|
Obcość, obojętność, niewiedza: to źródła problemu, który dotyczy Olkusza. I
pewnie wielu innych miast
Lata milczenia i chwila wstydu
Andrzej Brzeziecki
Przed wojną obywatele Polski narodowości żydowskiej stanowili niemal połowę mieszkańców
Olkusza, miasta na pograniczu Śląska i Małopolski. Dziś nie ma po nich śladu.
Odwiedzający miasto w ostatnim tygodniu marca ambasador Izraela Szewach Weiss nie miał
gdzie złożyć kwiatów, by uczcić 3000 Żydów, zamordowanych przez Niemców. Niepamięć
próbuje przełamać grupka młodych zapaleńców ze stowarzyszenia kulturalnego
"Brama" i - od niedawna - nowe władze lokalne.
Olkuski rynek to ulubione miejsce młodzieży. Także dziś, w wiosennym słońcu, na
rynku rozsiadło się wielu uczniów. Nie wiedzą, dlaczego przed urzędem miasta wisi
flaga Izraela; może jakieś dni żydowskie - zastanawiają się. Tak, widzieli limuzynę
z warszawskimi numerami; tak, przyznają, że o historii olkuskich Żydów nie wiedzą
nic. Tematu nie było w szkole (tylko "pan od polskiego mówił, że tamta kamienica
należała do Żyda"). A że 60 lat temu znikła połowa miasta? "No, o tym już
nie". O tym fragmencie historii nic nie wie nawet dwójka ubranych na galowo uczniów,
która przyszła witać Weissa w imieniu Kręgu Miłośników Starego Olkusza (zrzeszającego
tutejsze licea). "Ale wyszło!" - czerwieni się dziewczyna.
Jednak trudno robić zarzut nastolatkom, skoro także większość dorosłych niewiele wie
o tym, co stało się między 9 a 11 czerwca 1942 r., gdy Niemcy zlikwidowali olkuskie
getto. Żydowski świadek relacjonował: "Gdy całe społeczeństwo jeszcze spało,
getto zostaje oblężone przez kilkaset gestapowców i SS-owców i przy nieustającej
strzelaninie wypędza się całą ludność żydowską do budynku byłego gimnazjum i do
11 czerwca odbywają się tam straszne sceny. Starcy, chorzy, kobiety i dzieci po prostu
duszą się z ścisku i gorąca. Upał jest straszny. Nie można otrzymać ani kropli
wody, strzelanie nie ustaje, ludzie padają jak muchy. Gdy zostają podstawione wagony, wpędza
się do nich ludność żydowską w liczbie około 2000 osób, po największej części
starcy i dzieci. Również trupy wrzuca się razem z żyjącymi do wagonów, które się
zamyka, pieczętuje i wysyła do Oświęcimia, prosto do krematorium".
W powojennej pamięci zbiorowej miasta los Żydów nie zachował się. Jako największą
tragedię uznano mord na 20 Polakach i "Krwawą Środę", gdy 31 lipca 1940 r.
Niemcy - w odwecie za zabicie policjanta przez ruch oporu - zemścili się na mieszkańcach
narodowości polskiej i żydowskiej: bili, znęcali się; zabili jedną osobę. Świadek
Henryk Osuch: "Dwóm młodym Żydom kazali rzucać do siebie olbrzymim kamieniem, ważącym
ze 30 kg. Jeden z trudem udźwignął kamień, drugi chwytając go przewrócił się.
Wtedy Niemiec kazał położyć mu się na ziemi. Żyd to wykonał, a szwab stanął mu
okutym butem na głowie i przez dłuższą chwile utrzymywał równowagę, miażdżąc
twarz".
O tragedii Żydów zapominano stopniowo. W 1950 r. rozebrano synagogę, spaloną przez
Niemców. Dwa żydowskie cmentarze powoli niszczały: starszy obudowano naokoło domami
(dziś wygląda jak zwykła łąka,), nowszy służy pijaczkom. Część macew wywieźli
Niemcy (jako materiał budowlany), reszta niszczała. Także w wolnej Polsce władze
miasta nie robiły nic. Jedynie działacze Olkuskiego Stowarzyszenia Kulturalnego
"Brama", zajmującego się dokumentowaniem historii miasta, posprzątali
cmentarz i wycięli drzewa rozsadzające groby.
Burmistrz Andrzej Kallista (urzędujący od jesieni 2002 r.) przyznaje, że wiedza
olkuszan o przeszłości jest niewielka. Ale ma nadzieję, że wizyta ambasadora stworzyła
okazję, aby to zmienić. - Może nie od razu, ale mam nadzieję, że nasza praca z wolna
przyniesie skutki - mówi.
Ostatnio jedno z gimnazjów realizowało program przybliżający uczniom kulturę żydowską.
Wcześniej pamięć o historii kultywowali kombatanci, ale wspominano tylko Polaków. Dwa
lata temu pisał o tym - w liście do lokalnego "Przeglądu Olkuskiego" -
Ireneusz Cieślik, mieszkaniec Olkusza; redakcja odmówiła druku (list ukazał się w
"TP"). Cieślik pisał, że przywracanie pamięci o ofiarach wojny przez
przypominanie tylko stracenia 20 Polaków i "Krwawej Środy" jako
"najtragiczniejszych dla olkuszan epizodów czasu okupacji" - a nie pamiętanie
o wymordowaniu prawie połowy mieszkańców - "jest co najmniej zagubieniem
proporcji, o ile nie nieprzyzwoitością".
W kolejnym liście, którego "Przegląd" także nie opublikował (zrobiła to
"Gazeta Krakowska") Cieślik zwracał uwagę, że przy uroczystościach
rocznicowych pomija się Żydów. Pisał: "Każda rocznica dobra, by zorganizować
"uroczystość", byle nie była to rocznica - choćby i "okrągła" -
upamiętniająca tych olkuszan, których najwięcej zginęło w czasie wojny". Jako
przykład podał brak jakiejkolwiek próby upamiętnienia 60. rocznicy likwidacji
olkuskiego getta w 2002 r.
Redaktor naczelny "Przeglądu" Dariusz Krawczyk tłumaczy, że listów nie
opublikowano ze względu na reklamowy charakter pisma: "Mamy ograniczoną objętość
i staramy się przedstawiać różne punkty widzenia. List Cieślika był jednostronny i
emocjonalny. Wywołałby polemiki i pismo przerodziłoby się w miejsce sporów, a nie to
jest naszym celem. Natomiast sam problem rzetelnie omówiliśmy na łamach".
- O olkuskich Żydach gazety pisały już nie raz - mówi Olgierd Dziechciarz, działacz
"Bramy". - Ale kończyło się na krótkotrwałym szumie. Wyrzucono z pamięci,
że połowa mieszkańców była Żydami.
W ostatnim numerze miesięcznika "Res Publica Nowa" Henryk Grynberg, pisząc o
problemie wyobcowania martyrologii żydowskiej w Polsce, posłużył się przykładem właśnie
Olkusza.
Dlaczego tak się stało? Dziechciarz uważa, że nie jest to kwestia niepamięci tylko o
Żydach, ale w ogóle o przeszłości, bo zaniedbany jest także stary cmentarz katolicki.
Ale zgadza się, że w PRL nie było "zapotrzebowania politycznego" na pamięć
o Żydach i to skutkuje do dziś. Krzysztof Kocjan, autor książki "Zagłada
olkuskich Żydów" (wydanej staraniem "Bramy"), jako główne powody tej
niepamięci podaje: obcość, obojętność i niewiedzę. Zaznacza, że zjawisko to
dotyczy całego polskiego społeczeństwa.
A w przypadku Olkusza znaczenie ma też fakt, że 70 proc. mieszkańców to ludzie
przybyli do miasta po 1945 r. - i historia Olkusza nie jest ich historią. Poza tym ludzie
są biedni, mają inne problemy... Dziechciarz: "Może są i inne powody. Mieszkańcy
pożydowskich kamieniczek mogą się obawiać, że ktoś przyjdzie i zabierze im
mieszkanie. Ludzie słyszą, co dzieje się w Krakowie. Ale wrogości do Żydów nie ma.
Nie ma na murach napisów antysemickich".
W styczniu "Przegląd Olkuski" informował, że staraniem Polskiego Związku Byłych
Więźniów Politycznych Hitlerowskich Więzień i Obozów Koncentracyjnych Koło nr 2 w
Olkuszu powstanie pomnik, upamiętniający "180 nazwisk Polaków i Żydów, mieszkańców
Olkusza i ziemi olkuskiej, zmarłych, zabitych i rozstrzelanych w Auschwitz". Później
odnotowano, że liczba ustalonych nazwisk wzrosła do 233. To wciąż niewiele, z porównaniu
z faktem, że z Olkusza na śmierć wywieziono 3 tys. osób.
Dlaczego tylko tyle nazwisk ma znaleźć się na pomniku? Kazimierz Czarnecki, przewodniczący
Koła ZBWPHWiOK, wyjaśniał w "Przeglądzie", że kryterium podczas gromadzenia
nazwisk ofiar były akty zgonu. - Ważne, by mieć pewność, że dana osoba nie żyje -
wyjaśniał Czarnecki.
Czyli: sprawcą nieporozumienia ma być nieprecyzyjność hitlerowskiej biurokracji? Nie,
ironia byłaby nie na miejscu: nie chodzi o to, by twórców pomnika oskarżać o złą
wolę. Ale trudno nie zauważyć, że w książce Kocjana, która ukazała się w 2002 r.,
prócz relacji świadków i dokumentacji fotograficznej wymieniono znane nazwiska 735 Żydów,
wywiezionych stąd do Auschwitz.
Adam Cyra, pracownik muzeum w Oświęcimiu (współpracujący z olkuskim ZBWPHWiOK) jest
sceptyczny odnośnie do listy. - Nie ma pewności, czy jest wiarygodna - mówi
"Tygodnikowi". Kocjan ripostuje: - Jej wiarygodność potwierdziłem w trakcie
moich spotkań lub korespondencji z olkuskimi Żydami, którzy przeżyli Holokaust i
odnaleźli na niej najbliższych i znajomych - mówi.
Kocjan mówi, że próbował skontaktować się z Kazimierzem Czarneckim w sprawie
weryfikacji listy nazwisk na pomniku. Bezskutecznie.
W ostatnią środę marca do Olkusza przyjechał ambasador Weiss - z inicjatywy
"Bramy" i na zaproszenie władz miasta. Okazją do wizyty była promocja książek,
wydanych dzięki staraniom "Bramy": "Zagłada olkuskich Żydów" i
"Cmentarz żydowski w Olkuszu".
Jak się dowiedzieliśmy nieoficjalnie, wizyta Weissa wprawiła władze miasta w zakłopotanie:
nie było wiadomo, gdzie ambasador mógłby złożyć kwiaty.
Odwiedzin na cmentarzu program wizyty nie przewidywał. Ambasador pojechał tam jednak,
sam. Powiedział potem, że było to dla niego doświadczenie wstrząsające: stan
cmentarza nazwał "otwartą raną", prosił władze o opiekę nad nekropolią.
O słowach ambasadora Olgierd Dziechciarz mówi, że dla Olkusza to "chwila
wstydu".
|