|
„TP”, Nr 15 (2805), 13 kwietnia 2003, http://www.tygodnik.com.pl/tp/2805/main03.php
Papieska Rada ds. Rodziny opublikowała leksykon moralności chrześcijańskiej
Bez znieczulenia
Ks. Adam Boniecki
Autorzy tej monumentalnej książki są świadomi laicyzacji świata i kultury. Idą pod
prąd współczesnego myślenia - i Kościół, jako "znak sprzeciwu", tak
powinien chodzić. Może w wielu sprawach będzie to ostatni głos wzywający ludzi i świat
do rozsądku. Jednak niby-ewangeliczny styl: "tak-tak, nie-nie" chwilami przeraża.
"Leksykon terminów niejasnych i dyskusyjnych odnoszących się do rodziny, życia i
problemów etycznych", wydany staraniem Papieskiej Rady ds. Rodziny, to rodzaj
vademecum, w którym na 862 stronicach 69 autorów (w tym troje Polaków: prof. Alicja
Grześkowiak, prof. Anna Kwak i ks. dr Grzegorz Kaszak) wyjaśnia znaczenia 78 pojęć i
terminów, kluczowych w debacie o rodzinie, małżeństwie i etyce seksualnej. Ułożone w
porządku alfabetycznym hasła stanowią zbiór rozprawek, opatrzonych w przypisy,
rzeczowych, odbiegających od konwencji słownikowej przez akcenty osobiste, w rodzaju
"czuję się w obowiązku dodać", "w moim przekonaniu" itp.
Seks i lingwistyczne manipulacje
Projekt opracowania leksykonu zrodził się w listopadzie 1999 r. "Podczas spotkania
Organizacji Pozarządowych w Rzymie 26-27 listopada - opowiada autor pomysłu, przewodniczący
Papieskiej Rady ds. Rodziny kard. Alfonso López Trujillo - uświadomiłem sobie
dramatyczną potrzebę, wręcz konieczność pokazania uczestnikom różnych konferencji i
zebrań Narodów Zjednoczonych, parlamentów, ruchów apostolskich prawdziwego znaczenia
terminów i wyrażeń niejasnych, by ustrzec ich od zaskoczeń i dezorientacji". Ten
motyw przewija się przez wszystkie opracowania: przywrócić pojęciom i terminom ich właściwy
sens, zdemaskować lingwistyczne manipulacje, które miast przybliżać, fałszują
rzeczywistość, "dokonując przeniesień semantycznych" (transferimenti
semantici), zmieniając znaczenie słów, "rozwijając perwersyjne wywody o życiu,
rodzinie, rozwoju zawsze po to, by opanować ("skolonizować") opinię publiczną,
pozbawić jednostkę zdolności osądu i wolnej decyzji". Tak to mniej więcej wyjaśnia
autor hasła "Inżynieria słowna" Ignacio Barreiro - Urugwajczyk, prawnik,
doktor teologii związanego z Opus Dei rzymskiego Uniwersytetu Santa Croce, profesor nauk
politycznych na Uniwersytecie Montevideo.
Starannie opracowany tom nie jest zaopatrzony w skorowidz pojęć; jest tylko spis haseł.
Nie przypuszczam, by było to zaniedbanie. Wydawca chciał zmusić do całościowej
lektury i zapobiec wyszukiwaniu wyrwanych fragmentów. Każde hasło, niekiedy do dziesięciu
stron tekstu, stanowi kunsztowną rozprawkę. Jedne odsyłają - jako do uzupełniającej
lektury - do innych, co dowodzi, że nie mamy do czynienia ze zlepkiem tekstów, ale zwartą
całością, w której wszystko jest przemyślane.
Oto niektóre hasła "Leksykonu": Miłość małżeńska; Dzieci i praca;
Biotechnologia; Państwo i fundamentalizm; Komitety bioetyki; Neutralne poradnictwo
genetyczne; Poradnictwo dla kobiet ciężarnych w Niemczech; Godność ludzkiego embrionu;
Prawa dzieci; Prawo do przerwania ciąży (opracowała Alicja Grześkowiak); Edukacja
seksualna; Eutanazja. Kilka haseł poświęcono różnym aspektom antykoncepcji. Jedenaście
zaczyna się od słowa "rodzina", np. Rodzina i filozofia; Rodzina
jednorodzicielska; Rodzina zrekonstruowana (prof. Anna Kwak); Rodzina tradycyjna itd. Inne
hasła to m.in. Tożsamość i różnice płci; Nierozerwalność małżeństwa; Medyczne
przerwanie ciąży; Macierzyństwo i feminizm; Małżeństwo osób o różnych wyznaniach;
Małżeństwo, separacja, rozwód i sumienie; Małżeństwo i homoseksualizm; Mentalność
antykoncepcyjna; Nowe prawa człowieka; Odpowiedzialne ojcostwo; Zasada i temat mniejszego
zła; Prokreacja in vitro; Bezpieczny seks.
Prezerwatywy i samoloty
Autorzy "Leksykonu" nie poprzestają na rozplątywaniu dwuznaczności
semantycznych. Każde hasło zawiera, często starannie udokumentowany status questionis,
każde referuje stanowisko Kościoła i przytacza racje pozareligijne, niekiedy cytując
najnowsze opracowania naukowe.
Zjawisko zmiany znaczeń słów, stępianie ich ostrza, jawi się szczególnie wyraźnie w
takich przypadkach, jak zaliczanie do kategorii antykoncepcji środków służących do
zabicia płodu, jak pigułka "dzień po", RU486. Inny spektakularny przykład to
określenie "bezpieczny seks". Propaganda prezerwatywy, jako środka
zabezpieczającego przed infekcją (przede wszystkim AIDS) jest sprzeczna z wynikami badań
laboratoryjnych. Autor (Jacques Suadeau, Francuz, doktor medycyny, filozof i teolog)
obszernie cytuje te wyniki. Ryzyko zakażenia przy użyciu prezerwatywy, statystycznie
wynoszące 10 proc., porównuje do modelu samolotu, którego loty w 10 proc. kończą się
katastrofą. Nie ma seksu bezpiecznego - konkluduje - innego niż stosunki seksualne w małżeństwie
monogamicznym.
Ten rozdział wzbudził ostre reakcje w prasie. "Il Manifesto" cytuje ironiczne
pytanie deputowanego Franco Grillini, czy wspomniane w tekście testy nieprzenikliwości
prezerwatyw przeprowadzono w pomieszczeniach watykańskich. Prasa włoska
("Leksykon" ukazał się na razie tylko po włosku) skupiła się też na
homoseksualizmie. Autor tekstu o "małżeństwach" homoseksualnych zwraca przede
wszystkim uwagę na konsekwencje społeczne równouprawnienia, czy wręcz utożsamienia
takich związków z małżeństwem heteroseksualnym. Czym innym - podkreśla z naciskiem -
jest uznanie faktu związków homoseksualnych i prawna regulacja takich sytuacji, czym
innym uznanie ich za małżeństwo. W "Leksykonie" krytykuje się też prowadzoną
od lat 60. wielką kampanię na rzecz "banalizacji orientacji homoseksualnej i
nadania jej statusu społecznego", prowadzoną pod hasłem "prawa do inności".
W konkluzji hasła "Homoseksualność i homofobia" jego autor (paryski
psychoanalityk Tony Anatrella) ostrzega, że: "Aktualne lekceważenie ludzkiej
ekologii burzy w imię zasady "przyjemności" wypracowane w ciągu wieków
kruche konstrukcje rozumowe, otwierając przed przyszłymi pokoleniami drzwi świata całkowicie
niekoherentnego".
Sposób potraktowania w "Leksykonie" homoseksualizmu, antykoncepcji, aborcji nie
powinien nikogo zaskoczyć. Także w rozdziale o zapłodnieniu in vitro autor - Jean-Louis
Brugčs, biskup Angers (Francja) - przytacza wszystkie znane z dotychczasowego nauczania
Kościoła argumenty: uzurpacja władzy nad powstałymi embrionami, naruszenie natury aktu
powstawania życia, niejasna sytuacja prawna dziecka, ryzyko komercjalizacji, manipulacji
eugenicznych itd. Szczególnie znamienne jest jednak to, co stwierdza w zakończeniu:
"Niebezpieczeństwo, które w sposób oczywisty rośnie, polega na przekonaniu, iż
człowiek stał się demiurgiem i że zajmuje miejsce, które pozostało puste w wyniku
sekularyzacji wykluczającej wszelką transcendencję".
Ton większości opracowań jest równie zdecydowany. Nawet jeśli często autorzy wprost
nie odwołują się do nauki Kościoła, to - co oczywiste, zważywszy charakter dzieła
wydanego przez watykańską dykasterię - wykazują, że nauka Kościoła jest drogą dla
człowieka słuszną.
Ks. Grzegorz Kaszak jest autorem hasła "Mentalność antykoncepcyjna". Jak
wiadomo, tytułowe określenie zawiera tezę, że antykoncepcja sprzyja aborcji, wytwarzając
negatywne nastawienie do ewentualnego pojawienia się dziecka. Autor doskonale wie, jak
zwodnicze są tu odwoływania się do statystyki. Powołując się na polskie doświadczenia
konstatuje, że odkąd działa tu szeroko zakrojona propaganda antykoncepcji, znacznie
spadła ilość aborcji. Ale - stwierdza - i ta zbieżność nie jest jednoznaczna, bowiem
w tym samym okresie zmianom ulegało prawo, dotyczące przerywania ciąży. Niezależnie
od propagowanej antykoncepcji w okresie prawa bardziej restrykcyjnego liczba aborcji malała,
w okresie liberalizacji - rosła. Nie kwestionując tezy o "mentalności
antykoncepcyjno-aborcyjnej" autor (to w "Leksykonie" raczej rzadkość),
pozostawia przestrzeń dla wątpienia otwartą.
Jak Dawid z Goliatem
Ukazanie się "Leksykonu" jest wydarzeniem ważnym. Niejasność pojęć, ważnych
w podejmowaniu etycznych decyzji, niewątpliwie wymagała wyjaśnień. Więcej: lektura
ukazuje ukryty związek między sposobem posługiwania się wyrażeniami o znaczeniu tak
oczywistym, jak "rodzina", "rodzice", "mniejsze zło"
"poczęcie", "człowiek", "prawo" itd., z przyjętą, może
nie zawsze świadomie, filozofią życia.
Zmiana znaczeń, słów i pojęć, czym zajmują się autorzy "Leksykonu", jest
zaledwie przejawem zjawiska, którego żaden leksykon nie zmieni: laicyzacji świata i
kultury. Autorzy są tego świadomi. Ich praca idzie pod prąd współczesnego myślenia -
Kościół, jako "znak sprzeciwu", tak powinien chodzić. Ten manifest wierności
wbrew światu brzmi wręcz dramatycznie. "Leksykon" jest jak Dawid stojący
przed Goliatem. Może w wielu sprawach okaże się ostatnim głosem wzywającym ludzi i świat
do rozsądku.
Jednak niby-ewangeliczny styl: "tak-tak, nie-nie" chwilami przeraża. Nie ma tu
półcieni. Nie ma np. wzmianki o sposobie odczytania zasady nierozerwalności małżeństwa
w tradycji Kościołów Wschodnich, a rozwiedzeni i powtórnie, cywilnie poślubieni są
nazwani po prostu "publicznymi grzesznikami", chociaż - owszem - pozostającymi
jako tacy przedmiotem troski Kościoła. Antykoncepcja zawsze jest wyrazem egoizmu, jakby
nie było sytuacji dramatycznych, bez dobrego rozwiązania. Proponowanie prezerwatyw zagrożonym
HIV jest cynicznym oszustwem. Żyjące bez ślubu pary traktuje się z dużą surowością.
Z pewnością "Leksykon" ukazuje naukę Kościoła, która - o tym oczywiście
się nie wspomina - w wielu szczegółowych kwestiach ewoluowała i nadal się rozwija.
Wciąż lepsza znajomość funkcjonowania świata i człowieka już nieraz była punktem
odniesienia dla rewizji niektórych zasad moralnych Kościoła.
Świat jest jak pobity przez zbójców człowiek z przypowieści, a Kościół (widziany
przez pryzmat "Leksykonu") jawi się przy nim jak... nie, nie jak dobry
Samarytanin z osiołkiem i jakimiś tam oliwami, ale jako chirurg, który ze skalpelem w ręku
zabiera się do operacji. Bez znieczulenia.
Joaquín Navarro-Valls, rzecznik Stolicy Apostolskiej, dla "Tygodnika
Powszechnego":
- Jaki jest cel opublikowania "Leksykonu"?
- Chodzi o zanalizowanie szeregu pojęć, o których wiele mówi się w naszej epoce, a które
są niezwykle dwuznaczne. Ludzie posługują się nimi z niewzruszoną pewnością,
podczas gdy w rzeczywistości ich treść w żadnym razie nie jest pewna.
Nie wszystkie z analizowanych pojęć związane są z teologią moralną; wiele z nich
dotyczy raczej antropologii - pytań, kim jest istota ludzka, kim jest kobieta, czym jest
miłość między ludźmi, czym jest rozmnażanie się i jaki ma sens. A więc mamy tu
rekompozycję semantyczną - wyjątkowo istotną dla kultury, w której nie ma zgody co do
treści podstawowych pojęć.
- Ma Pan na myśli Kościół czy kulturę uniwersalną?
- Kulturę uniwersalną. Ale Kościół to ty i ja, a zatem osoby zanurzone w tej
kulturze. Dlatego odczuwamy potrzebę krytyki, definiowania używanych przez nas słów. W
przeciwnym razie mamy do czynienia z dialogiem między głuchymi.
"Leksykon" pozwala też dotrzeć do korzeni niektórych pojęć i idei, co jest
dziś szczególnie ważne. Dlatego mam nadzieję, że książka ta będzie mieć wielu
czytelników.
- W ostatnim czasie, co najmniej od deklaracji "Dominus Iesus", Watykan często
wyjaśnia pojęcia czy kościelną naukę, które na skutek kontaktu z kulturą współczesną
stają się dla wiernych mało czytelne.
- To prawda. Takie prośby docierają do Stolicy Apostolskiej od wielu Episkopatów i świeckich
intelektualistów z całego świata.
Rozmawiał MZ
© 2003 Tygodnik Powszechny. Kontakt: redakcja@tygodnik.com.pl
|