|
Spory-polemiki: katolicy wobec wojny z Husajnem
Fałszywe, karykaturalne, nieprawdziwe
Ks. Stanisław Musiał SJ
Bardzo rozczarował mnie artykuł wstępny "Czas negocjacji minął" pióra
redaktora naczelnego "Tygodnika" - ks. Adama Bonieckiego ("TP" nr
13/2003). Nie mogę się stanowczo zgodzić z dwoma stwierdzeniami Autora, wyrażonymi pod
koniec artykułu. Cytuję: "Potępiając wojnę, Kościół jest realistą i uznaje
możliwość zaistnienia sytuacji, w których użycie siły będzie konieczne.
Odpowiedzialność za rozeznanie, że taka sytuacja zaistniała, oraz podjęcie decyzji
pozostawia przywódcom państw i społeczności międzynarodowej".
Nie znalazłem nigdzie, ani w Katechizmie Katolickim, ani w nauczaniu papieży, ani w
tekstach choćby jednego teologa katolickiego stwierdzenia, że "odpowiedzialność
za rozeznanie", że zaistniała sytuacja, w której użycie siły jest konieczne, Kościół
"pozostawia przywódcom państw i społeczności międzynarodowej". Nie
potrzebuję dodawać, że w tej sytuacji Kościół ograniczyłby się tylko do głoszenia
pryncypiów, najwyższych zasad moralnych, a ich uszczegółowienie i aplikację zostawiałby
innym. Odbierałoby to Kościołowi możliwość wypowiadania się na temat moralności w
konkretnych sytuacjach.
Stwierdzenie drugie, to ocena postawy Ojca Świętego wobec tej wojny, zilustrowana na
przykładzie jego wystąpienia w niedzielę 23 marca na Anioł Pański. Cytuję: "W
minioną niedzielę - pierwszą po rozpoczęciu militarnej akcji w Iraku - Jan Paweł II
nie nawoływał do jej zawieszenia, nie usprawiedliwiał jej ani nie potępiał. Mówił o
ofiarach wojny, zapewnił, że jest blisko "tych wszystkich, którzy w ostatnich
dniach i godzinach ucierpieli" i powierzył ich wspólnej modlitwie Kościoła".
Autor nie cytuje pełnej wypowiedzi Ojca Świętego. Jan Paweł II powiedział m.in.:
"Kiedy, jak w tych dniach w Iraku, wojna zagraża losom ludzkości, trzeba bezzwłocznie,
głośno i zdecydowanie powtarzać, że tylko pokój prowadzi do budowy sprawiedliwego i
solidarnego społeczeństwa" (tekst w tym samym numerze "TP", str. 2).
Wszystko w tej wypowiedzi Ojca Świętego jest zawarte: i potępienie wojny ("zagraża
losom ludzkości"), i wołanie o jej zaprzestanie ("tylko pokój prowadzi do
budowy sprawiedliwego i solidarnego społeczeństwa"). Jeśli się weźmie także
rozliczne wcześniejsze wypowiedzi Ojca Świętego przeciwne konfliktowi irackiemu, choćby
dramatyczny, tak bardzo osobisty apel przeciw wojnie wygłoszony na Anioł Pański w
niedzielę 16 marca (którego "TP" nie zamieścił, dając tylko wzmiankę o nim
w artykule poświęconym nuncjuszowi papieskiemu w Bagdadzie), to nikt na świecie, nawet
zagorzały antypapista czy fundamentalista islamski, nie powie, że Ojciec Święty nie był
i nie jest całym sobą przeciw TEJ WOJNIE. Ukazanie postawy Ojca Świętego, jak to chce
Autor, jako kogoś patrzącego obojętnie na wojnę, ani jej nie usprawiedliwiającego,
ani nie potępiającego, ani nie nawołującego do jej zawieszenia, jest fałszywe i
karykaturalne. Gdybym nie wiedział, że te słowa napisał duchowny i napisał je bez złej
intencji, myślałbym, że wyszły spod pióra osoby drwiącej z Ojca Świętego i chrześcijaństwa
w ogóle.
Tę rzekomą postawę obojętności Ojca Świętego wobec wojny w Iraku, jak ją
prezentuje Autor, można by zilustrować dobitniej na przykładzie: co powiedzielibyśmy o
kimś, kto widzi, jak kogoś torturują (czy to nie prawda, że naród iracki poddawany
jest obecnie torturom w dosłownym znaczeniu tego słowa?), a ten ktoś na to patrzy i nie
interweniuje: ani nie nawołuje do zaprzestania tortur, ani nie usprawiedliwia, ani nie
potępia tego męczenia? Co więcej, Autor pisze coś przerażającego, bo to tani i fałszywy
frazes pseudoreligijny: Ojciec Święty, "zapewnił ofiary wojny, że jest blisko
"tych wszystkich, którzy w ostatnich dniach i godzinach ucierpieli" i powierzył
ich wspólnej modlitwie Kościoła". Gdyby do tego miała ograniczać się rola Ojca
Świętego i Kościoła, to chrześcijaństwo byłoby rzeczywiście opium dla ludu (w
klasycznym, XIX-wiecznym znaczeniu tego słowa). Na szczęście tak nie jest.
|