|
IX Biennale Sztuki Wobec Wartości w Katowicach
Zderzenia światła
Agnieszka Sabor
Często uważa się, że sztuka inspirowana chrześcijaństwem oznacza dziś formalizm, wtórność i anachronizm, odpowiadające kryzysowi religijności społeczeństw ponowoczesnych.
Dowodem - banalna, kiczowata architektura i wystrój większości nowych polskich kościołów.
Czy indywidualizm artystycznych poszukiwań nie ma już do nich wstępu? Katowicka
prezentacja pokazuje, że mogłoby być inaczej.
Co - poza materią obrazu - łączy artystów tak różnych jak Stefan Gierowski i Jan
Lebenstein, Jarosław Modzelewski i Koji Kamoji, Alfons Mazurkiewicz i Jacek Waltoś, Leon
Tarasewicz i Marek Sobczyk, Jerzy Nowosielski i Jacek Sempoliński, Stanisław Rodziński
i Andrzej Szewczyk, wreszcie - Wojciech Sadley i Jacek Sienicki? Być może najważniejszym
zwornikiem ich twórczości jest wytrwałe, choć ocierające się o rozpacz zwątpienia,
przedzieranie się przez formę - czasem brutalną i ironiczną, czasem uspokojoną i pełną
zachwytu - w poszukiwaniu niesionej przez nią prawdy o świecie. Malarzy tych łączy tęsknota
za Absolutem wykraczającym poza materię świata, a jednocześnie właśnie w niej
najbardziej dotykalnym. Absolutem, który objawić się może zarówno w chłodnym, dumnym
klasycyzmie, jak i w rozgorączkowanej, pewnej swoich racji awangardzie.
Sensem i celem tego poszukiwania jest zatem światło - Janowa niezwyciężona "Światłość
świata", grecki Sol Invictus z chrześcijańskiej ikonografii pierwszego tysiąclecia,
ze scen Przemienienia, Zmartwychwstania, Paruzji. Prawa fizyki potwierdzają to, co
objawia się w tych przedstawieniach: aby zaistniała spokojna harmonia światła, musi
dojść do kosmicznych (nawet w mikroskali lampy czy świecy) wybuchów, zderzeń,
niepokojów. Nieruchoma, słoneczna cisza zawsze jest dynamiczna, bo zawiera w sobie pamięć
trwającego w niej ruchu.
Według Picassa skończony obraz "nie jest czymś z góry obmyślonym i kiedy się go
tworzy, idzie się w ślad za ruchem myśli". Kiedy indziej malarz dodawał:
"Zaczyna się malować jakiś obraz, a później wychodzi z tego coś całkowicie
innego. Doprawdy, to zdumiewające, jak mało w istocie znaczy wola artysty". I w tym
paradoksie fizyka mówi o metafizyce. Dlatego drogą artystycznych poszukiwań najwyższego
Sensu okazują się właśnie nieoczekiwane zderzenia kontrastów prowadzące do
pokornego, religijnego zachwytu. Odważne, bezczelne, czasem aroganckie. Zawsze
dramatyczne, nawet kiedy owocują spokojem i pewnością.
Oto cykl Stefana Gierowskiego "Malowanie Dziesięciorga Przykazań" (1986-87).
Tu ruch ku Światłu postępuje za sprawą geometrii i abstrakcji: syntetyczny, eliminujący
stopniowo to, co niepotrzebne - aż do mistycznej Bieli (Obraz DLXXI). Czymś podobnym -
drogą do Tajemnicy - jest przecież przykazanie. Ten ruch dokonuje się jednak nie tylko
poprzez malarskość barwy i przestrzeni, ale także poprzez czas. Nie bez powodu cykl
nosi odnoszący się do konkretnego średniowiecznego dzieła podtytuł "W hołdzie
Mistrzowi Gdańskiemu z XV wieku".
Dynamika geometrii bywa spontaniczna i radosna. Tak jest u Koji Kamojiego, który dzieciństwo
i młodość spędził w Japonii, by potem skonfrontować jej duchowość z tym, co
europejskie. W jego akrylach, przypominających szkolne wycinanki z kolorowego papieru,
modlitwa konfrontuje się z postępem, narodziny z wytwarzaniem, pokora z zarozumiałością,
skupienie z koncentracją, milczenie z konstrukcją, zmysł z umysłem - "tak" z
"nie". Piony i poziomy znaczeń znajdują odzwierciedlenie w geometrii. Rodzi się
przestrzeń odsyłająca ku nieuchwytnemu, skupiająca, ale i wyprowadzająca w inny
wymiar.
Na zderzeniach zbudowana jest "Księga Hioba" (1980-82) Jana Lebensteina -
brutalna, niemal monstrualna w swojej zwierzęcości. Trzej przyjaciele, którzy przyszli
do cierpiącego, "bo umówili się, aby pójść razem i pożałować go, i pocieszyć"
- zdumieni, przerażeni, coraz bardziej obcy, nikną za rosnącą ku górze zasłoną.
Pozostaje wytrwałość w bólu - jaszczurcza, złowroga, wbijająca w ziemię, ale
wyzwalająca. Bo dłoń Boga jest równie ciężka, zgrubiała i niekształtna. On też
wie, czym jest cierpienie - towarzyszy.
Gdzie indziej Jacek Sempoliński - szalenie sensualny w lapidarności, zamaszystości,
drapieżności, dotykalności swych nieprzewidywalnych płócien. Okazuje się, że aby
dojść do światła, trzeba przejść przez ciemność. Nawet tę najokrutniejszą, w której
nie sposób odnaleźć jakiegokolwiek kierunku. Najlepiej wiedzą o tym mistycy, doświadczający
cierpienia Nicości - która prowadzi jednak do Sensu. Dlatego "Czaszka" odbija
się w "Twarzy", a "Twarz" w "Czaszce".
I paradoksalnie z bardzo podobnego, nieogarnialnego doświadczenia wyniknąć może
swoisty - symboliczny - realizm. Odkrywa on w codzienności coś uniwersalnego,
tajemniczego. Czasem ten symboliczny realizm jest spokojny i dostojny, jak u Jarosława
Modzelewskiego. Taki jest jego niezwykły "Pszczelarz": ukryty za zasłoną
kapelusza, należy do świata swego sadu, ale jednocześnie przebywa gdzieś daleko poza
nim - dobry i opiekuńczy. Czasem zaś, jak u Marka Sobczyka, współczesność
"symbolicznieje" poprzez odrealniającą, wszechobecną dziś zgrywę. Poprzez
pozornie absurdalny kontrast, lekkość, która okazuje się trudem. Jak rozwichrzona
mieszanina czerni, czerwieni, bieli i zieleni, z której wyłaniają się cienie dwóch
postaci wplątane w gąszcz anonimowych, szukających kontaktu rąk. Tytuł tego dyptyku -
"Co robi Ojciec w tym dziwnym przebraniu i Syn na tym dziwnym tle" - wyraża
bardziej zadziwienie niż pytanie.
Obrazy Sobczyka, Sempolińskiego czy Gierowskiego nie zawisną zapewne w osiedlowych świątyniach.
Ale gdyby tak się stało, nie byłoby w tym nic świętokradczego. W kościelnej
przestrzeni pojawiłby się nowy, mocno we współczesność wpisany język mówienia o
Bogu. Mury, w których dokonuje się Spotkanie, ujawniłyby poszukującą Sensu
dysharmonijną harmonię tych prac. Może zresztą zdarzy się coś zupełnie
nieoczekiwanego i do sakralnych wnętrz na dobre zawita nawet sztuka spoza oswojonego
obszaru klasycznego malarstwa i rzeźby? Kto wie?
IX Biennale Sztuki Wobec Wartości, "Sol Invictus. Malarstwo a chrześcijaństwo we
współczesnej sztuce polskiej", Galeria Sztuki Współczesnej BWA w Katowicach, 6
marca - 13 kwietnia 2003. Wystawie towarzyszy katalog.
|