Wśród książek
Lektor
Dwa razy Nowosielski

Mieczysław Porębski: NOWOSIELSKI - pisała o tej książce przed tygodniem Agnieszka
Sabor, więc ograniczę się do noty i przypomnienia, że wizytę na warszawskiej wystawie
Jerzego Nowosielskiego w Zachęcie warto połączyć z lekturą zbioru studiów
najwierniejszego jego interpretatora. Interpretatora i przyjaciela od lat sześćdziesięciu,
który sztuce Nowosielskiego towarzyszył od samych niemal początków, szukając dla niej
całościowej formuły, "czytając" poszczególne obrazy, umieszczając
poszukiwania tego artysty na rozległym cywilizacyjno-kulturowym tle. Książka wydana
została niezwykle starannie, w tekście umieszczono reprodukcji; są tu m. in. nieznane
rysunki Nowosielskiego z lat 40., jest słynna polichromia w kościele w Nowych Tychach i
wnętrze cerkwi w Białym Borze. Posłowie napisała Krystyna Czerni, która jest też
redaktorką tomu. (Wydawnictwo Literackie, Kraków 2003, s. 296. Projekt okładki i
opracowanie graficzne: Władysław Pluta. To druga z zaplanowanej serii sześciu książek
prof. Porębskiego: pierwszą była "Polskość jako sytuacja", w przygotowaniu:
"Spotkanie z Ablem", "Krytycy i sztuka", "Czy Matejko był
malarzem?" i "Wakacje Sinobrodego".)
JERZY NOWOSIELSKI - księga wydana na otwarcie retrospektywy w Zachęcie jest dziełem
pomnikowym nie tylko z racji objętości i wagi. Dla wielbicieli i badaczy twórczości
Nowosielskiego stanowić będzie odtąd lekturę obowiązkową. Pomysłodawcą i autorem
koncepcji całości jest Andrzej Starmach - krakowski galerzysta, marszand Nowosielskiego
od lat piętnastu i kurator warszawskiej wystawy.
Reprodukcji jest tu aż 750, od najwcześniejszego, olejnego "Aktu na tle pejzażu"
z roku 1940, po rysunek tuszem, również akt, z roku 1999. "Chcę pokazać dzieła
mniej znane, zwłaszcza z lat 40. - mówił Starmach "Tygodnikowi". - Wygrzebałem
je z magazynów muzealnych, z kolekcji prywatnych, z piwnicy Nowosielskiego". Możemy
więc oglądać początki artystycznej drogi Nowosielskiego, śledzić kierunki jego
poszukiwań, a przy tym docenić ich konsekwencję. "Katalog prac
reprodukowanych" przynosi szereg uściśleń dotyczących datowania czy tytułów
poszczególnych dzieł.
"Wieszając obrazy w Zachęcie - opowiadał Starmach - nie mogłem oprzeć się
zdumieniu: niekiedy wieszałem obok siebie prace z różnych epok, ale widz dostrzeże to
dopiero wtedy, gdy przeczyta podpisy". Układ reprodukcji w albumie zasadniczo trzyma
się chronologii; drobne od niej odstępstwa pozwalają połączyć ogniwa pewnych cykli,
a niektóre z obecnych w dziele Nowosielskiego wątków mocniej podkreślić. Tradycja
Bizancjum, sztuka ikony: oczywiście tak, ale równocześnie umiejętność wchłaniania różnorodnych
inspiracji i wewnętrzna wolność w ich interpretowaniu.

Odkryciem albumu i wystawy jest na przykład Nowosielski-abstrakcjonista. Nie dlatego, byśmy
wcześniej nie wiedzieli, że Nowosielski takie obrazy malował, ale dlatego, że jego
kolejne nawroty ku abstrakcji pokazane zostały tak szeroko. Dotyczy to zwłaszcza lat
40.: oprócz dwóch legendarnych już płócien - "Bitwa o Addis Abebę" i
"Zima w Rosji" (oba 1947) - obejrzymy kilkanaście innych obrazów i rysunków,
w których panuje podobny duch rygorystycznej geometrii z wszechobecnymi trójkątami i
trapezami. Kartkując dalej album (koniecznie na dużym stole, gdzie indziej się nie
pomieści), natrafimy w połowie lat 50. na niewielką enklawę abstrakcji
niegeometrycznej. A w kilka lat później odnajdziemy dzieła, które z jednej strony
wracają do geometrycznych układów z lat 40., z drugiej zaś zapowiadają
"mistyczne" centralne kompozycje z początku lat 70. Nurt ten znajdzie finał w
najpóźniejszej fazie twórczości Nowosielskiego: w serii "kosmosów",
niewielkich obrazków malowanych akrylem na desce i wystawionych w 1998 roku w Galerii
Starmacha.
"Mój przyjaciel pokazał mi kolorowe zdjęcia nieba - opowiadał wtedy malarz. - Cóż
to było? To było pokazanie rzeczywistości bardzo bogatej... Niemniej natura artysty
jest taka, że nawet najwspanialszą rzeczywistość zewnętrzną musi przepuścić przez
filtr swojego serca i swojej świadomości. Na stare lata namalowałem kilkadziesiąt
obrazów nawiązujących do mojej tradycji "abstrakcyjnej". Ale tak jak ona nie
była żadną abstrakcją, tylko jakąś ukrytą figuracją, tak te ostatnie moje małe
obrazki żadną abstrakcją nie są. One coś przedstawiają. Co? Tego dokładnie nie
wiem, ale wiem więcej niż dwadzieścia czy trzydzieści lat temu. Wiem, że są moją
wizją osobistą zjawisk czy bytów, o których już cokolwiek wiemy, ale które zaistnieć
mogą w naszej świadomości i w naszym sercu tylko za pomocą takiego malarstwa".
Wybrałem jeden wątek, ale dzięki albumowi można śledzić również inne, choćby
historię "nowosielskiej" martwej natury czy "nowosielskiego"
portretu. Albo zatrzymać się przy wizerunkach umięśnionych "Gimnastyczek" i
"Pływaczek" z lat 50., by zobaczyć, w jak nieoczekiwany i nieortodoksyjny sposób
przetworzył malarz konwencje socrealizmu. Albo zatopić się w uspokajającej zieleni
pejzaży z początku lat 80., by zaraz ze zdumieniem obserwować, jak ewoluują one w
stronę tradycji postimpresjonistycznej. I tak dalej, i tak dalej...

Gdy oderwiemy się już od obrazów i rysunków Nowosielskiego, przejść możemy do
tekstu. Najpierw - do opracowanego przez Józefa Chrobaka i Ewę Kulkę kalendarium.
Doprowadzono je do stycznia 2003. Imponująca praca, właściwie osobna książka: sto pięćdziesiąt
stron, na których znajdziemy szczegółową kronikę życia autora "Bitwy o Addis
Abebę", uwzględniającą historyczne i polityczne tło, inkrustowaną cytatami z
wypowiedzi krytyków i samego artysty, ilustrowaną archiwalnymi fotografiami i
reprodukcjami dzieł. Sporo cytatów pochodzi z "Tygodnika", który nie tylko
rozmaitymi recenzenckimi piórami towarzyszył drodze twórczej Nowosielskiego, ale też
gościł go czasem, podobnie jak miesięcznik "Znak", na swoich łamach jako
autora.
Ilustracje unaoczniają najróżniejsze epizody biografii Nowosielskiego. Oglądamy jego
kolegów z wojennej krakowskiej Kunstgewerbeschule, wśród których są m. in. Tadeusz
Brzozowski, Wojciech Has, Kazimierz Mikulski i Mieczysław Porębski. Podlwowski unicki
klasztor studytów w Uniowie, gdzie młody malarz spędził kilka miesięcy jako
nowicjusz. Wielki fresk figuralny, dziś już nieistniejący, który w 1946 roku
Nowosielski namalował wespół z przyszłą żoną Zofią Gutkowską i Adamem Hoffmannem
w krakowskim lokalu Towarzystwa Uniwersytetów Robotniczych, oraz pamiątkowe tableau
uczestników i organizatorów I Wystawy Sztuki Nowoczesnej, otwartej w grudniu 1948 w
krakowskim Pałacu Sztuki. I jeszcze jedna fotografia zbiorowa: rok 1971, konferencja
teologiczna w ćwierćwiecze warszawskiego Prawosławnego Seminarium Duchownego
(Nowosielski wygłosił podczas niej wykład). Poza tym Nowosielski z przyjaciółmi, ze
studentami, w pracowni, na wernisażach swoich wystaw, podczas realizacji malowideł we
wrocławskiej cerkwi Podwyższenia Krzyża Świętego...
Księgę otwiera krótki szkic Mieczysława Porębskiego "Metahistoria. Porwanie
Europy", ukończony w styczniu tego roku. Zakończmy wyjętym z niego cytatem:
"Czas Nowosielskiego. Nie był to czas budowania, czas artystów, którzy równi
bogom kroczą naprzód w awangardzie ludzkości. Nie był też - wbrew pozorom - czasem głoszących
zagładę profetów, czasem heroicznych zmagań... Był to... czas dojmująco ludzki, jeśli
czego się domagał, to świadectwa. To współczujące świadectwo Jurka ad oculos nazwałem
realizmem eschatologicznym. W ten tylko sposób dokonać się mógł powrót do źródeł,
próba odnalezienia tej porwanej nie wiadomo gdzie Europy, u której początków byli
Filozofowie". (Galeria Starmach, Fundacja Nowosielskich, Kraków 2003, s. 736. Księgę
można kupić w Zachęcie i w krakowskiej księgarni Znaku.)
|