adres: ul. Wiślna 12, 31-007 Kraków
tel: (0-12) 422 25 18, 422 23 11
fax: (0-12) 421-67-31
e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl
REDAKCJA ARCHIWUM PROMOCJA REKLAMA PRENUMERATA
 
Główna strona

Nowy numer
NR 14 (2804)
6 kwietnia 2003


  Spis treści
  Komentarze
  Obraz tygodnia
  Kronika religijna
  Liturgiczne czytania
  tygodnia

  Medytacja biblijna
  ks. Mieczysław Maliński
  Kobiety w Biblii
  Przegląd prasy krajowej
  Przeglad prasy
  zagranicznej
  Notatki
  Wśród książek
  Z płyty na płytę
  Listy
FELIETONY
  Józefa Hennelowa
  Małgorzata Musierowicz
  Ewa Szumańska
  Andrzej Dobosz
  Marcin Król
  Jacek Podsiadło
  Michał Komar
  Stanisław Lem

  Tematy miesiąca

DODATKI TEMATYCZNE

UNIA DLA CIEBIE

KSIĄŻKI W TYGODNIKU

FILM W TYGODNIKU

APOKRYF

KONTRAPUNKT


To jest strona archiwalna.

Aktualna strona internetowa "Tygodnika Powszechnego" znajduje się pod adresem www.TygodnikPowszechny.pl

Projekt, wykonanie, obsługa:
Verbanet
Wersja do druku
Napisz komentarz

O malarstwie Jerzego Świecimskiego


Dar jednego obrazu

Stanisław Rodziński


Filozof, przyrodnik, erudyta, najwyższej klasy specjalista od ekspozycji muzealnych, wykładowca uniwersytetów polskich i zagranicznych (przed laty także krakowskiej ASP, której był studentem), członek Międzynarodowej Rady Muzeów (ICOM). Można by zapytać: kiedy profesor Jerzy Świecimski ma jeszcze czas na malowanie?

W niedużym pokoju na najwyższym piętrze krakowskiej siedziby PAN-u artysta ma małą pracownię, w której intensywnie maluje, pisze, przygotowuje projekty ekspozycji muzealnych. W tej pustelni powstawały i powstają obrazy, których sporą część zobaczyliśmy niedawno w krakowskim Pałacu Sztuki. Ta wystawa to jedna z nieczęstych ostatnio manifestacji wiary w sens malarstwa, choć sam artysta najdalszy jest od jakiejkolwiek deklaratywności. Należy do tych pełnych niepokoju, wątpiących, wymagających od siebie ponad miarę.
Sądzę, że wśród rozlicznych zajęć właśnie malarstwo jest znakiem nierozerwalnej więzi Świecimskiego ze światem. Więzi, która inspiruje wewnętrzne przeżycia i intelektualną refleksję. To oczarowanie krajobrazem i dystans intelektualisty do otaczającej rzeczywistości. W Pałacu Sztuki malarz znakomicie zaaranżował swoją wystawę. Płótna zbliżały się do siebie i oddalały, grupowane problemami i motywami, kontrastowane tonacjami kolorystycznymi i formatem. Sama wystawa była kolejnym wielkim obrazem Świecimskiego.
Patrząc na dziesiątki obrazów, poznajemy wewnętrzną logikę procesu twórczego, koncepcję malarstwa jako pasjonującego dyskursu z widzialnym i Niewidzialnym. Ciekawe jest narastanie niektórych motywów. W pewnym momencie obraz staje się inspiracją cyklu, prowokuje dalszą pracę, drążenie, całą tą nieefektowną robotę, która dojrzewa wewnętrznie i malarsko.
Świecimski nazywa swoje prace pejzażami wewnętrznymi. To krajobrazy, ale i szczególne portrety miast. Jesteśmy wraz z malarzem we Włoszech i we Francji, wchodzimy w wąskie ulice Wenecji, Rzymu i Sieny, wędrujemy po jasnym i mrocznym Paryżu. Pamiętam takie właśnie wspólne z Jerzym spacery po Norymberdze, Bambergu i Monachium. Pamiętam jego uwagi i pilne, jak u małego chłopca, wpatrywanie się w domy, bruki, niebo, wieże katedr.
Jerzy Świecimski jest niewątpliwie kontynuatorem wielkiej tradycji polskich kolorystów. Nie jest jednak ich pilnym uczniem. Kolor i materia malarska to dla niego doświadczenie Cybisa i Potworowskiego, ale także Tycjana i Rembrandta. Może dlatego odszedł od bezpośredniego przedstawiania natury, zwracając się ku syntezie, lapidarnej interpretacji bliskiej abstrakcji?
Jednak analizy i opisy niewiele dają temu malarstwu. To, co zobaczone, ulega przekształceniom - nieraz lirycznym i skupionym, a nieraz mrocznym, nasyconym brązami i czerniami. Pozostaje przedziwna pamięć szczegółu, jakaś drobina światła, dachu czy balkonu. Pozostaje suma wrażeń i przeżyć.
Mówiono kiedyś, że malarz przez całe życie maluje jeden obraz. Jest w tym powiedzeniu trochę sentymentalizmu, ale i wiara w konsekwencję poszukującego artysty. Przekonanie, że wierny sobie malarz zmierza poprzez swe obrazy do prawdy o świecie, że malując krajobrazy, martwe natury, geometryczną czy ekspresyjną abstrakcję, w istocie maluje swój autoportret.
Patrząc na obrazy Jerzego Świecimskiego nie nudzimy się tym jego jednym obrazem. Staje się nam bliski, wracamy doń wspomnieniem, pamiętamy klimaty wewnętrznych pejzaży, głębokie czerwienie, gęste ugry i umbry. To właśnie prywatne, samotne, w jakimś sensie dramatyczne, ale i radosne dochodzenie do prawdy jest istotą i sensem malarstwa Świecimskiego.
Dzisiaj pościg za sukcesem i nerwowe wypatrywanie ogłupiają wielu zdolnych artystów. Może dlatego przypowieść o malarzu-autorze wciąż tego samego obrazu jest w istocie warta przypomnienia?
Ten obraz to dar, jaki Jerzy Świecimski nam przekazał. Szkoda, że nie ma katalogu, który mógłby być wspomnieniem świetnej wystawy w Pałacu Sztuki.


Archiwum | Redakcja | Prenumerata | Reklama | Ludzie Tygodnika | Archiwum felietonów | Historia pisma
Archiwum Jerzego Turowicza | Unia dla Ciebie | Książki w Tygodniku | Film w Tygodniku |
Jazz w Tygodniku | Apokryf | Kontrapunkt

© 2000 Tygodnik Powszechny