dotb.gif

„TP”, Nr 13 (2803), 30 marca 2003, http://www.tygodnik.com.pl/tp/2803/kultura07.php

O Festiwalu Literackim w Ołomuńcu i jego polskich akcentach


Profesor na Fiszplacu

Leszek Engelking

W północnomorawskim Ołomuńcu odbywają się co roku dwa festiwale literackie. Jeden to "Poezja bez granic" (jego druga edycja odbyła się w październiku 2002), drugi to cykl imprez nazwany po prostu Festiwalem Literackim, który towarzyszy zakończonym właśnie targom książki LIBRI.

Targi zorganizowano między 6 a 8 marca już po raz osiemnasty, festiwal - po raz dziewiąty. Festiwal Literacki zainaugurował poświęcony Allenowi Ginsbergowi wieczór pt. "Skowyt".

Ginsberg w Ponorce i inne wystawy
Miejscem tej inauguracji nie były sale dostojnych instytucji kulturalnych, tylko legendarna piwiarnia Ponorka (czyli: Łódź Podwodna), która doczekała się już kilku sławiących ją utworów literackich, między innymi całego tomu prozy beletrystycznej. W tym samym lokalu można było oglądać jedną z towarzyszących targom wystaw, również poświęconą Ginsbergowi, a konkretnie jego pobytom w Ołomuńcu. Nic dziwnego, Ginsberg w Ponorce bywał. Bywało tam zresztą i piwo piło, a często także czytało swoje wiersze wielu innych znanych poetów.
Wystawę mającą za temat osobę wydawcy i działacza czeskiego odrodzenia narodowego Václava Krameriusa, od którego urodzin upłynęło w lutym tego roku dwieście lat, można była oglądać w Bibliotece Naukowej. Wystawą "Słowa, obrazy, książki" znany pisarz Václav Vokolek przedstawił się szerszej publiczności jako plastyk i autor poezji konkretnej. Dwie zaś ekspozycje łączyły się z dobrze widoczną polską obecnością na LIBRI.
Pierwsza z nich, "Śląska szkoła plakatu", ukazywała m. in. twórczość Waldemara Świerzego. Druga nosiła wielojęzyczny tytuł "Spisz, Spiš, Zips, Szepes" i traktowała o krainie, w której swój ślad zostawili i której współczesność tworzą przedstawiciele różnych narodowości: Słowacy, Polacy, Węgrzy, Niemcy, Rusini... Wystawę spiską przygotowali Barbara Magierowa i Antoni Kroh; ten ostatni był również gościem festiwalu literackiego. Przez godzinę prowadził po czesku pasjonującą gawędę w duchu swojej ogłoszonej niedawno w drugim, rozszerzonym wydaniu książki "O Szwejku i o nas", przy czym owo "nas" odnosiło się zarówno do Polaków, jak i do Czechów. Wśród publiczności szeptało się, że warto by tę książkę przełożyć na czeski. A na samych targach jedyne obok słowackiego nieczeskie stoisko miał Instytut Polski.
"Oddaję Ołomuniec!"
Jako jedno z największych wydarzeń festiwalu anonsowane było spotkanie z profesorem Michałem Głowińskim. I rzeczywiście takim wydarzeniem się stało: sala pękała w szwach, pytań nie brakowało, a kiedy rozmowa się skończyła, do bohatera imprezy ustawiła się długa kolejka czytelników, pragnących uzyskać jego autograf.
Już dzień wcześniej profesora Głowińskiego uroczyście powitali studenci ołomunieckiej polonistyki. Działo się to w miejscu, gdzie niegdyś znajdował się znany z polskiej piosenki Fiszplac. Młodzi adepci filologii zaśpiewali dostojnemu gościowi tę właśnie piosenkę, niektórzy trochę się przy tym rumieniąc, ale nie myląc tekstu. Później odbyło się bardziej oficjalne spotkanie na uniwersytecie.
Przy okazji rozmowy z Głowińskim prezentowano na festiwalu dwie książki: antologię polskiego literaturoznawstwa wydaną przez wydawnictwo Host w serii poświęconej czeskiemu i światowemu strukturalizmowi (stąd jednym ze współprowadzących spotkanie był znany brneński badacz literatury Jiří Trávníček) oraz przekład "Czarnych sezonów", które stały się w Czechach książką głośną; entuzjastyczną recenzją w poczytnym tygodniku "Respekt" powitał ją jeden z najbardziej znanych współczesnych pisarzy czeskich, Jáchym Topol.
Polska kultura jest od samego początku wyraźnie obecna na festiwalu. Dzieje się tak głównie dzięki znanemu czytelnikom "Tygodnika Powszechnego" Václavowi Burianowi. Kiedy w Czechach ujawnia się jakaś afera albo podjęta zostaje niefortunna jego zdaniem decyzja polityczna, Burian zwykł żartem mówić lub pisać polskim przyjaciołom: "Oddaję Ołomuniec". Kilka ważnych miejsc tego pięknego miasta oddaje we władanie przedstawicielom polskiej kultury rzeczywiście. I to zawsze, kiedy tylko nadarza się po temu okazja.
Słowacy, Węgrzy,
Słoweńcy, Czesi
Festiwal nastawiony jest tradycyjnie również na inne kraje regionu. I w tym roku nie zabrakło spotkania z pisarzami słowackimi, między innymi ze znaną także u nas Janą Bodnárovą. Reprezentowani byli Węgrzy: poeta i bohemista István Vörös wystąpił tym razem jako krytyk literacki, przedstawiając bogaty w informacje i efektownie napisany esej "W cieniu nagrody Nobla", poświęcony najnowszej literaturze węgierskiej. Na spotkaniu sporo mówiło się, rzecz jasna, o ubiegłorocznym laureacie Nobla Imre Kertésza. Ze Słowenii przyjechał Primož Čučnik, poza własną poezją zajmujący się tłumaczeniami literatury polskiej (i mający już u nas tom przekładów swoich wierszy).
Organizatorzy targów i festiwalu starają się trzymać rękę na pulsie czeskiego życia literackiego. Przedstawiono dwie nadzieje literatury czeskiej: Jiříego Hájíčka, którego trzecia (ale napisana jako pierwsza) książka ukaże się w najbliższym czasie, oraz Petrę Hůlovą, młodziutką (rocznik 1979) autorkę opublikowanego zaledwie kilka miesięcy temu głośnego już debiutu, pisanej bardzo potoczną, mówioną czeszczyzną praską powieści "Pamięć dla mojej babci", której akcja toczy się w Mongolii.
Byli również na targach pisarze znani w Czechach od lat. Ludvík Vaculík prezentował swoją ogłoszoną właśnie drukiem, zresztą w aktywnym wydawniczo Ołomuńcu, korespondencję z pastorem Janem Šimsą, również istotną postacią czeskiego życia duchowego. Vlastimil Třešňák nie tylko mówił o swojej twórczości, ale również śpiewał przy akompaniamencie gitary swoje znakomite songi. Na promocji książki "Dziesięciolecie", opublikowanej przez ołomunieckie wydawnictwo Periplum, pojawili się jej współautorzy, znane osobistości czeskiej polityki i politoligii, wywodzące się z dawnej opozycji: Petr Uhl, Jiří Pehe i Pavel Švanda. Byli też pisarze Miloš Urban, Václav Kahuda, Emil Hakl i Roman Ludva.
Wymieniając te nazwiska uświadamiam sobie, że zapewne wiele z nich nic nie mówi polskiemu czytelnikowi, że nie tylko młody Hájíček, ale nawet Ludvík Vaculík, autor "Czeskiego sennika", nie doczekał się dotąd w Polsce wydania żadnej ze swoich książek - i robi mi się trochę głupio. Luki w znajomości współczesnej literatury czeskiej są u nas ciągle spore.
Na wszystkich imprezach festiwalu publiczność dopisała. Zwłaszcza zainteresowanie ołomunieckich studentów okazało się naprawdę duże. Można było odzyskać wiarę w przyszłość książki, choć wydawcy podobnie jak u nas skarżyli się, że nakłady spadają i kultura obrazkowa wypiera słowo drukowane.



Festiwal nie tylko zaczął się, ale i skończył w Ponorce. Ostatnią imprezą była Noc Poetów, konkurs dla każdego, kto chciał przeczytać swój wiersz i oddać go jury w formie pisanej. I znów Ponorka pełna i mnóstwo chętnych do prezentowania swoich prób. Było kilka interesujących tekstów, parę żartów i zaskakująco mało zupełnej grafomanii... Václav Burian, który tym razem wystąpił w roli jurora, znowu podkreślał inspirującą rolę kultury polskiej: pomysł Nocy Poetów podsunęła mu, jak oznajmił, podobna impreza organizowana w Łodzi. Co mogę zaświadczyć, byłem bowiem przy tym, kiedy podsuwała...

© 2003 Tygodnik Powszechny. Kontakt: redakcja@tygodnik.com.pl