|
Utrata niewinności
Zmarł emerytowany arcybiskup Wiednia
Ta historia wywołała w latach 90. Kryzys w austriackim Kościele. Podobnie jak w
przypadku sprawy abpa Paetza, można go było uniknąć, gdyby Kościół uważniej wsłuchiwał
się w ostrzeżenia, a gdy sprawa stała się publiczna, nie reagował opieszale. Główna
postać dramatu, kard. Hans Hermann Groër, zmarł 26 marca w wieku 83 lat.
Wszystko zaczęło się, gdy w 1986 r. następcą kard. Franza Königa - arcybiskupa
Wiednia o wybitnym formacie intelektualnym - został ks. Groër. Było to zaskoczenie: ten
benedyktyn, wieloletni nauczyciel w klasztornej szkole, w chwili nominacji już emeryt,
wcześniej dał się poznać głównie jako organizator pielgrzymek i animator kultu
maryjnego w klasztorze Maria Roggendorf. Wybór interpretowano jako sygnał, bo w ślad za
nim poszły kolejne nominacje biskupów o poglądach tradycjonalistycznych.
Kiedy w 1995 r. Groër wydał list pasterski, w którym piętnował moralność seksualną
Austriaków, do prasy zgłosił się jego były uczeń, który oskarżył arcybiskupa, że
ten przez kilka lat wykorzystywał go seksualnie. Początkowo biskupi wyrazili solidarność
z Groërem, a on sam oświadczył, że zarzuty są nieprawdziwe. Później jednak ustąpił
ze stanowiska przewodniczącego Episkopatu i opuścił Wiedeń; wybrano go przeorem w
dawnym klasztorze. Na początku 1998 r. pojawiły się kolejne oskarżenia: o namawianie
współbraci w zakonie do stosunków homoseksualnych. W lutym 1998 następca Groëra,
kard. Christoph Schönborn, wraz z kilkoma innymi biskupami oświadczył, że doszedł
"do moralnej pewności", iż zarzuty wobec Groëra "zasadniczo odpowiadają
prawdzie" i zażądał przeprosin. Wkrótce potem - trzy lata po wybuchu afery -
nuncjatura w Wiedniu rozesłała oświadczenie, w którym arcybiskup prosił "Boga i
ludzi o przebaczenie", dodając jednak: "jeśli zawiniłem".
Chory na raka Groër wycofał się do prowincjonalnego klasztoru żeńskiego. Ale
polaryzacja w Kościele trwa do dziś: "sprawa Groëra" zadziałała jak
katalizator w kraju, gdzie w wielu środowiskach katolickich od lat narastało
niezadowolenie. Już w 1995 r. grupa wiernych zaczęła zbierać podpisy pod apelem
"My jesteśmy Kościołem"; sygnowało go pół miliona Austriaków. Apel miał
"wywołać dialog" o Kościele i zawierał 5 postulatów: większe współdecydowanie
wiernych przy obsadzaniu stanowisk kościelnych; swobodę wyboru dla księży, czy chcą
żyć w celibacie; zmianę w nastawieniu Kościoła wobec seksualności; równouprawnienie
kobiet w dostępie do urzędów, w tym kapłaństwa i "powrót do źródeł Kościoła,
czyli do głoszenia Dobrej Nowiny zamiast duszpasterstwa strachu".
Być może trwające do dziś podziały w austriackim Kościele - traktowanym dotąd jako
ostoja katolicyzmu w krajach niemieckojęzycznych - dokonałyby się nawet bez sprawy Groëra.
Ale wszystko mogło odbyć się inaczej, a Kościół nie musiałby - jak pisał katolicki
tygodnik "Die Furche" - "tracić niewinności".
Po śmierci kard. Groëra Jan Paweł II nadesłał na ręce kard. Christopha Schönborna
telegram z kondolencjami, a kard. Franz König powiedział dziennikarzom: "nie
wykorzystujmy tej śmierci do rozdrapywania starych ran".
Wojciech Pięciak
|