|
„TP”, Nr 14 (2804), 6 kwietnia 2003, http://www.tygodnik.com.pl/tp/2804/religia01.php
Chrześcijaństwo nie jest bezmyślne
Rozmowa z ks. Wiesławem Meringiem, nowym biskupem włocławskim
25 marca Jan Paweł II przyjął rezygnację ks. bpa Bronisława Dembowskiego z funkcji
biskupa włocławskiego, złożoną w związku z ukończeniem 75. roku życia.
Biskupem-nominatem został ks. Wiesław Mering, ostatnio rektor seminarium w Pelplinie.
Ks. Mering urodził się 10 grudnia 1945 r. w Żukowie koło Gdańska. W wieku 17 lat wstąpił
do seminarium w Pelplinie, ale po dwóch latach zrezygnował i przeniósł się na
Katolicki Uniwersytet Lubelski, gdzie pod kierunkiem prof. Stefana Swieżawskiego ukończył
filozofię. Odszedł z seminarium, bo nie był pewien, czy był to wystarczająco dojrzały
wybór ("Dziś zrobiłbym dokładnie tak samo" - napisał w ankiecie do książki
"Kto jest kim w Kościele"). Po studiach wrócił jednak do pelplińskiego
seminarium. Święcenia kapłańskie przyjął w 1972 r. w Gdyni. Po dwóch latach pracy
duszpasterskiej, rozpoczął studia doktoranckie na Akademii Teologii Katolickiej w
Warszawie, które ukończył w 1976 r. Następnie przez rok studiował teologię na
Uniwersytecie Nauk Humanistycznych w Strasburgu, jako stypendysta rządu francuskiego. Po
powrocie do Polski był wikarym i proboszczem, a od 1992 r. pełnił funkcję rektora Wyższego
Seminarium Duchownego w Pelplinie. Dawni wychowankowie ks. Meringa przyznają, że jako
katecheta "nie unikał kłopotliwych pytań, a przy tym nigdy nie dawał się zapędzić
w kozi róg".
ARTUR SPORNIAK: - Zadaniem biskupa jest głoszenie Ewangelii, sprawowanie sakramentów i
kierowanie lokalną wspólnotą. Do tego potrzebna jest jeszcze wizja Kościoła. Jaką
wizję chce Ksiądz Biskup realizować?
KS. WIESŁAW MERING: - Rzeczywiście, bycie biskupem nie ogranicza się do administracji i
szafowania sakramentów. Najważniejsze jest właściwe rozumienie Kościoła. Dla mnie wiąże
się ono z tymi ideałami, które nam - wówczas studentom - wpajał prof. Stefan Swieżawski.
Kościół musi być wspólnotowy i otwarty, a przede wszystkim nakierowany na ubogich.
Nie chcę powiedzieć, że ludzie zamożni nie mają swojego miejsca w Kościele, ale
szczególne prawo do czułości Kościoła ma człowiek jakoś dotknięty, cierpiący,
biedny. W moim herbie biskupim umieściłem wizerunek Matki Boskiej z Gwadelupy, która
objawiła się człowiekowi zupełnie nieznaczącemu w tamtej kulturze. Moglibyśmy
powiedzieć, że Juan Diego, jako Indianin, był dla świata takim "wielkim
nikim". Dziś jest w Kościele wyniesiony na ołtarze.
Druga ważna sprawa: Kościół jest wspólnotą świeckich i duchownych - nie można
jednych dowartościowywać kosztem drugich. Oba płuca są potrzebne, by organizm
funkcjonował prawidłowo. Kościół ograniczający rolę świeckich staje się kaleki.
- Zdarzają się jednak sytuacje trudne, kiedy biskup jest niejako przymuszony wybierać
między dobrem instytucji a dobrem konkretnego człowieka. Czy dobro tego ostatniego wolno
wówczas poświęcić?
- Nie. Najwyższą wartość posiada osoba ludzka. Nie chodzi jednak o pobłażanie dla
grzechu. Każdy ma swoje miejsce w Kościele. Zająć to miejsce można jedynie poprzez
integralne przyjęcie nauki Kościoła. Biskup ma obowiązek wzywać do ciągłego
nawracania. Kiedy widzi w człowieku właśnie człowieka, ma szansę dotarcia do jego
serca. W zupełnie skrajnych przypadkach pewno nie ma innego wyjścia niż sięgnięcie po
sankcje i kary, ale takie sytuacje zdarzają się niesłychanie rzadko.
- Ksiądz Biskup wybrał za swoje motto słowa św. Pawła "Iustitia, pax,
gaudium" (sprawiedliwość, pokój, radość). Czy te wartości da się pogodzić?
- Na pewno nie jest to łatwe. Sprawiedliwość nakazuje obiektywnie rozeznać sytuację i
dać każdemu tyle, ile mu się należy. Nie da się zbudować życia społecznego bez
sprawiedliwości. W Kościele sprawiedliwość ma jeszcze głębsze znaczenie. "Vir
iustus" (mąż sprawiedliwy) to określenie świętego - tak mówiono np. o św. Józefie.
To dzięki świętości w świecie jest mniej ciemności, kłamstwa, przekupstwa,
oszustwa. Owocem sprawiedliwości powinien być pokój. "Pokój Pański niech będzie
z wami" - to pierwsze słowa zmartwychwstałego Chrystusa. Ten, który zwyciężył
grzech, śmierć, zło, przynosi człowiekowi wierzącemu prawdziwy pokój. A radość?
Chrześcijaństwo, które kojarzyłoby się z ponuractwem, zawziętością, niechęcią,
jest zaprzeczeniem siebie. Dla mnie jest ono optymizmem, nadzieją i radością.
- To kojarzy się z Nietzschem, który zarzucał chrześcijanom, że profanują swoją
religię, ukazując ją jako ponurą.
- To prawda. Antychrześcijańska zawziętość Nietzschego kierowała się - moim zdaniem
- nie przeciw samemu chrześcijaństwu, ale właśnie przeciw jego wypaczeniom.
- Diecezja, którą Ksiądz Biskup obejmuje, ma opinię jednej z najbardziej
"lewicowych". Podczas kilku ostatnich wyborów zdecydowanie zwyciężał tu
SLD...
- Nie obawiam się tego. Kościół powinien być ponad podziałami politycznymi. Jako
biskup nie mogę się opowiedzieć się po niczyjej stronie, bo natychmiast ci, którzy
mają inną orientacją polityczną, będą poza moją duszpasterską opieką. Wydaje mi
się, że Kościół powinien być miejscem ścierania się najrozmaitszych opinii. Więcej
- powinien być pomostem łączącym ludzi o różnych orientacjach politycznych. Co to za
sztuka współpracować tylko z tymi, którzy myślą tak samo jak ja? To jest
ideologizacja chrześcijaństwa. Nie wolno myśleć w kategoriach "swój" -
"wróg".
- Czy wobec tego do hasła biskupiego nie powinien Ksiądz Biskup dopisać jeszcze
"odwagi"?
- Otuchy dodaje mi fakt, że nawet Apostołowie przeżywali trudności. Bali się, chociaż
byli obok Chrystusa. Widzieli Jego cuda, doświadczali Jego niezwykłej mocy, a mimo to wątpili,
w chwilach próby wypierali się Go. Chrystus, jakby ponad tym, mówi: "Nie lękajcie
się!".
- Za dewizę życiową Ksiądz Biskup przyjął zdanie Pico della Mirandoli: "Nie
jest człowiekiem, kto nie zna filozofii". Jak to rozumieć?
- Chrześcijaństwo nie może być bezmyślne. I z tym się utożsamiam.
© 2003 Tygodnik Powszechny. Kontakt: redakcja@tygodnik.com.pl
|