adres: ul. Wiślna 12, 31-007 Kraków
tel: (0-12) 422 25 18, 422 23 11
fax: (0-12) 421-67-31
e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl
REDAKCJA ARCHIWUM PROMOCJA REKLAMA PRENUMERATA
 
Główna strona

Nowy numer
NR 15 (2805)
13 kwietnia 2003


  Spis treści
  Komentarze
  Obraz tygodnia
  Kronika religijna
  Liturgiczne czytania
  tygodnia

  Medytacja biblijna
  ks. Mieczysław Maliński
  Kobiety w Biblii
  Przegląd prasy krajowej
  Przeglad prasy
  zagranicznej
  Notatki
  Wśród książek
  Z płyty na płytę
  Listy
FELIETONY
  Józefa Hennelowa
  Małgorzata Musierowicz
  Ewa Szumańska
  Andrzej Dobosz
  Michał Komar
  Marcin Król
  Jacek Podsiadło
  Stanisław Lem

  Tematy miesiąca

DODATKI TEMATYCZNE

UNIA DLA CIEBIE

KSIĄŻKI W TYGODNIKU

FILM W TYGODNIKU

APOKRYF

KONTRAPUNKT


To jest strona archiwalna.

Aktualna strona internetowa "Tygodnika Powszechnego" znajduje się pod adresem www.TygodnikPowszechny.pl

Projekt, wykonanie, obsługa:
Verbanet
Wersja do druku
Napisz komentarz

Degrengolada obozu rządowego nastąpiła błyskawicznie


Karesy i frazesy

Janusz A. Majcherek


Rozmiar: 1807 bajtówWspólne wystąpienie premiera i prezydenta na konferencji prasowej, publiczne oznajmienie o uzgodnieniu przedterminowych wyborów oraz ogłoszenie czteropunktowego programu działania, nie oznacza zakończenia okresu niepewności i ustabilizowania sytuacji politycznej w kraju.

Werbalne zapewnienia o współpracy szefa rządu i głowy państwa oraz zachęty do współpracy, skierowane w stronę opozycji, nie likwidują istniejących animozji i rozbieżności. Rzekomy program działań to czteropunktowy zbiór ogólników, dobrych jako wiecowe hasła na rok przed wyborami, ale nie plan konkretnych prac po półtorarocznym okresie sprawowania władzy i przed niemal takim samym zapowiadanym na przyszłość. W istocie otrzymaliśmy więc jedynie deklarację woli przetrwania tego gabinetu przez następne kilkanaście miesięcy. Czy to będzie możliwe? Tak, ale kraju szkoda.


Po co nam taki rząd?

Kolejne głosowania sejmowe pokazują, że rząd jest nieodwoływalny, bo nie istnieją warunki dla konstruktywnego wotum nieufności. Przepychanki personalne i koncepcyjne wewnątrz gabinetu świadczą zaś, że nie jest on w stanie konstruktywnie działać.

Ewentualny sukces referendum akcesyjnego wydaje się obecnie nie tylko niezależny od zabiegów propagandowych obozu rządowego, ale wręcz bardziej prawdopodobny w przypadku całkowitego oddzielenia poparcia dla Unii Europejskiej od oceny obecnego systemu sprawowania władzy. Po wyznaczeniu terminu wcześniejszych wyborów, a więc praktycznym zainaugurowaniu kampanii przedwyborczej, przeprowadzenie trudnej i politycznie ryzykownej reformy finansów publicznych - drugiego ważnego zadania tego rządu - wydaje się zupełnie niemożliwe. Tym bardziej, że w dwóch resortach (finansów oraz gospodarki, pracy i polityki społecznej) powstały dwa konkurencyjne programy, forsowane przez dwóch ministrów (Grzegorza Kołodko i Jerzego Hausnera), nie ukrywających podstawowych rozbieżności intencji i koncepcji. Po co więc potrzebny Polsce rząd, który nie jest w stanie lub nie potrafi dokonać niczego pożytecznego w najważniejszych dla niej dziedzinach?

Galopująca degrengolada obecnego układu rządzącego zaskoczyła bodaj wszystkich. Po bezceremonialnym usunięciu PSL z koalicji wydawało się, że premier Leszek Miller odzyskuje wigor i siłę rzeczywistego przywódcy, panującego nad obozem władzy. Tymczasem tajemnicze dymisje ministrów i mętne okoliczności nominacji na rządowe stanowiska sugerują wręcz uwikłanie premiera w jakieś nieoficjalne i nieformalne układy, których jest zakładnikiem, a przynajmniej uczestnikiem. Polityka gospodarczo-społeczna rządu poniosła zaś fiasko i bez odważnych działań zakończy się klęską. Szanse przeprowadzenia racjonalnych reform przez zdekonstruowany (a nie: zrekonstruowany) gabinet i rozproszkowany Sejm wydają się znikome.


Silni słabością innych

Jedynym atutem SLD pozostaje słabość opozycji. Choć tak szybki krach polityki rządu mógł zaskoczyć, to przecież grzęźnięcie w błocie było widoczne od kilku przynajmniej miesięcy. Tymczasem wśród jego oponentów nie została stworzona ani personalna, ani organizacyjna, ani programowa alternatywa. Różne odłamy opozycji po prostu liczą, że to one zyskają na tym, co rząd straci - i że łatwo przechwycą głosy rozczarowanych jego polityką. Poza przedstawionym niedawno przez Platformę Obywatelską programem nadania finansom publicznym większej przejrzystości (wszakże bez niezbędnych zmian rzeczowych), ze strony ugrupowań opozycyjnych nie płyną konkretne projekty i oferty. Każdy, kto chciałby dziś wybrać i poprzeć jakąś inną propozycję polityczną, niż SLD, dostrzeże brak przywództwa, organizacji i programu wśród potencjalnych kandydatów do władzy. Może PO zachowuje nieco ze swojej liberalnej orientacji, choć Maciej Płażyński ciągnie w inną stronę - tyle że Platforma nie rozwija się organizacyjnie i nie wiadomo, kto nią i dokąd kieruje. Prawo i Sprawiedliwość ma wyrazistego lidera (a nawet podwójnego), ale ideowo i koncepcyjnie przypomina groch z kapustą (albo raczej staropolski bigos hultajski): od liberałów do ZChN-owców, z silną frakcją antyeuropejską. Czy przeprowadziliby sprawniej reformę finansów publicznych i lepiej poprowadzili integrację z UE? O Lidze Polskich Rodzin i Samoobronie szkoda mówić, bo powiedziano już wszystko. Jedyna ich pozytywna rola leży ewentualnie w tym, że strach przed nimi skłoni umiarkowane środowiska do wykazania większej woli porozumienia i kompromisu. Ale czy da się dzięki temu coś konstruktywnego i efektywnego poukładać?


Zmiana rządu czy państwa?

Wyczekiwana i zapowiadana nowa formacja centrowa nie powstała. Są tacy (np. Waldemar Kuczyński), którzy twierdzą, że bez SLD niczego się w polskiej polityce ułożyć i przeprowadzić nie da. Lecz SLD gotowe do zgody jest tylko wtedy, gdy znajdzie się w tarapatach. Leszek Miller tyle naubliżał niegdyś i narobił złośliwych szkód swoim politycznym konkurentom, gdy oni przeżywali kłopoty, że nie bardzo może liczyć teraz na ich wyrozumiałość. A mówiąc brutalnie, nie mają oni żadnego interesu, by mu pomagać w wyciągnięciu się z opresji, w którą się sam wpakował.

Niektórzy zachęcają więc, by nic już z dotychczasowych klocków nie układać, lecz zburzyć cały układ i zbudować coś zupełnie od nowa, może nawet jakąś całkiem inną IV Rzeczpospolitą. Najszerzej dotychczas nagłośniony sposób przeprowadzenia tego, to ustanowienie ordynacji większościowej w jednomandatowych okręgach wyborczych. Prezydent apeli wysłuchał i zaproponował sprawdzenie tej metody w wyborach do Senatu. Teraz SLD ma w izbie wyższej 3 mandatów - wzmocnienie systemu większościowego, już przecież w wyborach do senatu obowiązującego, albo zwiększy ten stan posiadania do 9/10, albo wypromuje chmarę tzw. niezależnych senatorów, którzy pogrążą tę izbę w zupełnym chaosie.

Pozostawanie SLD u władzy niczego dobrego nie wróży, lecz pozbawienie go jej też nie rysuje się jako obiecująca perspektywa. Tymczasem sytuacja kraju wymaga konkretnych i energicznych działań, a nie czteropunktowych frazesów czy odwoływania kolejnych ministrów.


Archiwum | Redakcja | Prenumerata | Reklama | Ludzie Tygodnika | Archiwum felietonów | Historia pisma
Archiwum Jerzego Turowicza | Unia dla Ciebie | Książki w Tygodniku | Film w Tygodniku |
Jazz w Tygodniku | Apokryf | Kontrapunkt

© 2000 Tygodnik Powszechny