|
O Festiwalu Literackim w Ołomuńcu i jego polskich akcentach
Profesor na Fiszplacu
Leszek Engelking
W północnomorawskim Ołomuńcu odbywają się co roku dwa festiwale literackie. Jeden to
„Poezja bez granic” (jego druga edycja odbyła się w październiku 2002), drugi
to cykl imprez nazwany po prostu Festiwalem Literackim, który towarzyszy zakończonym właśnie
targom książki LIBRI.
Targi zorganizowano między 6 a 8 marca już po raz osiemnasty, festiwal - po raz dziewiąty.
Festiwal Literacki zainaugurował poświęcony Allenowi Ginsbergowi wieczór pt.
„Skowyt”.
Ginsberg w Ponorce i inne wystawy
Miejscem tej inauguracji nie były sale dostojnych instytucji kulturalnych, tylko
legendarna piwiarnia Ponorka (czyli: Łódź Podwodna), która doczekała się już kilku
sławiących ją utworów literackich, między innymi całego tomu prozy beletrystycznej.
W tym samym lokalu można było oglądać jedną z towarzyszących targom wystaw, również
poświęconą Ginsbergowi, a konkretnie jego pobytom w Ołomuńcu. Nic dziwnego, Ginsberg
w Ponorce bywał. Bywało tam zresztą i piwo piło, a często także czytało swoje
wiersze wielu innych znanych poetów.
Wystawę mającą za temat osobę wydawcy i działacza czeskiego odrodzenia narodowego Václava
Krameriusa, od którego urodzin upłynęło w lutym tego roku dwieście lat, można była
oglądać w Bibliotece Naukowej. Wystawą „Słowa, obrazy, książki” znany
pisarz Václav Vokolek przedstawił się szerszej publiczności jako plastyk i autor
poezji konkretnej. Dwie zaś ekspozycje łączyły się z dobrze widoczną polską obecnością
na LIBRI.
Pierwsza z nich, „Śląska szkoła plakatu”, ukazywała m. in. twórczość
Waldemara Świerzego. Druga nosiła wielojęzyczny tytuł „Spisz, Spiš, Zips,
Szepes” i traktowała o krainie, w której swój ślad zostawili i której współczesność
tworzą przedstawiciele różnych narodowości: Słowacy, Polacy, Węgrzy, Niemcy,
Rusini... Wystawę spiską przygotowali Barbara Magierowa i Antoni Kroh; ten ostatni był
również gościem festiwalu literackiego. Przez godzinę prowadził po czesku pasjonującą
gawędę w duchu swojej ogłoszonej niedawno w drugim, rozszerzonym wydaniu książki
„O;Szwejku i o nas”, przy czym owo „nas” odnosiło się zarówno do
Polaków, jak i do Czechów. Wśród publiczności szeptało się, że warto by tę książkę
przełożyć na czeski. A na samych targach jedyne obok słowackiego nieczeskie stoisko
miał Instytut Polski.
„Oddaję Ołomuniec!”
Jako jedno z największych wydarzeń festiwalu anonsowane było spotkanie z profesorem
Michałem Głowińskim. I rzeczywiście takim wydarzeniem się stało: sala pękała w
szwach, pytań nie brakowało, a kiedy rozmowa się skończyła, do bohatera imprezy
ustawiła się długa kolejka czytelników, pragnących uzyskać jego autograf.
Już dzień wcześniej profesora Głowińskiego uroczyście powitali studenci ołomunieckiej
polonistyki. Działo się to w miejscu, gdzie niegdyś znajdował się znany z polskiej
piosenki Fiszplac. Młodzi adepci filologii zaśpiewali dostojnemu gościowi tę właśnie
piosenkę, niektórzy trochę się przy tym rumieniąc, ale nie myląc tekstu. Później
odbyło się bardziej oficjalne spotkanie na uniwersytecie.
Przy okazji rozmowy z Głowińskim prezentowano na festiwalu dwie książki: antologię
polskiego literaturoznawstwa wydaną przez wydawnictwo Host w serii poświęconej
czeskiemu i światowemu strukturalizmowi (stąd jednym ze współprowadzących spotkanie
był znany brneński badacz literatury Jiří Trávníček) oraz przekład „Czarnych
sezonów”, które stały się w Czechach książką głośną; entuzjastyczną
recenzją w poczytnym tygodniku „Respekt” powitał ją jeden z najbardziej
znanych współczesnych pisarzy czeskich, Jáchym Topol.
Polska kultura jest od samego początku wyraźnie obecna na festiwalu. Dzieje się tak głównie
dzięki znanemu czytelnikom „Tygodnika Powszechnego” Václavowi Burianowi. Kiedy
w Czechach ujawnia się jakaś afera albo podjęta zostaje niefortunna jego zdaniem
decyzja polityczna, Burian zwykł żartem mówić lub pisać polskim przyjaciołom:
„Oddaję Ołomuniec”. Kilka ważnych miejsc tego pięknego miasta oddaje we władanie
przedstawicielom polskiej kultury rzeczywiście. I to zawsze, kiedy tylko nadarza się po
temu okazja.
Słowacy, Węgrzy,
Słoweńcy, Czesi
Festiwal nastawiony jest tradycyjnie również na inne kraje regionu. I w tym roku nie
zabrakło spotkania z pisarzami słowackimi, między innymi ze znaną także u nas Janą
Bodnárovą. Reprezentowani byli Węgrzy: poeta i bohemista István Vörös wystąpił tym
razem jako krytyk literacki, przedstawiając bogaty w informacje i efektownie napisany
esej „W cieniu nagrody Nobla”, poświęcony najnowszej literaturze węgierskiej.
Na spotkaniu sporo mówiło się, rzecz jasna, o ubiegłorocznym laureacie Nobla Imre Kertésza.
Ze Słowenii przyjechał Primož Čučnik, poza własną poezją zajmujący się tłumaczeniami
literatury polskiej (i mający już u nas tom przekładów swoich wierszy).
Organizatorzy targów i festiwalu starają się trzymać rękę na pulsie czeskiego życia
literackiego. Przedstawiono dwie nadzieje literatury czeskiej: Jiříego Hájíčka, którego
trzecia (ale napisana jako pierwsza) książka ukaże się w najbliższym czasie, oraz
Petrę Hůlovą, młodziutką (rocznik 1979) autorkę opublikowanego zaledwie kilka miesięcy
temu głośnego już debiutu, pisanej bardzo potoczną, mówioną czeszczyzną praską
powieści „Pamięć dla mojej babci”, której akcja toczy się w Mongolii.
Byli również na targach pisarze znani w Czechach od lat. Ludvík Vaculík prezentował
swoją ogłoszoną właśnie drukiem, zresztą w aktywnym wydawniczo Ołomuńcu,
korespondencję z pastorem Janem Šimsą, również istotną postacią czeskiego życia
duchowego. Vlastimil Třešňák nie tylko mówił o swojej twórczości, ale również śpiewał
przy akompaniamencie gitary swoje znakomite songi. Na promocji książki „Dziesięciolecie”,
opublikowanej przez ołomunieckie wydawnictwo Periplum, pojawili się jej współautorzy,
znane osobistości czeskiej polityki i politoligii, wywodzące się z dawnej opozycji:
Petr Uhl, Jiří Pehe i Pavel Švanda. Byli też pisarze Miloš Urban, Václav Kahuda,
Emil Hakl i Roman Ludva.
Wymieniając te nazwiska uświadamiam sobie, że zapewne wiele z nich nic nie mówi
polskiemu czytelnikowi, że nie tylko młody Hájíček, ale nawet Ludvík Vaculík, autor
„Czeskiego sennika”, nie doczekał się dotąd w Polsce wydania żadnej ze
swoich książek - i robi mi się trochę głupio. Luki w znajomości współczesnej
literatury czeskiej są u nas ciągle spore.
Na wszystkich imprezach festiwalu publiczność dopisała. Zwłaszcza zainteresowanie ołomunieckich
studentów okazało się naprawdę duże. Można było odzyskać wiarę w przyszłość
książki, choć wydawcy podobnie jak u nas skarżyli się, że nakłady spadają i
kultura obrazkowa wypiera słowo drukowane.

Festiwal nie tylko zaczął się, ale i skończył w Ponorce. Ostatnią imprezą była Noc
Poetów, konkurs dla każdego, kto chciał przeczytać swój wiersz i oddać go jury w
formie pisanej. I znów Ponorka pełna i mnóstwo chętnych do prezentowania swoich prób.
Było kilka interesujących tekstów, parę żartów i zaskakująco mało zupełnej
grafomanii... Václav Burian, który tym razem wystąpił w roli jurora, znowu podkreślał
inspirującą rolę kultury polskiej: pomysł Nocy Poetów podsunęła mu, jak oznajmił,
podobna impreza organizowana w Łodzi. Co mogę zaświadczyć, byłem bowiem przy tym,
kiedy podsuwała...
|