adres: ul. Wiślna 12, 31-007 Kraków
tel: (0-12) 422 25 18, 422 23 11
fax: (0-12) 421-67-31
e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl
REDAKCJA ARCHIWUM PROMOCJA REKLAMA PRENUMERATA
 
Główna strona

Nowy numer
NR 13 (2803)
30 marca 2003


  Spis treści
  Komentarze
  Obraz tygodnia
  Kronika religijna
  Liturgiczne czytania
  tygodnia

  Medytacja biblijna
  ks. Mieczysław Maliński
  Kobiety w Biblii
  Przegląd prasy krajowej
  Przeglad prasy
  zagranicznej
  Notatki
  Wśród książek
  Z płyty na płytę
  Listy
FELIETONY
  Józefa Hennelowa
  Małgorzata Musierowicz
  Ewa Szumańska
  Andrzej Dobosz
  Marcin Król
  Jacek Podsiadło
  Michał Komar
  Stanisław Lem

  Tematy miesiąca

DODATKI TEMATYCZNE

UNIA DLA CIEBIE

KSIĄŻKI W TYGODNIKU

APOKRYF

KONTRAPUNKT


To jest strona archiwalna.

Aktualna strona internetowa "Tygodnika Powszechnego" znajduje się pod adresem www.TygodnikPowszechny.pl

Projekt, wykonanie, obsługa:
Verbanet
Wersja do druku
Napisz komentarz


Wojna nowego typu

Edward N. Luttwak z Waszyngtonu


Nie jest zaskoczeniem, że reporterzy towarzyszący jednostkom koalicyjnym w Iraku frustrują się tym, że nie są w stanie zrozumieć, co się dzieje na tej wojnie. Komentatorzy w studiach telewizyjnych i redakcjach są również zdezorientowani, podobnie jak większość ekspertów wojskowych. Wszyscy spodziewali się klasycznej wojny z nalotami lotniczymi i natarciem, poprzedzonym zrzuceniem tysięcy rakiet.

Tymczasem to, co dzieje się w Iraku, to zupełnie inny rodzaj wojny. Owszem, trwają bombardowania wielu celów w Bagdadzie. Owszem, amerykańskie i brytyjskie jednostki marines szybko zdobyły irackie okno na świat - port w Um Kasr i półwysep Al-Fau - podążając w kierunku Basry, podczas gdy główna ofensywa szybko posuwała się w stronę Bagdadu. Najważniejszą jednak częścią tej wojny są jak dotąd nie naloty ani ofensywa lądowa, lecz wysoce ryzykowna kampania w wojnie psychologicznej, której ambitnym celem jest nakłonienie irackich wojsk - łącznie z Gwardią Republikańską - do porzucenia obrony reżimu Husajna i nie stawiania oporu oddziałom amerykańskim i brytyjskim. Ten cel wykracza poza dotychczasowe doświadczenia wojen psychologicznych, w których najmniejsze zniechęcenie wroga do walki uznawano już za wielki sukces.

Jak dotąd wszystko idzie pomyślnie, ale jednostki powietrznodesantowe, realizujące tę strategię, ponoszą ryzyko: są nieliczne i podatne na straty. Nawet garstka irackich kanonierów może zestrzelić starymi działkami przeciwlotniczymi śmigłowce transportujące komandosów. Nawet zażarcie walczący pojedynczy batalion może spowodować spore straty wśród marines. Nawet główna ofensywa pancerna w kierunku Bagdadu będzie po drodze nękana przez iracką armię i Gwardię Republikańską.

Równie intrygujący są protagoniści tej dziwnej wojny. Oczywiście, plan tej kampanii psychologicznej ustalali amerykańscy stratedzy, pozostający - szczególnie po operacji w Afganistanie - pod silnym wpływem teorii o ogromnej roli lotnictwa w walkach. To dlatego ogłoszono niedawno - zamiast rzecz trzymać w tajemnicy - próbną eksplozję olbrzymiej, prawie 10-tonowej bomby; dlatego zapowiadano, że na Bagdad od razu spadną tysiące pocisków manewrujących.

Jednak prawdziwa kampania rozpoczęła się na wiele tygodni wcześniej, od zrzucania przez Amerykanów nad Irakiem ulotek i emitowania specjalnych programów radiowych i telewizyjnych, w których ostrzegano, że każda jednostka, która zdecyduje się walczyć za Saddama, zostanie zbombardowana, a każdy dowódca odpowiedzialny za użycie broni chemicznej bądź biologicznej stanie przed sądem jako zbrodniarz wojenny. Wiele wysiłku włożono też w kontaktowanie się z dowódcami irackich jednostek. Dopóki wojna nie stała się faktem, nie spodziewano się po tym niczego specjalnego, ale od chwili, gdy nastąpił atak, ruch należy do Irakijczyków. Jak dotąd prawdziwymi bohaterami tej wojny są zatem dowódcy irackiej armii i Gwardii Republikańskiej, odmawiający poświęcania życia swych żołnierzy za reżim, który jedynie rujnował ich kraj.

Ta wojna jest zatem dla administracji Busha wielką i podwójną niewiadomą: jeśli w Bagdadzie dojdzie do czegoś na kształt powszechnego oporu, będzie to oznaczać porażkę polityczną. A także podjęcie ogromnego ryzyka wojskowego, bo obrońców miasta będzie o wiele więcej niż atakujących.

Przełożył Andrzej Brzeziecki

Edward N. Luttwak jest politologiem z amerykańskiego Centrum Studiów Strategicznych i Międzynarodowych. Stale współpracuje z "TP".


Archiwum | Redakcja | Prenumerata | Reklama | Ludzie Tygodnika | Archiwum felietonów | Historia pisma
Archiwum Jerzego Turowicza | Unia dla Ciebie | Książki w Tygodniku | Film w Tygodniku |
Jazz w Tygodniku | Apokryf | Kontrapunkt

© 2000 Tygodnik Powszechny