adres: ul. Wiślna 12, 31-007 Kraków
tel: (0-12) 422 25 18, 422 23 11
fax: (0-12) 421-67-31
e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl
REDAKCJA ARCHIWUM PROMOCJA REKLAMA PRENUMERATA
 
Główna strona

Nowy numer
NR 15 (2805)
13 kwietnia 2003


  Spis treści
  Komentarze
  Obraz tygodnia
  Kronika religijna
  Liturgiczne czytania
  tygodnia

  Medytacja biblijna
  ks. Mieczysław Maliński
  Kobiety w Biblii
  Przegląd prasy krajowej
  Przeglad prasy
  zagranicznej
  Notatki
  Wśród książek
  Z płyty na płytę
  Listy
FELIETONY
  Józefa Hennelowa
  Małgorzata Musierowicz
  Ewa Szumańska
  Andrzej Dobosz
  Michał Komar
  Marcin Król
  Jacek Podsiadło
  Stanisław Lem

  Tematy miesiąca

DODATKI TEMATYCZNE

UNIA DLA CIEBIE

KSIĄŻKI W TYGODNIKU

FILM W TYGODNIKU

APOKRYF

KONTRAPUNKT


To jest strona archiwalna.

Aktualna strona internetowa "Tygodnika Powszechnego" znajduje się pod adresem www.TygodnikPowszechny.pl

Projekt, wykonanie, obsługa:
Verbanet
Wersja do druku
Napisz komentarz

Spory-polemiki: katolicy wobec wojny z Husajnem


Fałszywe, karykaturalne, nieprawdziwe

Ks. Stanisław Musiał SJ


Bardzo rozczarował mnie artykuł wstępny "Czas negocjacji minął" pióra redaktora naczelnego "Tygodnika" - ks. Adama Bonieckiego ("TP" nr 13/2003). Nie mogę się stanowczo zgodzić z dwoma stwierdzeniami Autora, wyrażonymi pod koniec artykułu. Cytuję: "Potępiając wojnę, Kościół jest realistą i uznaje możliwość zaistnienia sytuacji, w których użycie siły będzie konieczne. Odpowiedzialność za rozeznanie, że taka sytuacja zaistniała, oraz podjęcie decyzji pozostawia przywódcom państw i społeczności międzynarodowej".

Nie znalazłem nigdzie, ani w Katechizmie Katolickim, ani w nauczaniu papieży, ani w tekstach choćby jednego teologa katolickiego stwierdzenia, że "odpowiedzialność za rozeznanie", że zaistniała sytuacja, w której użycie siły jest konieczne, Kościół "pozostawia przywódcom państw i społeczności międzynarodowej". Nie potrzebuję dodawać, że w tej sytuacji Kościół ograniczyłby się tylko do głoszenia pryncypiów, najwyższych zasad moralnych, a ich uszczegółowienie i aplikację zostawiałby innym. Odbierałoby to Kościołowi możliwość wypowiadania się na temat moralności w konkretnych sytuacjach.

Stwierdzenie drugie, to ocena postawy Ojca Świętego wobec tej wojny, zilustrowana na przykładzie jego wystąpienia w niedzielę 23 marca na Anioł Pański. Cytuję: "W minioną niedzielę - pierwszą po rozpoczęciu militarnej akcji w Iraku - Jan Paweł II nie nawoływał do jej zawieszenia, nie usprawiedliwiał jej ani nie potępiał. Mówił o ofiarach wojny, zapewnił, że jest blisko "tych wszystkich, którzy w ostatnich dniach i godzinach ucierpieli" i powierzył ich wspólnej modlitwie Kościoła".

Autor nie cytuje pełnej wypowiedzi Ojca Świętego. Jan Paweł II powiedział m.in.: "Kiedy, jak w tych dniach w Iraku, wojna zagraża losom ludzkości, trzeba bezzwłocznie, głośno i zdecydowanie powtarzać, że tylko pokój prowadzi do budowy sprawiedliwego i solidarnego społeczeństwa" (tekst w tym samym numerze "TP", str. 2). Wszystko w tej wypowiedzi Ojca Świętego jest zawarte: i potępienie wojny ("zagraża losom ludzkości"), i wołanie o jej zaprzestanie ("tylko pokój prowadzi do budowy sprawiedliwego i solidarnego społeczeństwa"). Jeśli się weźmie także rozliczne wcześniejsze wypowiedzi Ojca Świętego przeciwne konfliktowi irackiemu, choćby dramatyczny, tak bardzo osobisty apel przeciw wojnie wygłoszony na Anioł Pański w niedzielę 16 marca (którego "TP" nie zamieścił, dając tylko wzmiankę o nim w artykule poświęconym nuncjuszowi papieskiemu w Bagdadzie), to nikt na świecie, nawet zagorzały antypapista czy fundamentalista islamski, nie powie, że Ojciec Święty nie był i nie jest całym sobą przeciw TEJ WOJNIE. Ukazanie postawy Ojca Świętego, jak to chce Autor, jako kogoś patrzącego obojętnie na wojnę, ani jej nie usprawiedliwiającego, ani nie potępiającego, ani nie nawołującego do jej zawieszenia, jest fałszywe i karykaturalne. Gdybym nie wiedział, że te słowa napisał duchowny i napisał je bez złej intencji, myślałbym, że wyszły spod pióra osoby drwiącej z Ojca Świętego i chrześcijaństwa w ogóle.

Tę rzekomą postawę obojętności Ojca Świętego wobec wojny w Iraku, jak ją prezentuje Autor, można by zilustrować dobitniej na przykładzie: co powiedzielibyśmy o kimś, kto widzi, jak kogoś torturują (czy to nie prawda, że naród iracki poddawany jest obecnie torturom w dosłownym znaczeniu tego słowa?), a ten ktoś na to patrzy i nie interweniuje: ani nie nawołuje do zaprzestania tortur, ani nie usprawiedliwia, ani nie potępia tego męczenia? Co więcej, Autor pisze coś przerażającego, bo to tani i fałszywy frazes pseudoreligijny: Ojciec Święty, "zapewnił ofiary wojny, że jest blisko "tych wszystkich, którzy w ostatnich dniach i godzinach ucierpieli" i powierzył ich wspólnej modlitwie Kościoła". Gdyby do tego miała ograniczać się rola Ojca Świętego i Kościoła, to chrześcijaństwo byłoby rzeczywiście opium dla ludu (w klasycznym, XIX-wiecznym znaczeniu tego słowa). Na szczęście tak nie jest.


Archiwum | Redakcja | Prenumerata | Reklama | Ludzie Tygodnika | Archiwum felietonów | Historia pisma
Archiwum Jerzego Turowicza | Unia dla Ciebie | Książki w Tygodniku | Film w Tygodniku |
Jazz w Tygodniku | Apokryf | Kontrapunkt

© 2000 Tygodnik Powszechny