adres: ul. Wiślna 12, 31-007 Kraków
tel: (0-12) 422 25 18, 422 23 11
fax: (0-12) 421-67-31
e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl
REDAKCJA ARCHIWUM PROMOCJA REKLAMA PRENUMERATA
 
Główna strona

Nowy numer
NR 14 (2804)
6 kwietnia 2003


  Spis treści
  Komentarze
  Obraz tygodnia
  Kronika religijna
  Liturgiczne czytania
  tygodnia

  Medytacja biblijna
  ks. Mieczysław Maliński
  Kobiety w Biblii
  Przegląd prasy krajowej
  Przeglad prasy
  zagranicznej
  Notatki
  Wśród książek
  Z płyty na płytę
  Listy
FELIETONY
  Józefa Hennelowa
  Małgorzata Musierowicz
  Ewa Szumańska
  Andrzej Dobosz
  Marcin Król
  Jacek Podsiadło
  Michał Komar
  Stanisław Lem

  Tematy miesiąca

DODATKI TEMATYCZNE

UNIA DLA CIEBIE

KSIĄŻKI W TYGODNIKU

FILM W TYGODNIKU

APOKRYF

KONTRAPUNKT


To jest strona archiwalna.

Aktualna strona internetowa "Tygodnika Powszechnego" znajduje się pod adresem www.TygodnikPowszechny.pl

Projekt, wykonanie, obsługa:
Verbanet
Wersja do druku
Napisz komentarz

Internetowe rekolekcje wielkopostne (5)


Nieumiarkowanie w przepracowaniu

Wiesław Faron SI


Gorliwy wikary postanowił nadchodzący Wielki Post podbudować codzienną wspólną medytacją. Niektórych parafian (wśród których spodziewał się pozytywnego echa) zapraszał osobiście. Ale kiedy miejscowy dyrektor wyznał mu, że jest zbyt zajęty, ksiądz stracił opanowanie i wypalił z rozbrajającą szczerością: "Pan przypomina mi umęczonego drwala, który marnuje czas i siły, bo pracuje tępą siekierą. Tłumaczy się przy tym, że nie ma czasu, aby usiąść i naostrzyć ostrze".
(Kazimierz Wójtowicz)


Ta historia może się wydawać nie na miej-
    scu podczas rozważań na temat lenistwa i nieumiarkowania. Dyrektor przecież mógłby być przykładem pracowitego człowieka, a pojawia się na samym początku tekstu o lenistwie.
Ten grzech główny postrzegany bywa przynajmniej na dwóch płaszczyznach: najczęściej utożsamia się go z brakiem jakiejkolwiek aktywności zewnętrznej i rozumie jako opieszałość, ospałość, gnuśność czy próżniaczy tryb życia. Ale drugim jego krańcem, zdecydowanie trudniejszym do wykrycia i uznania przez opanowanych nim jest przepracowanie, pracoholizm, aktywizm.
W każdym z nas występuje naturalna niechęć do monotonnego, nużącego wysiłku, związanego z nieciekawą pracą. Bazowanie na tego typu lenistwie okazuje się najbardziej skutecznym środkiem marketingowym i przynosi spore zyski. W imię prawa do własnej wolności, prywatnego czasu, dobrego zdrowia, szukamy racji, aby ułatwić sobie życie. Wolimy korzystać z pracy innych ludzi, aniżeli samemu podjąć jakiś wysiłek. Przeraża nas ogrom pracy, zniechęcamy się pierwszą napotkaną przeszkodą. Dużo więcej energii wkładamy w poszukiwanie kogoś, kto wykonałby naszą pracę, aniżeli kosztowałoby nas wykonane jej samodzielnie. Często zadając sobie pytanie o sens danej czynności nie potrafimy odnaleźć w sobie szczerej odpowiedzi, nudzimy się, zniechęcamy i czekamy na koniec.
W takiej postaci lenistwo hamuje rozwój człowieka, uniemożliwia ciągłość w realizowaniu celów, prowadzi do nudy, poczucia bezsensu życia i egoizmu, może stać się podłożem stanów depresyjnych. Jest jednak proste do wykrycia, a najlepszym na nie lekarstwem jest konieczność życiowa, znalezienie intratnego i bardziej pasjonującego zajęcia, czy też odnalezienie sensu i celu, do którego dany wysiłek prowadzi.
W innym, subtelniejszym znaczeniu, o którym mowa dalej, lenistwo jest ucieczką w skrajne przepracowanie, wycieńczającą gonitwą za pieniądzem, sławą, karierą. Słyszymy o osobach zajętych w każdej minucie dnia. Stawiani są nam za przykład jako ludzie sukcesu, którzy doszli do czegoś własną pracą. Nikt nie mówi o kosztach poniesionych po drodze: o samotności, braku zrozumienia, nieakceptacji. Jest to przykład specyficznego lenistwa duchowego, niezastanawiania się nad sobą. Św. Jan od Krzyża pisze: "osoby takie odczuwają pewną niechęć dla rzeczy czysto duchowych i stronią od nich, gdyż nie odpowiadają ich zmysłowym upodobaniom. (...) Lenistwo sprawia, że lekceważą drogę doskonałości (polegającą na zaparciu się swej woli i swego upodobania z miłości ku Bogu) i przedkładają nad nią własne upodobanie i własną wolę. Tym sposobem szukają raczej siebie niż Boga. Wiele z tych osób pragnie, by Bóg się do nich dostosowywał, dlatego z przykrością i trudnością przychodzi im dostosować się do woli Bożej i wypełnić ją".
Jesteśmy pochłonięci tym, co robimy, a nie mamy czasu dla siebie, dla domu, dla najbliższych. Widzimy pracę i tylko pracę, a nie dostrzegamy napięć panujących w rodzinie. Możemy uciekać w pracoholizm od swoich problemów, od nienajlepszych relacji, niepokoju, trudności. Jesteśmy podobni do drwala, który nie ma czasu, aby naostrzyć siekierę i pracuje mocno stępionym narzędziem. Wolimy robić te rzeczy, które dadzą nam większą satysfakcję aniżeli te, które bardziej przyczyniłyby się do naszego rozwoju. "Odpoczywając" po pracy wciąż myślimy o służbowych zajęciach. Rozmawiając z bliskimi, również modląc się, rozważamy nasz aktywizm. I nie dostrzegamy, że istnieje coś więcej niż tylko praca; że są ludzie, relacje, spotkania. A pozostając na płaszczyźnie zewnętrznego zapracowania stajemy się podobni do automatu, dla którego nie ma nic poza działaniem.
Co bywa motywem ciągłego przepracowania, rezygnacji z czasu dla siebie, najbliższych? Czy nie ma tu śladów lenistwa, ucieczki przed samymi sobą i własnymi problemami? Wolimy nie wchodzić na niepewne tereny, usprawiedliwiając się ogromem spraw do wykonania. Daje nam to więcej satysfakcji, aniżeli trud pracy nad sobą. W końcu stajemy się niewolnikami naszych nieuporządkowanych pragnień, uczuć, namiętności. Zamiast kierować nimi, jesteśmy w ich niewoli. Zapewne znamy osoby, które nie potrafią się poruszać bez samochodu, a dzień bez telefonu uznają za stracony. W imię rozwoju, postępu technicznego stali się niewolnikami rzeczy. Łatwiej im "rozmawiać na czacie" z osobą nieznajomą z drugiego krańca Polski, aniżeli znaleźć czas dla najbliższych.
Tak wiele czasu oszczędzają osiągnięcia techniki, a jest go coraz mniej. Słyszymy nieustanny krzyk: nie mam czasu... Co dzieje się z wygospodarowanym czasem, jak go wykorzystujemy? Kiedy nam się nie chce uczynić nic, albo czynimy zbyt wiele? Co nami włada pośród życiowych zajęć i zaniechań?

Wiesław Faron (ur. 1974 r.), skończył filozofię w Krakowie, a od 2002 studiuje teologię w Warszawie.


Archiwum | Redakcja | Prenumerata | Reklama | Ludzie Tygodnika | Archiwum felietonów | Historia pisma
Archiwum Jerzego Turowicza | Unia dla Ciebie | Książki w Tygodniku | Film w Tygodniku |
Jazz w Tygodniku | Apokryf | Kontrapunkt

© 2000 Tygodnik Powszechny