adres: ul. Wiślna 12, 31-007 Kraków
tel: (0-12) 422 25 18, 422 23 11
fax: (0-12) 421-67-31
e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl
REDAKCJA ARCHIWUM PROMOCJA REKLAMA PRENUMERATA
 
Główna strona

Nowy numer
NR 14 (2804)
6 kwietnia 2003


  Spis treści
  Komentarze
  Obraz tygodnia
  Kronika religijna
  Liturgiczne czytania
  tygodnia

  Medytacja biblijna
  ks. Mieczysław Maliński
  Kobiety w Biblii
  Przegląd prasy krajowej
  Przeglad prasy
  zagranicznej
  Notatki
  Wśród książek
  Z płyty na płytę
  Listy
FELIETONY
  Józefa Hennelowa
  Małgorzata Musierowicz
  Ewa Szumańska
  Andrzej Dobosz
  Marcin Król
  Jacek Podsiadło
  Michał Komar
  Stanisław Lem

  Tematy miesiąca

DODATKI TEMATYCZNE

UNIA DLA CIEBIE

KSIĄŻKI W TYGODNIKU

FILM W TYGODNIKU

APOKRYF

KONTRAPUNKT


To jest strona archiwalna.

Aktualna strona internetowa "Tygodnika Powszechnego" znajduje się pod adresem www.TygodnikPowszechny.pl

Projekt, wykonanie, obsługa:
Verbanet
Wersja do druku
Napisz komentarz

Łubieński w Teatrze Narodowym


Koniec świata odwołany

Piotr Gruszczyński


"Ostatni" Tomasza Łubieńskiego to pierwsza bodaj sztuka napisana na specjalne zamówienie Teatru Narodowego. I jedna z niewielu w tym teatrze prób zmierzenia się z polską dramaturgią współczesną, rozumianą wąsko jako literatura najnowsza.

Dramat Łubieńskiego jest pracą pamięci. "Wykorzystałem pamięć rodzinną: tę pisaną i ustną, która jest swobodniejsza, mniej zobowiązująca. Ku niej, z upływem czasu, coraz śpieszniej próbujemy wracać. Zdaje się tym ciekawsza, im trudniej dostępna". Jak uczą dzieje literatury, praca pamięci przynosi czasem efekty artystycznie doskonałe. Ale na ogół pamięć zaprzęga się do prozy lub poezji. Rzadko staje się ona zwierzęciem pociągowym dramatu.
Łubieński przyznaje jeszcze w programie do spektaklu, ilustrowanym fotografiami z prywatnego archiwum, że impuls do napisania sztuki zawdzięcza Jerzemu Grzegorzewskiemu, który "rzucił hasło nie-boska komedia". I dalej ciekawie wyznaje: "Jak tu napisać sztukę współcześnie-historyczną? Trudno nie przejąć się pospolitością, jeżeli skrzeczy dokoła, ale zdarza się też, że dobywa z siebie nowy, piękny głos. Więc natężamy słuch ze zmiennym powodzeniem i tu historia uczy nas cierpliwości, zrozumienia, że jeśli akurat jest źle, to wcale nie znaczy, że poprzednio, dawniej, czy wręcz drzewiej, było dobrze".
Sztuka zaczyna się 17 września 1939 roku w Różampolu, majątku, którego właścicielem jest stary Eustachy. Ogłasza koniec świata; jak wiemy, nie pomylił się. Tyle że autor pozwala mu zaznać cudu bezczasowego istnienia i każe dożyć współczesności. Los Różampola staje się symbolicznym zogniskowaniem losów Polski. Najpierw przetacza się tędy polski front wymachujący jedną wątłą szabelką. Potem zjawiają się Sowieci i Niemcy, którzy zawierają znane porozumienie. Dalej wkracza władza ludowa i upokarza właściciela, pałac zostaje zburzony. Po odzyskaniu wolności ma zostać odbudowany i zamieniony w kompleks rekreacyjny, coś w rodzaj skansenu dawnej Rzeczypospolitej. Wszystko zdaje się nieznośnie schematyczne, zamknięte w błędnym kole dziejów. Tyle że owa schematyczność nie jest winą pisarza, ale naszych historycznych losów, które w takim przyspieszeniu tracą całą tragiczną wzniosłość. Końcowa partia sztuki przypomina "Wiśniowy sad". Jest nawet odpowiednik Łopachina - człowiek, który ma zająć się zagospodarowaniem Różampola i przekształceniem go w kapitalistyczne przedsiębiorstwo czerpiące zyski z tworzywa tak kruchego i niedochodowego, jakim jest pamięć.
Zupełnie inaczej, pod prąd schematom, kształtowany jest los wiecznie starego Eustachego. Wydziedziczony, pozbawiony majątku, zostaje sprzedawcą w kwiaciarni, gdzie zaspokaja swoją odwieczną miłość do kwiatów. Zdaje się nie mieć pretensji do losu. Żyje w związku ze swoją niegdysiejszą służącą Rózią i wciąż ogłasza koniec świata, by w finale sztuki go odwołać. Godzi się nawet na objęcie dziwnej funkcji eksponatu-dozorcy-kustosza-przewodnika po odbudowanym Różampolu, tyle że w ostatniej chwili postanawia spalić resztki pałacu, by nie dało się go odbudować. Tęskni za legowiskiem na kracie, z której bucha ciepłe powietrze z metra przy rue Vavin w Paryżu. Nie pozwala na rekonstruowanie pamięci, bo wie, że, odbudowana i upubliczniona, zostanie zbezczeszczona.
Siła tekstu Łubieńskiego tkwi w jego nieoczywistości i poezji. Tymczasem Tadeusz Bradecki nie uchronił spektaklu przed historycznym realizmem. Przedstawienie toczy się na pustej scenie. Na początku wokół ściany kominkowej, na której widnieją malowane kurzem zarysy portretów, szabli i krucyfiksu, które tu niegdyś wisiały. Kiedy pałac zostaje zburzony, ściana opada w dół, a na środku sceny tworzy się wielki lej, dziura, w którą zepchnięto pamięć. Na krawędzi dołu, na tandetnych biało-czerwonych deskach zawieszono znak zakazu wjazdu. W końcowej sekwencji znów wyłoni się ściana kominkowa z przywróconymi na miejsce pałacowymi dekoracjami.
Pamięć Eustachego, granego wspaniale przez Ignacego Gogolewskiego, trzyma się jednak innego emblematu. Rolę Proustowskiej magdalenki odegra w "Ostatnim" porcelanowa filiżanka, z której bohater pije kawę, co przez większą część czasu akcji uchodzi za arystokratyczną fanaberię. Wspomnienia osobiste i świadomość tego, kim się było i kim się jest, nie mają wiele wspólnego z materialnymi śladami świetności. Tkwią w głowie bohatera, w każdym, kto przeżywał dzieje jak katastrofę, a nie dostrzegał w nich kolejnych możliwości urządzenia się.
Mimo oszczędnej inscenizacji i świetnego pomysłu reżysera, by historię opowiedzieć piosenkami, groteskowo, a nie tragicznie, za dużo w tym spektaklu rodzajowości. Tu właśnie Bradecki najdalej rozmija się z Łubieńskim. Ulega narracyjnej skłonności zamiast poszukać odpowiedniej metafory teatralnej zdolnej przenieść "Ostatniego" w wymiar, w którym historią zaczyna rządzić metafizyka i nieracjonalność, gdzie rodzi się poezja teatru.

Tomasz Łubieński, "Ostatni", reż.: Tadeusz Bradecki, scenografia: Paweł Dobrzycki, muz.: Stanisław Radwan, premiera w Teatrze Narodowym w Warszawie (mała scena) 22 marca 2003.


Archiwum | Redakcja | Prenumerata | Reklama | Ludzie Tygodnika | Archiwum felietonów | Historia pisma
Archiwum Jerzego Turowicza | Unia dla Ciebie | Książki w Tygodniku | Film w Tygodniku |
Jazz w Tygodniku | Apokryf | Kontrapunkt

© 2000 Tygodnik Powszechny