dotb.gif

„TP”, Nr 13 (2803), 30 marca 2003, http://www.tygodnik.com.pl/tp/2803/felkrol.php


Przestrzeganie ustaw
Marcin Król

Ustawy, to poza Konstytucją, najwyższa forma regulacji prawnej. Władza wykonawcza może składać wiele obietnic, ale kiedy obietnice zamieniają się w ustawy uchwalone przez Sejm, muszą zostać zrealizowane. Jedyny sposób na ich nierealizowanie, to nowa ustawa Sejmu zawieszająca realizację. Jest to jednak wyjątkowy sposób postępowania. Najpierw przypatrzmy się przykładowi, a potem zastanówmy się nad tym, co by było gdyby zacząć takie metody stosować częściej. Przykład to - dobrze mi znana z racji wykonywanego zawodu - ustawa, czy raczej poprawki do ustawy o szkolnictwie wyższym, gdzie powiada się, iż płace w szkolnictwie wyższym poważnie wzrosną w trzech etapach, z których ostatni powinien zakończyć się w tym roku. W minionym roku Sejm zamroził wykonanie tej ustawy na rok, teraz w propozycjach ministra Kołodki pojawia się projekt następnego zamrożenia. Nie użalam się na los swój i moich kolegów, bo skandalicznie niskie płace pracowników wyższych uczelni to sprawa powszechnie znana, a ponadto skandalicznie nisko opłacani są także lekarze, nauczyciele i wiele innych zawodów uzależnionych od budżetu. Chodzi jednak o dotrzymywanie obietnic i o prawo.

Otóż wyobraźmy sobie, że Sejm uchwala obniżenie podatków dla przedsiębiorstw, a potem swoją uchwałę zamraża, zaś przedsiębiorcy w międzyczasie poczynili kroki wynikające z uchwalonej już obniżki. Wyobraźmy sobie, że Sejm uchwala obniżkę ceł na określone produkty, a kilka miesięcy później ją zamraża, zaś importerzy zawarli już wieloletnie umowy z firmami zagranicznymi. Powodowałoby to oczywiście chaos na rynku. Profesorowie wyższych uczelni nie są towarem ani przedsiębiorcami, więc z nimi można wyczyniać, co się chce. Jednak, mimo że nie mają takiej siły przebojowej, by walczyć skutecznie z państwem, to oni mają uczyć (zwłaszcza specjaliści od nauk społecznych) zaufania do państwa i postaw obywatelskich. Jak mają to czynić, skoro nie mogą ufać nawet najwyższej, niezależnej od nikogo władzy w tym państwie, czyli władzy wykonawczej?

Problem obietnic i zaufania jest od pewnego czasu przedmiotem coraz większego zainteresowania na całym świecie. Francis Fykuyama napisał na ten temat znaną książkę. Większość obaw związanych ze spadkiem poziomu zaufania dotyczy jednak relacji poziomych, to znaczy tego, że ludzie nie ufają sobie nawzajem, co powoduje, że więzi społeczne słabną. Ma to wpływ i na jakość życia publicznego i na zachowanie w sferze interesów gospodarczych. Zaufanie obywateli w stosunku do polityków od kilku dziesięcioleci jest stosunkowo niewielkie, co wynika z narastającego cynizmu w sferze publicznej. W Polsce widzimy to gołym okiem, ale podobne zjawiska, chociaż nie na taką aż skalę, dostrzegane są w innych demokracjach, także w Stanach Zjednoczonych. Pisałem już wielokrotnie, że również parlamenty nie cieszą się nigdzie wielką estymą. Jednak zupełnie czym innym jest parlament jako zbiorowisko osób, a czym innym jego produkt, czyli ustawa.

Ustawa to - powtarzam - bardzo poważny wyraz rządów prawa, a bez rządów prawa nie ma ani demokracji, ani wolności. Posłowie mogą być marni, ustawy nie. Posłowie mogą zmieniać zdanie, ustawy powinny trwać, aż nadejdzie konieczność ich zmiany. Państwo to nie jest ten czy inny rząd, nie ten czy inny skład osobowy parlamentu. Państwo to ciągłość rządów prawa. Jak można mieć zaufanie do państwa (podkreślam: nie mówię o zaufaniu do rządu czy parlamentu - o tym szkoda gadać), skoro rządy prawa są zamrażane w majestacie prawa? W zasadzie tak może się zdarzyć, ale czyż w takiej sytuacji nieposłuszeństwo obywatelskie nie jest równie legalne, jak decyzje parlamentu, a nawet bardziej?

© 2003 Tygodnik Powszechny. Kontakt: redakcja@tygodnik.com.pl