|
Bolesław Wierzbiański 1913-2003
Pionier
Jan Nowak Jeziorański
Po raz pierwszy bliżej z Bolkiem Wierzbiańskim zetknąłem w NID-zie. Nasz program
zawierał się w tych dwóch słowach: Niepodległość i Demokracja. Właśnie tam, w
latach bezpośrednio po klęsce jałtańskiej, Wierzbiański i ludzie jego pokolenia
skupili się, by w nowej rzeczywistości, jako bezpaństwowi emigranci znaleźć wspólny
cel i wyznaczyć sobie rolę na obczyźnie.
Od chwili, gdyśmy się poznali, podziwiałem w Bolku trzy cechy charakteru: duch
inicjatywy, pracowitość i łatwość nawiązywania stosunków z ludźmi. Wierzbiański
zawsze rozwijał jakieś pionierskie pomysły i umiał je realizować. Tym najtrwalszym i
największym jego życiowym osiągnięciem okazał się "Nowy Dziennik".
Założenie nowego pisma polonijnego w 1971 r. wymagało nie lada odwagi i optymizmu.
Chyliły się ku upadkowi ostatnie dzienniki polonijne, mające za sobą pół wieku albo
więcej istnienia. Przestał wychodzić "Dziennik dla Wszystkich" w Buffalo,
"Wiadomości Codzienne" w Cleveland, "Nowiny Polskie" w Milwaukee,
"Kurier Codzienny" w Bostonie. Prosperował jedynie "Dziennik Związkowy"
w Chicago. Upadek polskiej prasy codziennej zwiastował stopniowe zamieranie skupisk
polonijnych. Bez wspólnego pisma nie było wspólnej więzi łączącej ludzi
rozproszonych w obcym żywiole. Nie było możliwości wzajemnego informowania się o
wszelkich poczynaniach, uroczystościach i imprezach. Upadek polskojęzycznych mediów
przyspieszyłby roztapianie się polskiego elementu w obcym żywiole.
Jakie szanse mogło mieć nowe pismo, gdy stare zamierały? "Nowy Dziennik"
zajmował w Nowym Jorku miejsce "Nowego Świata", który pod koniec swojego żywota
miał 5 tys. prenumeratorów, z czego opłacało prenumeratę tylko 3 tys. Aby zdobyć ich
adresy "Nowy Dziennik" musiał przejąć 30 tys. dolarów długów poprzednika.
Założyciele zapożyczyli się w banku na 50 tys. dolarów. Drugie 50 tysięcy pożyczono
od osoby prywatnej. I oto w 30 lat później "Nowy Dziennik" rozchodzi się w
28-30 tys. egzemplarzy. Dzienny numer liczy 24-26 stron, pismo zatrudnia kilkadziesiąt osób
i mieści się we własnym domu na Manhattanie o wartości 3,5 mln dolarów. Dług
hipoteczny został spłacony.
Ekspansja tej placówki była odbiciem dynamizmu jej twórcy. W 1975 r. obok "Nowego
Dziennika" zaczyna wychodzić po angielsku pismo "New Horizon", informujące
czytelników amerykańskich, przede wszystkim tych polskiego pochodzenia, o sprawach
polskich. W 1980 r. powstaje dział wydawniczy i księgarnia, która zaczyna od
wystawienia na sprzedaż około 400 tytułów. W tym samym roku zaczyna ukazywać się
dodatek niedzielny - "Tydzień Polski" - który w rok później zmienia nazwę
na "Przegląd Polski", uważany po zamknięciu londyńskich "Wiadomości"
za najlepszy tygodnik literacko-społeczny poza granicami Polski. W roku 1993 r. po
przeprowadzce do własnego budynku Wierzbiański znacznie rozszerza księgarnię i otwiera
Galerię Sztuki Polskiej. Staje się ona miejscem spotkań, projekcji polskich filmów i
dyskusji naukowych. Wydawnictwo "Nowego Dziennika" wypuszcza słownik
biograficzny - polskie Who is who. Największym redakcyjnym osiągnięciem Wierzbiańskiego
było odmłodzenie zespołu. Przeciętna wieku personelu wynosi mniej niż liczy sobie
samo pismo. Jest to narybek pochodzący z młodego pokolenia, urodzonego i wychowanego w
Polsce. Dzięki temu "Nowy Dziennik" świetnie rozumie sytuację w kraju i
dobrze o niej informuje.
"Nowy Dziennik" zawsze unikał ataków, nagonek personalnych i wdawania się w
polonijne spory. Do wyjątków dochodzi, gdy miara się przebierze. Wypowiedzi redakcyjne
cechuje spokój i tolerancja wobec odmiennych poglądów. Nadaje to pismu powagę i
zdobywa wiarygodność.
Ekspansja "Nowego Dziennika" nie zawsze kończyła się powodzeniem. W 1983 r.
zakupiona została drukarnia i umieszczona w nabytym w tym celu budynku w Greenpoint,
polskiej dzielnicy w Brooklynie. Miała obsługiwać nie tylko "Nowy Dziennik" i
jego wydawnictwa książkowe, ale przyjmować także zlecenia z zewnątrz i stać się źródłem
dochodów. Zabrakło niestety pieniędzy na modernizację sprzętu i po 11 latach
drukarnia została zamknięta.
Niepowodzeniem finansowym skończyła się niepotrzebna próba rywalizacji z drugim największym
pismem polonijnym ukazującym się w Chicago, "Dziennikiem Związkowym". Gdy
pismo chicagowskie postanowiło wkroczyć na podwórko Wierzbiańskiego i wydawać mutację
nowojorską ("Dziennik Nowojorski") Wierzbiański zrewanżował się wydawaniem
mutacji "Nowego Dziennika" w Chicago. Skończyło się to stratą 100 tys. dolarów.
Konkurencja w Nowym Jorku przetrwała 5 lat. Pozostał po niej samodzielny "Tygodnik
Nowojorski", który ukazuje się nadal.
Duch inicjatywy Bolka nie mógł jednak pomieścić się w ścianach redakcji codziennego
pisma. "Nowy Dziennik" stał się w jego rękach instrumentem działań
polityczno-społecznych, zakrojonych na szeroką skalę. Najważniejszy był kierunek na
kraj. Zbiórki pieniężne prowadzone na rzecz KOR-u, później Solidarności, a na końcu
walki wyborczej z PZPR. Służyły temu m.in. apele na łamach pisma, licytacje i doroczne
bale przynoszące spory dochód. W 1989 r., gdy ważyły się losy ponownego
zalegalizowania Solidarności, "Nowy Dziennik" uruchomił całą kampanię
wzywającą czytelników do wysyłania listów, adresowanych na reżimowy Sejm, wzywających
do zarejestrowania NSZZ Solidarność. "Nowy Dziennik" zaangażował się na
rzecz zwycięstwa Solidarności w historycznych wyborach w czerwcu 1989 r.
Lokalni politycy amerykańscy liczyli się z pismem docierającym do wyborców polskiego
pochodzenia. Wierzbiański wykorzystywał redakcję jako placówkę działającą na rzecz
realizowania polskich postulatów. Dzięki umiejętności oddziaływania na ludzi stał się
de facto polskim ambasadorem. Brał aktywny udział w życiu nowojorskiej metropolii.
Utrzymywał stosunki z władzami miejskimi, burmistrzem miasta, gubernatorem stanu Nowy
Jork, kongresmenami i senatorami. Równocześnie interweniował na rzecz rodaków i załatwiał
ich ludzkie sprawy, zwłaszcza rodaków niedawno przybyłych z Polski, którzy nie mogli
liczyć na pomoc konsulatu PRL.
Pod wodzą Bolka pismo było czymś więcej niż tylko redakcją, było najbardziej aktywną
polską instytucją w Nowym Jorku, skupiającą wokół siebie Polaków. Podobnie jak
Maisons-Laffitte Jerzego Giedroycia pod Paryżem, redakcja "Nowego Dziennika" na
Manhattanie stała się miejscem pielgrzymek rodaków z całego świata. Jak nie można być
w Rzymie i nie zobaczyć Papieża, tak nie można było być w Nowym Jorku i nie odwiedzić
Wierzbiańskiego.
Niepodległa i Demokratyczna Polska, o którą Wierzbiański całe życie walczył, okazała
mu wdzięczność, nagradzając go najstarszym i najwyższym odznaczeniem, jakim jest
Order Orła Białego.
|