzebującego; mówi do Niej: "Daj mi pić!". Oczywiście, w ostateczności to On ma jej wiele do zaofiarowania ("o, gdybyś wiedziała!..."), ale z a n i m to nastąpi, daje jej do zrozumienia, że i ona może Mu coś dać i że On jest zainteresowany tym dobrem".

Ks. Ryś oddaje na służbę Słowu Bożemu swą wiedzę historyka Kościoła i niemałą erudycję. Otwiera w ten sposób całkiem nowe perspektywy rozumienia tekstu Ewangelii. Jak choćby wtedy, gdy skupia się na geograficznym miejscu, w którym Jezus pyta, za kogo ludzie uważają Syna Człowieczego:

"Mało kto jednak wie o tym, że najprawdopodobniej Jezus specja1nie zabrał tam swoich uczniów, by im to pytanie postawić. Cezarea Filipowa leżała bowiem na uboczu i zupełnie "nie-po-drodze" w Jezusowym itinerarium. Była natomiast niezwykłym wręcz centrum kultów pogańskich, których ślady można zwiedzać po dzień dzisiejszy. Od wieków czczono tam greckiego bożka o imieniu Pan, któremu składano w ofierze kozły (stąd dzisiejsza nazwa Cezarei: Panias). A w czasach bezpośrednio poprzedzających Wcielenie Rzymianie wystawili tam cały kompleks świątyń - ku czci Jowisza, Augusta, bogiń decydujących o ludzkim losie itd. I właśnie w takie miejsce - tętniące pogańskimi kultami, usiane ołtarzami otoczonymi tłumem wyznawców z ich ofiarami, z atmosferą wypełnioną dymem kadzideł i rykiem zarzynanych zwierząt - Jezus zabrał swoich uczniów, by zapytać: w takim razie Kim Ja jestem dla was? Dla was, którzy palicie kadzidła na dziesiątkach bałwochwalczych ołtarzy".

© 2003 Tygodnik Powszechny. Kontakt: redakcja@tygodnik.com.pl