adres: ul. Wiślna 12, 31-007 Kraków
tel: (0-12) 422 25 18, 422 23 11
fax: (0-12) 421-67-31
e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl
REDAKCJA ARCHIWUM PROMOCJA REKLAMA PRENUMERATA
 
Główna strona

Nowy numer
NR 14 (2804)
6 kwietnia 2003


  Spis treści
  Komentarze
  Obraz tygodnia
  Kronika religijna
  Liturgiczne czytania
  tygodnia

  Medytacja biblijna
  ks. Mieczysław Maliński
  Kobiety w Biblii
  Przegląd prasy krajowej
  Przeglad prasy
  zagranicznej
  Notatki
  Wśród książek
  Z płyty na płytę
  Listy
FELIETONY
  Józefa Hennelowa
  Małgorzata Musierowicz
  Ewa Szumańska
  Andrzej Dobosz
  Marcin Król
  Jacek Podsiadło
  Michał Komar
  Stanisław Lem

  Tematy miesiąca

DODATKI TEMATYCZNE

UNIA DLA CIEBIE

KSIĄŻKI W TYGODNIKU

FILM W TYGODNIKU

APOKRYF

KONTRAPUNKT


To jest strona archiwalna.

Aktualna strona internetowa "Tygodnika Powszechnego" znajduje się pod adresem www.TygodnikPowszechny.pl

Projekt, wykonanie, obsługa:
Verbanet
Wersja do druku
Napisz komentarz


Oszczędzanie na nauce

Marcin Król


Wszyscy wiemy, że z budżetem jest marnie i są liczne projekty naprawy sytuacji (w tym także projekt premiera Kołodki). Umiar jest jednak szczególnie przydatny w dziedzinach, które stanowią o przyszłości państwa.

Setki razy pisano już o tym, że nauka i wyższe uczelnie stanowią o przyszłości państwa, że to najlepiej zainwestowane pieniądze itp. Jest to naturalnie racja, ale nakłady na naukę spadają co roku, zaś pensje pracowników wyższych uczelni nie pozwalają im na pracę naukową, tylko zmuszają do zarobkowania, polegającego najczęściej na braniu dodatkowych zajęć ponad ludzką i studencką wytrzymałość. Ponieważ od dobrych kilku lat mam trochę wspólnego z administrowaniem małym fragmentem wyższej uczelni, podobno jednej z dwu najlepszych w Polsce, więc co nieco na ten temat wiem.

Otóż wiem na pewno, że przeciętna pensja profesorska jest równa przeciętnej płacy krajowej. Wiem też, że na doktorantów ministerstwo daje najwyżej jedną trzecią ich niezbędnego utrzymania, a pracownicy naukowi w koniecznej pogoni za pieniędzmi podejmują się prac graniczących z przyzwoitością zawodową lub sprzedają wyniki swojej pracy po kilka razy, chociaż wiedzą, że to nie przystoi. Z czegoś jednak muszą się wyżywić.

O wybitnych osiągnięciach nie ma co nawet marzyć, jeżeli ktoś nie ma pieniędzy z domu, a kto je ma? Czego można oczekiwać od człowieka, który dla pieniędzy pracuje tyle, ile nauczyciel, czyli około dwudziestu godzin tygodniowo? Napisanie doktoratu (a tym bardziej habilitacji) to kilka lat osobnej pracy. Nie ma na to czasu, jest natomiast przymus, więc powstają takie prace, jakie powstają i wszyscy przymykamy na to oczy. Kiedyś zabrał dramatycznie głos w tej sprawie profesor Czapliński, ale od tego czasu sytuacja znacznie się pogorszyła. Ponieważ dysponujemy określoną i niezmienną pulą pieniędzy, więc najlepiej dla danej instytucji uniwersyteckiej jest, jak przejdzie na emeryturę lub umrze profesor zwyczajny, bo wtedy można zatrudnić za jego pieniądze dwóch doktorów. Dodatki, nagrody i inne gratyfikacje istnieją tylko tam, gdzie istnieją studenci płatni, których nieuchronnie - niż demograficzny, biedniejące społeczeństwo oraz fakt, że wielu z tych, którzy musieli "zrobić magistra", już go zrobiło - będzie coraz mniej. Książki są coraz droższe, zaś honoraria za prace naukowe praktycznie nie istnieją, ba, trzeba się nieźle krzątać, żeby znaleźć samemu w państwowych źródłach kilka tysięcy złotych, żeby w ogóle ktoś wydał książkę naukową, jeżeli autor nie jest naprawdę postacią bardzo renomowaną. Ogólnie rzecz biorąc sytuacja jest tragiczna.

I w takiej oto sytuacji proponuje się obniżenie pensji przez zabranie ulg podatkowych. Znakomity pomysł, ale ja mam lepszy. Po prostu skasować tymczasowo (zamrozić) wyższe uczelnie, a profesorów potraktować - z całym szacunkiem dla górników - jak górników. Dać im odprawę i niech sobie szukają innej pracy albo przeniosą się na wieś i hodują ziemniaki oraz kurczaki. Gdyby wprowadzono proponowane zmiany, przeciętna płaca netto na wyższych uczelniach spadłaby z około 2000 PLN do 1500 PLN. A przecież jeszcze niedawno obiecywano ustawowe podwyżki. Wiem, że uczeni w Polsce często nie reprezentują takiego poziomu, jaki powinni, ale to wynika w znacznej mierze z już istniejących ograniczeń materialnych. Dalsze uczynią z uniwersytetów, politechnik i innych szkół wyższych groteskę. Może to i dobrze, bo będzie wtedy jasno widać, do czego Polska zmierza. Donikąd.


Archiwum | Redakcja | Prenumerata | Reklama | Ludzie Tygodnika | Archiwum felietonów | Historia pisma
Archiwum Jerzego Turowicza | Unia dla Ciebie | Książki w Tygodniku | Film w Tygodniku |
Jazz w Tygodniku | Apokryf | Kontrapunkt

© 2000 Tygodnik Powszechny