adres: ul. Wiślna 12, 31-007 Kraków
tel: (0-12) 422 25 18, 422 23 11
fax: (0-12) 421-67-31
e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl
REDAKCJA ARCHIWUM PROMOCJA REKLAMA PRENUMERATA
 
Główna strona

Nowy numer
NR 14 (2804)
6 kwietnia 2003


  Spis treści
  Komentarze
  Obraz tygodnia
  Kronika religijna
  Liturgiczne czytania
  tygodnia

  Medytacja biblijna
  ks. Mieczysław Maliński
  Kobiety w Biblii
  Przegląd prasy krajowej
  Przeglad prasy
  zagranicznej
  Notatki
  Wśród książek
  Z płyty na płytę
  Listy
FELIETONY
  Józefa Hennelowa
  Małgorzata Musierowicz
  Ewa Szumańska
  Andrzej Dobosz
  Marcin Król
  Jacek Podsiadło
  Michał Komar
  Stanisław Lem

  Tematy miesiąca

DODATKI TEMATYCZNE

UNIA DLA CIEBIE

KSIĄŻKI W TYGODNIKU

FILM W TYGODNIKU

APOKRYF

KONTRAPUNKT


To jest strona archiwalna.

Aktualna strona internetowa "Tygodnika Powszechnego" znajduje się pod adresem www.TygodnikPowszechny.pl

Projekt, wykonanie, obsługa:
Verbanet
Wersja do druku
Napisz komentarz

Sprawa księgarni Antyk


Z nadzieją - mimo wszystko

Maciej Geller, Jerzy Jedlicki


Relację pani Zuzanny Radzik ("TP" nr 13/2003) przeczytaliśmy ze smutkiem, choć bez zaskoczenia. Nie pierwszy raz dowiadujemy się o bezskutecznych próbach usunięcia poza obręb instytucji kościelnych kolportażu wydawnictw nacjonalistycznych i antysemickich. Jeśli w tej relacji jest coś wyjątkowego, to przede wszystkim budząca uznanie konsekwencja działań autorki, nie zrażającej się upokorzeniami i niepowodzeniami.

O wydawnictwie i księgarni Antyk pana Marcina Dybowskiego (ogłaszającej się jako "Wysyłkowa Księgarnia Katolicka i Konserwatywna", to znów jako Księgarnia Patriotyczna) i o wydawanych przez nią lub tylko rozprowadzanych książkach i czasopismach wiadomo dostatecznie wiele. W jej katalogach wydawniczych i handlowych obok pozycji poważnych i wartościowych rzucają się w oczy książki kreujące obsesyjną wizję świata: wizję, wedle której wszystkie historyczne niepowodzenia chrześcijaństwa, Europy i Polski były i są skutkiem intryg Żydów, masonów, liberałów lub reformatorów Kościoła. Wizję taką podziela jakaś część naszego społeczeństwa i dopóki tak jest, dopóty będzie się zapewne utrzymywał popyt na literaturę dostarczającą prostych - by nie rzec: prostackich - wyjaśnień trudnych i zawiłych zagadnień współczesnego świata, wyjaśnień odwołujących się do mrocznych pokładów ludzkich lęków, urazów, podejrzeń i archaicznych przesądów.
Jeżeli parafia albo kuria diecezjalna przyjmuje taką literaturę i obrót nią pod swój dach, to albo dlatego, że ją lubi i ceni, albo dlatego, że uważa ją za nieszkodliwą. W pierwszym przypadku sprawa wydaje się jasna: część duchowieństwa została uformowana w kulturze skostniałych stereotypów i pozostaje do dziś pod jej wpływem. Nie do nas należy orzekanie, czy taka wersja politycznego katolicyzmu sprzed wieku jest zgodna z nauczaniem Soboru i Papieża.
W drugim przypadku jest naszą powinnością spierać się i przekonywać, że agresywny nacjonalizm i antysemityzm nie są poglądami, które zasługują na to, aby je na równych prawach dopuszczać do normalnego obiegu opinii. Są to raczej toksyny, które ogłupiają ludzi, degradują naszą kulturę umysłową (nie mówiąc o politycznej) i zatruwają moralne środowisko życia publicznego. Polska konstytucja i ustawy odmówiły ochrony prawnej słowom niosącym nienawiść i pogardę i w tym też kierunku zmierza orzecznictwo Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. Nie łudzimy się jednak, że uprzedzenia i obsesje antyżydowskie, godzące dziś często nie wiadomo w kogo, dadzą się łatwo wykorzenić. Zbyt wielu ludzi, niestety także młodych, na fundamencie takich mitów i fobii buduje swój światopogląd, poddając się dobrowolnemu samozatruciu. Czeka nas na tym polu praca wymagająca cierpliwości, praca na lata. Ale o jedno należy dbać już dzisiaj: o to mianowicie, aby siewcy i kolporterzy przekonań nienawistnych czuli się zawstydzeni, ilekroć swoje posłanie próbują głosić publicznie. Powinni zawsze napotykać odpór ludzi i instytucji dobrej woli i czystego serca.
Stowarzyszenie "Otwarta Rzeczpospolita" wspiera dążenia ludzi zamalowujących ordynarne i antysemickie napisy na murach Łodzi. Kłania się z uznaniem redaktorom parafialnego pisma "Bez Tytułu" w Rudzie Śląskiej, które dało otwarty wyraz zażenowaniu po odczycie notorycznie antysemickiego autora. Obserwujemy z radością coraz liczniejsze spontaniczne, rozproszone inicjatywy wspaniałych ludzi w całym kraju, którzy przywracają zatartą pamięć historyczną swoich miast i okolic, restaurują pamiątki pozostałe po wysiedlonych lub wymordowanych narodowych mniejszościach, starają się tworzyć w Polsce klimat zbliżenia narodów, kultur i wyznań. Śledzimy z uwagą postęp w programach i podręcznikach szkolnych, traktujących zawiłe sprawy konfliktów narodowościowych i wyznaniowych w naszej historii z rosnącą wrażliwością i zrozumieniem splątanych racji.
Radość i sympatię budzą wszelkie przejawy troski o to, aby Polska stawała się krajem, w którym szanuje się ludzką godność i tożsamość i w którym przyjaźnie wita się każdego przychodnia i gościa przybywającego z dobrymi zamiarami.
Na przekór licznym rozczarowaniom nie przestajemy ufać, że w tej pracy ludzie pojednania i nadziei, tacy ludzie jak Zuzanna Radzik, będą w dygnitarzach Kościoła znajdowali sojuszników, a w jego strukturach oparcie. Do ufności takiej upoważniają oficjalne dokumenty Kościoła, publiczne gesty i modlitwy Jana Pawła II, które w końcu przecież nie mogą pozostać bez wpływu na praktyki duchownych i umysły wiernych.

Maciej Geller jest prezesem zarządu, a Jerzy Jedlicki przewodniczącym Rady Programowej Stowarzyszenia Przeciw Antysemityzmowi i Ksenofobii "Otwarta Rzeczpospolita".

Zobacz wyjaśnienie prokuratury



Listy o sprawie księgarni Antyk

Jaskinia zbójców

Przeczytałem tekst Zuzanny Radzik "Piwnice wciąż gniją" ("TP" nr 13/2003). Coraz trudniej się dziwić i tolerować. Boli nie to, że jakaś parafia i jakiś proboszcz w środku stolicy Polski z jednej strony głosi Ewangelię i dziesięć przykazań Boga, a z drugiej czerpie zyski ze sprzedaży "fałszywych świadectw" i szerzenia nienawiści. To gorszące, ale cóż, niemądry ksiądz czy biskup mogą się zdarzyć w każdym Kościele zrzeszającym miliony wiernych. Boli reakcja hierarchii - nieadekwatna do sytuacji, jakby bagatelizująca grzech. W imię czego? Ochrony dobrego imienia Kościoła? Przecież taka tolerancja dla grzechu (można odnieść wrażenie, że aprobata) jest gorsza niż on sam. To również przejaw pychy, hipokryzji i lekceważenie protestu wiernych. Czy zapomniano już o napomnieniach Mesjasza i proroków: "Biada światu z powodu zgorszeń!" (Mt 18, 7), "Mój dom ma być domem modlitwy, a wy go czynicie jaskinią zbójców" (Iz 56, 7; Jr 7, 11)?
Jestem całym sercem z młodą studentką teologii, Zuzanną. Mam nadzieję, że nie utraci wiary. Wiary także w to, że nasz Kościół nie był i nie jest Kościołem tego czy innego biskupa, ale Kościołem Biednego Chrystusa. Mam nadzieję, że poczucie bezsilności nie odbierze jej poczucia racji - "Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości, albowiem oni będą nasyceni" (Mt 5, 6). Modlitwa za Kościół w Polsce, Prymasa, biskupów i nas wszystkich grzesznych jest, jak widać, zawsze potrzebna.
Wielkie dzięki redakcji "TP" za publikację. Natomiast kościół Wszystkich Świętych omijajmy duuuużym łukiem do czasu, aż w jego piwnicach przestanie brzydko pachnieć.

ANDRZEJ KOŻUCHOWSKI
(Warszawa)

Doświadczenia opisane przez Zuzannę Radzik są na tyle gorzkie, że wypada podziwiać spokój, z jakim młoda autorka relacjonuje fakty oraz powściągliwość w formułowaniu komentarzy. Artykuł jest przejmującą skargą "czującego wespół z Kościołem" i z tego właśnie powodu dotkliwie zranionego serca. Historia bezskutecznych starań harcerki o usunięcie z podziemi Świątyni księgarni z antysemickimi wydawnictwami ukazuje nie tylko wciąż powracające kłopoty z recepcją stanowiska Magisterium w kwestii relacji chrześcijańsko-żydowskich, lecz również niedostatek ducha Ewangelii w stosunkach wewnątrzkościelnych. Zresztą w sposobie potraktowania przez kurialnych urzędników pełnej dobrych intencji dziewczyny zabrakło w pewnym momencie także elementarnej kultury... Narzuca się pytanie, czy tolerując pomiatanie człowiekiem we własnych szeregach, mamy moralne prawo pouczać świat o godności osoby ludzkiej?
Przede wszystkim jednak chciałoby się znaleźć jakieś słowa otuchy dla świeżo upieczonej adeptki teologii, którą - podobnie jak niegdyś Psalmistę - spotkały ze strony współwyznawców przykrości, jakich oczekiwalibyśmy raczej od wrogów wiary (por. Ps 55, 13-15). Dzieje chrześcijaństwa znają przypadki długich nieraz zmagań o uznanie w Kościele tej czy owej prawdy i wiele zawdzięczają umiejącym "ufać wbrew nadziei" (por. Rz 4, 18) oraz "dopełniającym braki udręk Chrystusa dla dobra Jego ciała" (Kol 1, 24). Pani Zuzanno, wierzę, że Pani wysiłki i trudne przejścia wbrew pozorom nie poszły na marne. Proszę przyjąć najserdeczniejsze pozdrowienia.

MAREK KITA
(Kraków)


Archiwum | Redakcja | Prenumerata | Reklama | Ludzie Tygodnika | Archiwum felietonów | Historia pisma
Archiwum Jerzego Turowicza | Unia dla Ciebie | Książki w Tygodniku | Film w Tygodniku |
Jazz w Tygodniku | Apokryf | Kontrapunkt

© 2000 Tygodnik Powszechny