|
Prasa krajowa
Demokracja społeczna
Demokracja polityczna nie jest jedynym aspektem demokracji. Innymi ważnymi jej elementami
są bowiem: faktyczne uczestnictwo jak najszerszych kręgów społeczeństwa w życiu
kraju, możliwość awansu społecznego i w miarę wyrównane jego szanse. Przekłada się
to na strukturę majątków i dochodów, dostęp do wiedzy, dystans między społecznymi
skrajnościami oraz kwestię miejsca grup niżej usytuowanych w hierarchii społecznej -
pisze w PRZEGLĄDZIE HUMANISTYCZNYM (5/374) prof. Marcin Kula z Instytutu Historycznego
Uniwersytetu Warszawskiego.
Podczas zaborów na ziemiach polskich postępował, jak w wielu krajach Europy, proces
demokratyzacji społecznej - poczynając od emancypacji chłopów i Żydów, zwiększania
się liczebności mieszczaństwa, rozbudowy infrastruktury, umożliwiającej zarówno
mobilność poziomą i pionową, jak udział w różnorodnych formach życia większej społeczności.
Mimo to w niepodległość Polska weszła jako kraj mało, lub tylko "wyspowo",
zmodernizowany. Konsekwencją była silna polaryzacja społeczeństwa, dystans wobec
mniejszości narodowych i utrzymywanie się wielu elementów formalnie zniesionego systemu
stanowego. Ale naturalnie zdarzały się przypadki łamania barier: dzieci wiejskie osiągały
sukcesy na Uniwersytecie Jagiellońskim, rolnik doszedł do stanowiska premiera, a
prezydentem został człowiek, którego głównym atutem była wiedza i pozycja
uniwersytecka.
Okupacja hitlerowska, paradoksalnie, w sensie społecznym zdemokratyzowała kraj: walec
zniszczenia wyrównał nierówności. Również wyjście Polski z wojny w zmienionych
granicach i nowej strukturze ludnościowej działało w kierunku społecznej
demokratyzacji. Praktycznie przestał bowiem istnieć problem mniejszości narodowych i
nieraz wielkiej biedy ich członków. Najbiedniejsze tereny przestały należeć do
Polski. Wielu bogatych wybrało emigrację. Wielomilionowe migracje kazały ludziom na
nowo dorabiać się pozycji społecznej i ekonomicznej.
Nowy ustrój przedstawił demokrację społeczną jako ideał: chciał stworzyć społeczeństwo
egalitarystyczne, z możliwościami awansu dla wszystkich. Nie warto przypominać negatywów
egalitaryzmu w postaci ograniczenia chęci ludzi do wysiłku, równania w biedzie,
ubierania się wszystkich w podobne rzeczy i życia w podobnych mieszkaniach wśród
podobnych mebli itd. Nie mówiąc o fizycznej niemożności stworzenia kraju szans wyrównanych
dla wszystkich w sytuacji braku pożądanych dóbr i świadczeń oraz - w końcu - o
generalnej utopijności komunistycznych ideałów. W praktyce rzekoma równość wyradzała
się w parafeudalną kastowość: "Aparat partyjny i państwowy stawał się kastą,
mającą dostęp do władzy oraz porównawczo lepszy dostęp do dóbr i przywilejów.
Cechy kastowości miały też różnorakie ograniczenia dla nie lubianych grup ludności,
a cechy feudalnopodobne - klientarne powiązania rządzących ze swoim zapleczem". Z
kolei idea awansu społecznego przybierała zwykle postać promowania nie najlepszych, ale
wiernych. Pozycja rodziców wciąż w dużej mierze przesądzała o pozycji dzieci:
naturalny mechanizm awansu społecznego przez kształcenie działał kiepsko, funkcjonowały
za to punkty za pochodzenie. Największa fala awansu społecznego w PRL była wywołana
nie tyle przez działanie mechanizmów ustrojowych, ile przez straty wojenne i konieczność
zapełnienia zwolnionych miejsc.
Ruch ,,Solidarności" lat 80. niósł silne akcenty egalitarystyczne. Strajkujący
latem 1980 r. w proteście przeciw nierównościom często mieli na uwadze nieuzasadnione
przywileje władzy, a nie hipotetyczny ideał równości. Z tego ruchu po 1989 r. wyrósł
ustrój lepszy od komunizmu, ale nie mający zalety promowania równości społecznej.
Popularne porównywanie pod tym względem PRL i III RP ma o tyle mało sensu, że działa
tu mechanizm fałszywej świadomości. Ludzie pamiętają relatywną taniość mieszkań z
lepszych okresów komunizmu, a zapominają o trudnościach w ich uzyskaniu. Pamiętają,
że wyższe studia były bezpłatne, a zapominają, jak mały procent młodzieży studiował
oraz jak wielu rodziców szukało protekcji dla wepchnięcia dziecka na uczelnię. Pamiętają
pełne zatrudnienie, a nie zastanawiają się nad rodzącymi się na jego marginesie
patologiami.
"Pozostaje jednak faktem, że dziś gigantycznemu bezrobociu towarzyszy coraz większa
liczba dobrych samochodów na ulicach. Tymczasem brak uzyskania pewnego (pytanie:
jakiego?) stopnia demokracji społecznej może łatwo zagrozić demokracji politycznej -
która, mimo wszystkich słabości, została jednak tym razem osiągnięta".
KB
|