|
"Nie taki proboszcz straszny". Czy na pewno?
Przewodnik nie całkiem poprawny
Artur Sporniak
Prawie każdego czeka kiedyś wizyta w kancelarii parafialnej. Zwykle się jej obawiamy,
gdyż nie bardzo wiemy, czego możemy oczekiwać od księdza - zwłaszcza w sytuacji, gdy
nasze losy się pokomplikowały. Dlatego pomysł dominikańskiego wydawnictwa "W
drodze", by opracować praktyczny przewodnik po prawie kanonicznym, jest strzałem w
dziesiątkę.
Książka, pod chwytliwym tytułem "Nie taki proboszcz straszny", ma przystępną
formę wywiadu-rzeki. Do rozmowy zasiedli dwaj dominikanie: prawnik - o. Tomasz Wytrwał,
który jest zarazem duszpasterzem rodzin i notariuszem w Metropolitalnym Sądzie
Warszawskim oraz proboszcz - o. Krzysztof Popławski, obecnie misjonarz w Chinach. Pytania
- zwykle podchwytliwe - zadaje Anna Gruszecka, dziennikarka poznańskiego radia
"Merkury". W tekst włamano cytaty z Kodeksu Prawa Kanonicznego lub fragmenty
doktrynalnych dokumentów Kościoła. Każdy rozdział zaczyna się fragmentem fikcyjnej
wypowiedzi, ilustrującej potoczne myślenie o omawianym problemie. Ponadto, by
ostatecznie przekonać czytelnika, że zarówno proboszcz, jak i prawo kanoniczne nie jest
"takie straszne" ("prawo ma człowiekowi służyć i pomagać, a nie gnębić
go i zniewalać"), przewodnikowi towarzyszą dowcipne rysunki Andrzeja Zaręby.
W rozmowie omówione zostały prawie wszystkie - typowe i nietypowe - sytuacje, w których
może znaleźć się świecki, a które wymagać będą kontaktu z proboszczem. Dowiemy się
więc np., jakie problemy mogą spotkać narzeczonych chcących zawrzeć sakrament małżeństwa,
jak je rozwiązywać, co potrzeba, aby ochrzcić dziecko, kiedy proboszcz może odłożyć
chrzest (nie odmówić!). Przypomniane jest, na czym polega pięć warunków dobrej
spowiedzi, kto i w jakich okolicznościach zostaje heretykiem, a kto apostatą. Jakimi
karami i za jakie przestępstwa Kościół może nas ukarać. W końcu, jakie obowiązki
ciążą na nas - świeckich, ale też jakie mamy w Kościele prawa. Mnóstwo bardzo pożytecznych
informacji.
Małżeństwo na cenzurowanym
Niewątpliwie książkę można polecić każdemu katolikowi - z jednym zastrzeżeniem.
Redakcja powinna w następnym wydaniu usunąć błędy prawne, których rozmówcy niestety
się nie ustrzegli.
Poważną usterkę merytoryczną znajdziemy już na 11 i 12 stronie. Anna Gruszecka pyta,
czy proboszcz może się nie zgodzić na ślub? I słyszy: "Jako proboszcz, który
bierze odpowiedzialność za ten związek, mogę się nie zgodzić na jego zawarcie".
O. Krzysztof twierdzi, że nie musi powiedzieć, dlaczego nie wyraża zgody. Popełniono
tu aż trzy błędy. Po pierwsze, jeśli nie ma żadnych ściśle określonych przez prawo
przeszkód, a narzeczeni oświadczają, że chcą zawrzeć małżeństwo zgodnie z nauką
Kościoła, proboszcz n i e m o ż e nie zgodzić się na ślub - nawet wtedy, gdy jest
subiektywnie przekonany, iż małżeństwo będzie nieudane. Naruszyłby bowiem jedno z
podstawowych praw człowieka, chronionych także przez naukę Kościoła. Zgoda na małżeństwo
to nie "widzimisię" proboszcza. Jak głosi kanon 1058, "małżeństwo mogą
zawrzeć wszyscy, którym prawo [a nie proboszcz! - ASk] tego nie zabrania". Po
drugie, jeśli wystąpi jakaś przewidziana przez kodeks przeszkoda, narzeczeni mają
prawo otrzymać, a osoby reprezentujące Kościół obowiązek przedstawić uzasadnienie
odmowy. I wreszcie, nonsensem jest twierdzenie, że proboszcz "bierze odpowiedzialność
za ten związek". Proboszcz jest odpowiedzialny za to tylko, do czego zobowiązuje go
prawo kanoniczne (m.in. przeprowadzenie egzaminu narzeczonych, sporządzenie protokołu,
dopilnowanie, czy wszystkie potrzebne dokumenty zostały przez narzeczonych dostarczone,
ogłoszenie zapowiedzi).
Nieścisła i myląca wypowiedź znajduje się na stronie 17. Rozmówczyni pyta, czy osoby
zawierające małżeństwo muszą być katolikami? Odpowiedź: "Tak. Jeżeli chcemy
zawrzeć sakramentalny związek małżeński, musimy najpierw przyjąć sakrament
chrztu". Chrzest jest udzielany ważnie nie tylko w Kościele katolickim (o czym
ojcowie wspominają na innym miejscu). Małżeństwo zawarte na przykład między
katolikiem a ewangeliczką również jest sakramentem. I zaraz w następnym zdaniu dokładnie
o tym jest mowa, ale znów w sposób nieścisły. O. Tomasz mówi: "Choć istnieje możliwość
zawarcia tzw. małżeństwa mieszanego, czyli z osobą niewierzącą". Małżeństwa
mieszane zawierane są między osobami różnych wyznań chrześcijańskich - trudno uważać
je za osoby niewierzące.
Nieprawdą jest również, iż "jeżeli ktoś na terenie Polski zawrze małżeństwo,
nie mając jeszcze osiemnastu lat, zawrze je w grzechu" (str. 20). Naruszanie
prawnych wymogów nie jest równoznaczne z popełnianiem grzechu, chyba że czyni się to
z lekceważeniem i pogardą dla prawa (kiedy np. zakonnik uprawia handel, łamie przepisy
prawa kanonicznego, trudno jednak upierać się, że w ten sposób grzeszy; uwaga ta
dotyczy także strony 149).
Podstęp czy przymus
Rozmówcy mylą niekiedy pojęcia, których znaczenie jest ściśle określone przez
prawo. Na stronie 26 o. Tomasz mówi: "Jeżeli ktoś chce poślubić taką osobę
[innej religii], musi mieć pozwolenie biskupa ordynariusza". Tymczasem przeszkoda różnej
religii wymaga nie zezwolenia, lecz dyspensy. Z kolei na str. 29 o. Tomasz, mówiąc o małżeństwie
z osobą niewierzącą, wspomina o dyspensie, zamiast o wymaganym w tym przypadku właśnie
zezwoleniu. Dyspensa jest uwolnieniem od prawnego obowiązku, nazywanego przeszkodą.
Natomiast jeśli chodzi o zezwolenie, w niektórych przypadkach do dokonania jakiejś
czynności prawnej (np. zawarcia małżeństwa), prawo wymaga zgody uprawnionej osoby.
Chodzi o to, by Kościół mógł się np. bliżej przyjrzeć narzeczonym. Dyspensę
uzyskują małżonkowie, zaś zezwolenie (na pobłogosławienie małżeństwa) -
proboszcz.
Podobnie jest z pojęciem "rękojmi", którą wedle o. Tomasza (str. 27)
podpisuje strona katolicka w przypadku ślubu z osobą niewierzącą lub innego wyznania
chrześcijańskiego. W rzeczywistości chodzi o przyrzeczenie, że strona katolicka
"uczyni wszystko, co w jej mocy, aby wszystkie dzieci zostały ochrzczone i wychowane
w Kościele katolickim" (kan. 1125). Rękojmia jest natomiast zobowiązaniem, którego
można sądownie dochodzić i ma zastosowanie np. w prawie handlowym.
Na stronie 53 znajdziemy błędny przykład ilustrujący kanon 1098, który głosi:
"Kto zawiera małżeństwo, zwiedziony podstępem, dokonanym dla uzyskania zgody małżeńskiej,
a dotyczącym jakiegoś przymiotu drugiej strony, który ze swej natury może poważnie
zakłócić wspólnotę życia małżeńskiego, zawiera je nieważnie". Kanon ten
został wprowadzony w nowym Kodeksie Prawa Kanonicznego, obowiązującym od 1983 r., żeby
sądy kościelne mogły radzić sobie m.in. z następującą sytuacją (wcześniej były
wobec niej bezradne): dziewczyna zachodzi w ciążę, a wmawia innemu chłopakowi, że to
jego dziecko. Chłopak - "zwiedziony podstępem" - myśli, że został ojcem i
żeni się. Gdy oszustwo wyjdzie na jaw, może "poważnie zakłócić wspólnotę życia
małżeńskiego". Tymczasem o. Tomasz w zasadzie zgadza się (choć ma wątpliwości)
z sugestią rozmówczyni, że z podstępem w rozumieniu wspomnianego kanonu mamy do
czynienia w sytuacji, gdy dziewczyna celowo doprowadza do ciąży, okłamując partnera,
że stosuje antykoncepcję. W takiej sytuacji nie występuje podstęp (wspólne dziecko
zgodnie z katolicką koncepcją małżeństwa nie "może poważnie zakłócić wspólnoty
życia małżeńskiego"), może natomiast wystąpić inna wada zgody małżeńskiej:
jeśli mężczyzna udowodni, że ożenił się pod przymusem, małżeństwo może zostać
uznane za nieważne.
Drugi przykład obrazujący sytuację podstępu, podany przez o. Tomasza, również jest
mylący. Kobieta udaje, że lubi porządek po to, by jej pedantyczny partner zgodził się
na małżeństwo. Po jego zawarciu okazuje się jednak, iż jest wyjątkowo niechlujna, co
poważnie zakłóca ich małżeńską wspólnotę. Trudno oczekiwać, by jakiś sąd kościelny
stwierdził nieważność małżeństwa na podstawie takiego "podstępu".
Jawny grzesznik
Ważne jest także poprawne rozumienie kanonu dotyczącego odmowy pogrzebu (1184). Aby
proboszcz lub biskup miał prawo odmówić pogrzebu, muszą być spełnione ł ą c z n i
e trzy warunki: brak oznak skruchy przed śmiercią, pogrzeb wywołałby publiczne
zgorszenie oraz zmarły za życia był jawnym grzesznikiem. Co to znaczy być "jawnym
grzesznikiem"? Nie wystarczy "żyć w sposób niezgodny z nauką Kościoła",
jak sądzi o. Krzysztof (str. 186). Osoby, żyjące w związkach niesakramentalnych, żyją
w sposób niezgodny z nauką Kościoła. Czy to znaczy, że zawsze należy im odmawiać
katolickiego pogrzebu? Chodzi o życie demonstracyjnie sprzeciwiające się nauce Kościoła.
Wskazuje na to prawnie obowiązujący, łaciński tekst kodeksu, który - mówiąc o
jawnych grzesznikach - używa sformułowania "peccatores manifesti".
Na koniec tej pobieżnej korekty wspomnę o dość kłopotliwym przeoczeniu. W rozmowie o
herezji wspomniany jest częsty błąd dogmatyczny, popełniany przez księży z nieuwagi.
Kapłan przeinacza formułę końcowego błogosławieństwa podczas Mszy św. - wierni słyszą:
"w imię Ojca, Syna i Ducha Świętego", zamiast: "w imię Ojca i Syna, i
Ducha Świętego". Tymczasem autorzy sami popełniają inny "dogmatyczny"
lapsus. Na stronie 107 mowa jest o niemożliwości chrztu ekumenicznego. Chrzest zawsze
udzielany jest w konkretnej wspólnocie wyznaniowej. Anna pyta o. Krzysztofa: "Czyli
chrzci ojciec w imię Kościoła katolickiego?". O. Krzysztof odruchowo odpowiada:
"tak", zapominając, że chrzci się zawsze w imię Trójcy Świętej.
Konsultacja:
ks. prof. Remigiusz Sobański
"Nie taki proboszcz straszny. Praktyczny poradnik prawa kościelnego". Z
Krzysztofem Popławskim OP i Tomaszem Wytrwałem OP rozmawia Anna Gruszecka, Wyd. "W
drodze" 2003.
|