|
O rekolekcjach wielkopostnych ks. Grzegorza Rysia
Słowo tkwi w szczegółach
Wojciech Jędrzejewski OP
To ostatni dzwonek, żeby przeczytać rekolekcje ks. Grzegorza Rysia przed świętami.
Proponuję zacząć lekturę od strony 99: analizy tekstu opowiadającego historię
uzdrowienia człowieka niewidomego od urodzenia, przeobrażenia w spotkaniu z Jezusem.
Ks. Edward Staniek na seminarium magisterskim konsekwentnie uczył nas uważności i
rzetelności w odczytaniu tekstu - zwłaszcza, gdy chodziło o tekst natchniony. Czytaj
uważnie - bierz do ręki każde słowo i poznaj jego sens, odczytaj znaczenie, nie
wyrywaj się do interpretacji, nie narzucaj mu znaczeń, które sam chciałbyś wyczytać.
Taka postawa wobec Pisma sprawia, że "na brzegach strumienia jego wód wyrastają
drzewa rodzące niezwykle smaczne i sycące owoce" (por. Ez 47, 13).
Czytając "Rekolekcje" ks. Rysia byłem wciąż zaskakiwany jego pełnym
szacunku wsłuchaniem w znane już skądinąd słowa Ewangelii. Mówi się, że diabeł
tkwi w szczegółach. Moc miłości Jezusa też tkwi w szczegółach, które Autor z
ogromnym wyczuciem wydobywa z czytanych Ewangelii. Przykład z medytacji o kobiecie z
Samarii: "Nie wiemy więc, co stanie się z wyciągniętą przez nas ręką. Czy
zostanie przyjęta? Czy zderzy się ze wzgardą? Lęk przed upokorzeniem, brak nadziei na
skuteczność blokują nas, wręcz paraliżują.
Tymczasem Jezus nie tylko odzywa się pierwszy, ale jeszcze ów "pierwszy krok"
ma postać szczególną. Mianowicie, Jezus stawia się w pozycji człowieka potrzebującego;
mówi do Niej: "Daj mi pić!". Oczywiście, w ostateczności to On ma jej wiele
do zaofiarowania ("o, gdybyś wiedziała!..."), ale z a n i m to nastąpi, daje
jej do zrozumienia, że i ona może Mu coś dać i że On jest zainteresowany tym
dobrem".
Ks. Ryś oddaje na służbę Słowu Bożemu swą wiedzę historyka Kościoła i niemałą
erudycję. Otwiera w ten sposób całkiem nowe perspektywy rozumienia tekstu Ewangelii.
Jak choćby wtedy, gdy skupia się na geograficznym miejscu, w którym Jezus pyta, za kogo
ludzie uważają Syna Człowieczego:
"Mało kto jednak wie o tym, że najprawdopodobniej Jezus specja1nie zabrał tam
swoich uczniów, by im to pytanie postawić. Cezarea Filipowa leżała bowiem na uboczu i
zupełnie "nie-po-drodze" w Jezusowym itinerarium. Była natomiast niezwykłym
wręcz centrum kultów pogańskich, których ślady można zwiedzać po dzień dzisiejszy.
Od wieków czczono tam greckiego bożka o imieniu Pan, któremu składano w ofierze kozły
(stąd dzisiejsza nazwa Cezarei: Panias). A w czasach bezpośrednio poprzedzających
Wcielenie Rzymianie wystawili tam cały kompleks świątyń - ku czci Jowisza, Augusta,
bogiń decydujących o ludzkim losie itd. I właśnie w takie miejsce - tętniące pogańskimi
kultami, usiane ołtarzami otoczonymi tłumem wyznawców z ich ofiarami, z atmosferą wypełnioną
dymem kadzideł i rykiem zarzynanych zwierząt - Jezus zabrał swoich uczniów, by zapytać:
w takim razie Kim Ja jestem dla was? Dla was, którzy palicie kadzidła na dziesiątkach
bałwochwalczych ołtarzy".
|