adres: ul. Wiślna 12, 31-007 Kraków
tel: (0-12) 422 25 18, 422 23 11
fax: (0-12) 421-67-31
e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl
REDAKCJA ARCHIWUM PROMOCJA REKLAMA PRENUMERATA
 
Główna strona

Nowy numer
NR 15 (2805)
13 kwietnia 2003


  Spis treści
  Komentarze
  Obraz tygodnia
  Kronika religijna
  Liturgiczne czytania
  tygodnia

  Medytacja biblijna
  ks. Mieczysław Maliński
  Kobiety w Biblii
  Przegląd prasy krajowej
  Przeglad prasy
  zagranicznej
  Notatki
  Wśród książek
  Z płyty na płytę
  Listy
FELIETONY
  Józefa Hennelowa
  Małgorzata Musierowicz
  Ewa Szumańska
  Andrzej Dobosz
  Michał Komar
  Marcin Król
  Jacek Podsiadło
  Stanisław Lem

  Tematy miesiąca

DODATKI TEMATYCZNE

UNIA DLA CIEBIE

KSIĄŻKI W TYGODNIKU

FILM W TYGODNIKU

APOKRYF

KONTRAPUNKT


To jest strona archiwalna.

Aktualna strona internetowa "Tygodnika Powszechnego" znajduje się pod adresem www.TygodnikPowszechny.pl

Projekt, wykonanie, obsługa:
Verbanet
Wersja do druku
Napisz komentarz

Obcość, obojętność, niewiedza: to źródła problemu, który dotyczy Olkusza.
I pewnie wielu innych miast


Lata milczenia i chwila wstydu

Andrzej Brzeziecki


Przed wojną obywatele Polski narodowości żydowskiej stanowili niemal połowę mieszkańców Olkusza, miasta na pograniczu Śląska i Małopolski. Dziś nie ma po nich śladu. Odwiedzający miasto w ostatnim tygodniu marca ambasador Izraela Szewach Weiss nie miał gdzie złożyć kwiatów, by uczcić 3000 Żydów, zamordowanych przez Niemców. Niepamięć próbuje przełamać grupka młodych zapaleńców ze stowarzyszenia kulturalnego "Brama" i - od niedawna - nowe władze lokalne.

Olkuski rynek to ulubione miejsce młodzieży. Także dziś, w wiosennym słońcu, na rynku rozsiadło się wielu uczniów. Nie wiedzą, dlaczego przed urzędem miasta wisi flaga Izraela; może jakieś dni żydowskie - zastanawiają się. Tak, widzieli limuzynę z warszawskimi numerami; tak, przyznają, że o historii olkuskich Żydów nie wiedzą nic. Tematu nie było w szkole (tylko "pan od polskiego mówił, że tamta kamienica należała do Żyda"). A że 60 lat temu znikła połowa miasta? "No, o tym już nie". O tym fragmencie historii nic nie wie nawet dwójka ubranych na galowo uczniów, która przyszła witać Weissa w imieniu Kręgu Miłośników Starego Olkusza (zrzeszającego tutejsze licea). "Ale wyszło!" - czerwieni się dziewczyna.

Jednak trudno robić zarzut nastolatkom, skoro także większość dorosłych niewiele wie o tym, co stało się między 9 a 11 czerwca 1942 r., gdy Niemcy zlikwidowali olkuskie getto. Żydowski świadek relacjonował: "Gdy całe społeczeństwo jeszcze spało, getto zostaje oblężone przez kilkaset gestapowców i SS-owców i przy nieustającej strzelaninie wypędza się całą ludność żydowską do budynku byłego gimnazjum i do 11 czerwca odbywają się tam straszne sceny. Starcy, chorzy, kobiety i dzieci po prostu duszą się z ścisku i gorąca. Upał jest straszny. Nie można otrzymać ani kropli wody, strzelanie nie ustaje, ludzie padają jak muchy. Gdy zostają podstawione wagony, wpędza się do nich ludność żydowską w liczbie około 2000 osób, po największej części starcy i dzieci. Również trupy wrzuca się razem z żyjącymi do wagonów, które się zamyka, pieczętuje i wysyła do Oświęcimia, prosto do krematorium".

W powojennej pamięci zbiorowej miasta los Żydów nie zachował się. Jako największą tragedię uznano mord na 20 Polakach i "Krwawą Środę", gdy 31 lipca 1940 r. Niemcy - w odwecie za zabicie policjanta przez ruch oporu - zemścili się na mieszkańcach narodowości polskiej i żydowskiej: bili, znęcali się; zabili jedną osobę. Świadek Henryk Osuch: "Dwóm młodym Żydom kazali rzucać do siebie olbrzymim kamieniem, ważącym ze 30 kg. Jeden z trudem udźwignął kamień, drugi chwytając go przewrócił się. Wtedy Niemiec kazał położyć mu się na ziemi. Żyd to wykonał, a szwab stanął mu okutym butem na głowie i przez dłuższą chwile utrzymywał równowagę, miażdżąc twarz".

O tragedii Żydów zapominano stopniowo. W 1950 r. rozebrano synagogę, spaloną przez Niemców. Dwa żydowskie cmentarze powoli niszczały: starszy obudowano naokoło domami (dziś wygląda jak zwykła łąka,), nowszy służy pijaczkom. Część macew wywieźli Niemcy (jako materiał budowlany), reszta niszczała. Także w wolnej Polsce władze miasta nie robiły nic. Jedynie działacze Olkuskiego Stowarzyszenia Kulturalnego "Brama", zajmującego się dokumentowaniem historii miasta, posprzątali cmentarz i wycięli drzewa rozsadzające groby.

Burmistrz Andrzej Kallista (urzędujący od jesieni 2002 r.) przyznaje, że wiedza olkuszan o przeszłości jest niewielka. Ale ma nadzieję, że wizyta ambasadora stworzyła okazję, aby to zmienić. - Może nie od razu, ale mam nadzieję, że nasza praca z wolna przyniesie skutki - mówi.

Ostatnio jedno z gimnazjów realizowało program przybliżający uczniom kulturę żydowską.
Wcześniej pamięć o historii kultywowali kombatanci, ale wspominano tylko Polaków. Dwa lata temu pisał o tym - w liście do lokalnego "Przeglądu Olkuskiego" - Ireneusz Cieślik, mieszkaniec Olkusza; redakcja odmówiła druku (list ukazał się w "TP"). Cieślik pisał, że przywracanie pamięci o ofiarach wojny przez przypominanie tylko stracenia 20 Polaków i "Krwawej Środy" jako "najtragiczniejszych dla olkuszan epizodów czasu okupacji" - a nie pamiętanie o wymordowaniu prawie połowy mieszkańców - "jest co najmniej zagubieniem proporcji, o ile nie nieprzyzwoitością".

W kolejnym liście, którego "Przegląd" także nie opublikował (zrobiła to "Gazeta Krakowska") Cieślik zwracał uwagę, że przy uroczystościach rocznicowych pomija się Żydów. Pisał: "Każda rocznica dobra, by zorganizować "uroczystość", byle nie była to rocznica - choćby i "okrągła" - upamiętniająca tych olkuszan, których najwięcej zginęło w czasie wojny". Jako przykład podał brak jakiejkolwiek próby upamiętnienia 60. rocznicy likwidacji olkuskiego getta w 2002 r.

Redaktor naczelny "Przeglądu" Dariusz Krawczyk tłumaczy, że listów nie opublikowano ze względu na reklamowy charakter pisma: "Mamy ograniczoną objętość i staramy się przedstawiać różne punkty widzenia. List Cieślika był jednostronny i emocjonalny. Wywołałby polemiki i pismo przerodziłoby się w miejsce sporów, a nie to jest naszym celem. Natomiast sam problem rzetelnie omówiliśmy na łamach".

- O olkuskich Żydach gazety pisały już nie raz - mówi Olgierd Dziechciarz, działacz "Bramy". - Ale kończyło się na krótkotrwałym szumie. Wyrzucono z pamięci, że połowa mieszkańców była Żydami.

W ostatnim numerze miesięcznika "Res Publica Nowa" Henryk Grynberg, pisząc o problemie wyobcowania martyrologii żydowskiej w Polsce, posłużył się przykładem właśnie Olkusza.

Dlaczego tak się stało? Dziechciarz uważa, że nie jest to kwestia niepamięci tylko o Żydach, ale w ogóle o przeszłości, bo zaniedbany jest także stary cmentarz katolicki. Ale zgadza się, że w PRL nie było "zapotrzebowania politycznego" na pamięć o Żydach i to skutkuje do dziś. Krzysztof Kocjan, autor książki "Zagłada olkuskich Żydów" (wydanej staraniem "Bramy"), jako główne powody tej niepamięci podaje: obcość, obojętność i niewiedzę. Zaznacza, że zjawisko to dotyczy całego polskiego społeczeństwa.

A w przypadku Olkusza znaczenie ma też fakt, że 70 proc. mieszkańców to ludzie przybyli do miasta po 1945 r. - i historia Olkusza nie jest ich historią. Poza tym ludzie są biedni, mają inne problemy... Dziechciarz: "Może są i inne powody. Mieszkańcy pożydowskich kamieniczek mogą się obawiać, że ktoś przyjdzie i zabierze im mieszkanie. Ludzie słyszą, co dzieje się w Krakowie. Ale wrogości do Żydów nie ma. Nie ma na murach napisów antysemickich".

W styczniu "Przegląd Olkuski" informował, że staraniem Polskiego Związku Byłych Więźniów Politycznych Hitlerowskich Więzień i Obozów Koncentracyjnych Koło nr 2 w Olkuszu powstanie pomnik, upamiętniający "180 nazwisk Polaków i Żydów, mieszkańców Olkusza i ziemi olkuskiej, zmarłych, zabitych i rozstrzelanych w Auschwitz". Później odnotowano, że liczba ustalonych nazwisk wzrosła do 233. To wciąż niewiele, z porównaniu z faktem, że z Olkusza na śmierć wywieziono 3 tys. osób.

Dlaczego tylko tyle nazwisk ma znaleźć się na pomniku? Kazimierz Czarnecki, przewodniczący Koła ZBWPHWiOK, wyjaśniał w "Przeglądzie", że kryterium podczas gromadzenia nazwisk ofiar były akty zgonu. - Ważne, by mieć pewność, że dana osoba nie żyje - wyjaśniał Czarnecki.

Czyli: sprawcą nieporozumienia ma być nieprecyzyjność hitlerowskiej biurokracji? Nie, ironia byłaby nie na miejscu: nie chodzi o to, by twórców pomnika oskarżać o złą wolę. Ale trudno nie zauważyć, że w książce Kocjana, która ukazała się w 2002 r., prócz relacji świadków i dokumentacji fotograficznej wymieniono znane nazwiska 735 Żydów, wywiezionych stąd do Auschwitz.

Adam Cyra, pracownik muzeum w Oświęcimiu (współpracujący z olkuskim ZBWPHWiOK) jest sceptyczny odnośnie do listy. - Nie ma pewności, czy jest wiarygodna - mówi "Tygodnikowi". Kocjan ripostuje: - Jej wiarygodność potwierdziłem w trakcie moich spotkań lub korespondencji z olkuskimi Żydami, którzy przeżyli Holokaust i odnaleźli na niej najbliższych i znajomych - mówi.

Kocjan mówi, że próbował skontaktować się z Kazimierzem Czarneckim w sprawie weryfikacji listy nazwisk na pomniku. Bezskutecznie.

W ostatnią środę marca do Olkusza przyjechał ambasador Weiss - z inicjatywy "Bramy" i na zaproszenie władz miasta. Okazją do wizyty była promocja książek, wydanych dzięki staraniom "Bramy": "Zagłada olkuskich Żydów" i "Cmentarz żydowski w Olkuszu".

Jak się dowiedzieliśmy nieoficjalnie, wizyta Weissa wprawiła władze miasta w zakłopotanie: nie było wiadomo, gdzie ambasador mógłby złożyć kwiaty.

Odwiedzin na cmentarzu program wizyty nie przewidywał. Ambasador pojechał tam jednak, sam. Powiedział potem, że było to dla niego doświadczenie wstrząsające: stan cmentarza nazwał "otwartą raną", prosił władze o opiekę nad nekropolią.

O słowach ambasadora Olgierd Dziechciarz mówi, że dla Olkusza to "chwila wstydu".


Archiwum | Redakcja | Prenumerata | Reklama | Ludzie Tygodnika | Archiwum felietonów | Historia pisma
Archiwum Jerzego Turowicza | Unia dla Ciebie | Książki w Tygodniku | Film w Tygodniku |
Jazz w Tygodniku | Apokryf | Kontrapunkt

© 2000 Tygodnik Powszechny