adres: ul. Wiślna 12, 31-007 Kraków
tel: (0-12) 422 25 18, 422 23 11
fax: (0-12) 421-67-31
e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl
REDAKCJA ARCHIWUM PROMOCJA REKLAMA PRENUMERATA
 
Główna strona

Nowy numer
NR 15 (2805)
13 kwietnia 2003


  Spis treści
  Komentarze
  Obraz tygodnia
  Kronika religijna
  Liturgiczne czytania
  tygodnia

  Medytacja biblijna
  ks. Mieczysław Maliński
  Kobiety w Biblii
  Przegląd prasy krajowej
  Przeglad prasy
  zagranicznej
  Notatki
  Wśród książek
  Z płyty na płytę
  Listy
FELIETONY
  Józefa Hennelowa
  Małgorzata Musierowicz
  Ewa Szumańska
  Andrzej Dobosz
  Michał Komar
  Marcin Król
  Jacek Podsiadło
  Stanisław Lem

  Tematy miesiąca

DODATKI TEMATYCZNE

UNIA DLA CIEBIE

KSIĄŻKI W TYGODNIKU

FILM W TYGODNIKU

APOKRYF

KONTRAPUNKT


To jest strona archiwalna.

Aktualna strona internetowa "Tygodnika Powszechnego" znajduje się pod adresem www.TygodnikPowszechny.pl

Projekt, wykonanie, obsługa:
Verbanet
Wersja do druku
Napisz komentarz


Nerwica rodzica

Jacek Podsiadło


A mój syn mówi nagle i bardzo głośno:

- O Boże, jaki jestem głupi!

Mijają nas ludzie. Pieszo, samochodami, ze wszystkich stron, centrum jest blisko. Większość wygląda jak ludzie. Ale niektórym na przykład głupota wyłazi z butów albo bije wprost z twarzy, mam już tyle doświadczenia jako fizjonomista, aby móc to ocenić jednym rzutem oka. I nikt nie podejmuje zawołania mojego dziecka, auta nie hamują z piskiem, przechodnie nie padają na kolana i nie krzyczą: "O Boże, jacyż jesteśmy głupi! Jak głupie są nasze czyny, jak podłe sprawy, którymi żyjemy!" Nie. Tylko jego jednego trafił promień oświecenia, przez chwilę szedł zamyślony i może w tej właśnie chwili zrozumiał, że wie, iż nic nie wie, albo że mądremu biada.

- Jaki ja jestem głupi!

- No nie, chyba przesadzasz. Zobacz, dostałeś plus piątkę z dyktanda. Wygrałeś też ten konkurs czytelników. I byłeś taki skromny, że nawet nam o tym nie powiedziałeś.

- Bo nie chciałem startować w tych dalszych klasyfikacjach.

- Eliminacjach.

- Właśnie.

- I to też świadczy, że nie jesteś taki całkiem głupi. Bo jesteś sprytny.

- Jestem głupi, bo zostawiłem w szkole strój na tenisa.

- W szatni czy w klasie?

- W klasie.

- No, to może nie zginie. A na tenisa weźmiemy stare spodnie od dresu i te adidasy. Tak, że nie musimy wracać, jeśli o to ci chodzi.

- Uff.

Szkoła to miejsce dziwne i tajemnicze. Weźmy na przykład to przepadanie rzeczy. Jeśli coś się zostawi w klasie, to pół biedy. Ale jeśli w szatni albo na korytarzu, to koniec, żegnaj, błękitny sweterku, pa, nowiutkie flamastry, adieu, rękawiczki. Aga, gdyby tak zebrać wszystko do kupy, to już zgubiła z ćwierć siebie. Dawid niewiele jej ustępuje. Wystarczy zresztą zobaczyć, jak wychodzi ze szkoły, żeby zdać sobie sprawę, jak zgubogenny jest jego sposób noszenia się. A co. W gazecie przeczytałem, że polskie wioślarstwo jest dyscypliną medalodajną, więc może być: "zgubogenny". Zatem dzieci wysypują się po lekcjach ze szkoły ładnie opakowane w skafanderki i przypięte do wielkich tornistrów. I po czym poznajemy wśród nich mojego syna? Po czapce na bakier, szaliku wystającym z rękawa, ogólnym porozpinaniu i tornistrze wleczonym po ziemi. Moja krew! I jak taki chłopak ma nie zgubić czegoś co jakiś czas?

Od razu wyjaśniam: nawet przez myśl mi nie przeszło, że ktoś w szatni kradnie. Co to, to nie, rzeczy dzieci znikają z szatni w sposób o wiele subtelniejszy. Nie wiem dokładnie, jaki. Zacznijmy od tego, że szatnia jest w podziemiu. Może w sąsiednim podziemiu rozlokował się potwór, niekoniecznie straszny, ale introwertyczny i rękawiczkożerny? Może istnieje tam jakieś dyskretne połączenie z innym wymiarem, Przesmyk Copperfielda albo coś podobnego? Może w tym samym miejscu była kiedyś katownia i jakaś Zła Ubecja więziła w zimnym loszku małą dziewczynkę za nielegalny i spekulacyjny handel zapałkami? I teraz jej duch wciąż się stroi w cieplutkie sweterki, zmienia rękawiczki jak rękawiczki, owija się setką szalików? Nie wiem. Pewne jest tylko, że rzeczy znikają. Traktujmy je jak dary, choć niezamierzone; może się gdzieś szykuje niebiański transport darów dla dzieci, inaczej niż nasze, nie mających nic. Aha! Byłbym zapomniał: czasami rzeczy wracają. Na przykład na wiosnę rękawiczki, które dawno zginęły, niespodziewanie wypływają z tornistra. Może potwór się przejadł? Może Zła Ubecja jeszcze dycha gdzieś w okolicy i próbuje ostatnich prowokacji, nieudanych i bezsensownych?

Obok rachunku strat jest też rachunek zysków. Wciąż coś się w szkole zostawia, ale coś się też z niej wynosi. Najpierw mój syn przyniósł ze szkoły nerwicę. Potem wszawicę. Nerwica była niegroźna, typowa nerwica szkolna, i została zwalczona w zarodku. Wszawica jest bardziej uparta, ciągle wraca. I zaraźliwa, raz nawet sam musiałem na wszelki wypadek zmyć sobie głowę specjalnym szamponem. Na cały tydzień wypaliło mi z głowy wszystkie dobre myśli o szkole. A miewam i takie. I, iż są nieliczne, troskliwie je hołubię. Siłą rzeczy mały człowiek staje się tam "istotą społeczną". Widać to po słownictwie, jakie przynosi: "siet!", kiedy mu coś nie wyjdzie, "sorki", gdy coś przeskrobie. Od razu łatwiej się porozumiewać, już dawno wyznał, że nie lubi przepraszać, a sorki to co innego. Na przerwach zabawy, o których nie chce opowiadać, ale wytarte kolana mówią same za siebie. Jednak nie przeniknę tych sekretów. Na wywiadówce usiadłem w ławce syna, pani coś mówiła i spróbowałem sobie wyobrazić, że jestem nim. Nawet mi jakoś szło, dopóki nie zobaczyłem własnego odbicia w szybie okna: zamiast mojego dziecka na za małym krzesełku siedział wyrośnięty, nierozumny debil.

Jacek Podsiadło
skr. poczt. 32, 45-076 Opole1
podsiadlo@atol.com.pl


Archiwum | Redakcja | Prenumerata | Reklama | Ludzie Tygodnika | Archiwum felietonów | Historia pisma
Archiwum Jerzego Turowicza | Unia dla Ciebie | Książki w Tygodniku | Film w Tygodniku |
Jazz w Tygodniku | Apokryf | Kontrapunkt

© 2000 Tygodnik Powszechny