adres: ul. Wiślna 12, 31-007 Kraków
tel: (0-12) 422 25 18, 422 23 11
fax: (0-12) 421-67-31
e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl
REDAKCJA ARCHIWUM PROMOCJA REKLAMA PRENUMERATA
 
Główna strona

Irak po Husajnie

NR 29 (2819)
20 lipca 2003


  Spis treści
  Komentarze

  Tematy miesiąca
FELIETONY
  Józefa Hennelowa
  Małgorzata Musierowicz
  Ewa Szumańska
  Andrzej Dobosz
  Michał Komar
  Marcin Król
  Stanisław Lem
  Czesław Miłosz
  Jacek Podsiadło

DODATKI TEMATYCZNE

UNIA DLA CIEBIE

KSIĄŻKI W TYGODNIKU

FILM W TYGODNIKU

JAZZ W TYGODNIKU

APOKRYF

KONTRAPUNKT


To jest strona archiwalna.

Aktualna strona internetowa "Tygodnika Powszechnego" znajduje się pod adresem www.TygodnikPowszechny.pl

Projekt, wykonanie, obsługa:
Verbanet
Wersja do druku
Napisz komentarz



Kontakty, czyli kontrakty

Rozmowa z Ziyadem Raoofem, jednym z założycieli Polsko-Irackiej Izby Gospodarczej

TYGODNIK POWSZECHNY: - Jak doszło do powstania Polsko-Irackiej Izby Gospodarczej? Skąd ten pomysł?

Ziyad Raoof: - To pomysł mój i kilku znajomych, którzy pracowali w Iraku w polskich firmach, realizujących w latach 70. i 80. wielkie inwestycje. Doszliśmy do wniosku, że istnieje w Polsce potencjał: grupa, która ma doświadczenie, zna teren i mentalność Irakijczyków. Większość znajomych dobrze wspomina współpracę z Irakijczykami, są gotowi jechać tam jeszcze raz. I jest potencjał w postaci tysięcy Irakijczyków, którzy studiowali w Polsce: ich znajomość polskiego, realiów obu krajów i kontakty na miejscu. Opierając się na tym potencjale, będziemy tworzyć sieć kontaktów na poziomie średnich i małych przedsiębiorstw. Chcemy wspierać współpracę między firmami irackimi i polskimi, możemy jednak wspierać także kontrakty na poziomie rządowym. W Iraku sektor prywatny zawsze odgrywał dużą rolę, a teraz, po 12 latach embarga i wzroście zapotrzebowania na usługi i towary, będzie jeszcze ważniejszy.

- Ile firm i z jakich branż weszło do Izby?



Jeśli w Iraku uda się zaprowadzić stabilny porządek polityczny, kraj może stać się najszybciej rozwijającym się rynkiem na Bliskim i Środkowym Wschodzie - prognozują zachodni analitycy. Modernizacji wymaga cała iracka gospodarka, zniszczona nie tylko przez wojny, ale także przez rabunkową politykę klanu Saddama Husajna. Choć oczy wszystkich zwrócone są na wielkie projekty - odbudowywać trzeba nie tylko infrastrukturę przemysłu naftowego, ale także telekomunikację, drogi, lotniska, sieć energetyczną itd., a pieniądze na to pochodzić mają najpierw z budżetu USA, a potem z wpływów z eksportu ropy - to z punktu widzenia zwykłego człowieka ważniejszy od wielkich inwestycji jest rozwój prywatnej gospodarki (firm średnich i małych), rynku dóbr konsumpcyjnych i wymiany handlowej.

Szacuje się, że suma inwestycji, potrzebnych do odbudowy gospodarki, sięga 100 miliardów dolarów (w samym przemyśle wydobywczym ropy potrzeba 5 mld inwestycji). Wysokość całej sumy potrzebnej na odbudowę zależy także od tego, jaką strategię przyjmie cywilna administracja i nowe irackie władze: czy celem będzie odtworzenie stanu gospodarki sprzed kilkunastu lat, czy także jej modernizacja? W pierwszym przypadku odnawiać trzeba "tylko" połowę infrastruktury, w drugim - trzy czwarte.
- Ponad 110, przy czym liczba ta stale rośnie. Od firm paliwowych i energetycznych przez budowlane, konstrukcyjne, hutnicze i medyczne, aż po turystyczne. W ciągu najbliższych tygodni Izba ukonstytuuje się formalnie. Pracujemy nad stworzeniem bazy danych, w której znajdą się firmy i specjaliści (tłumacze, doradcy, konsultanci), reprezentujący różne dziedziny życia gospodarczego i społecznego. Zależy nam też na partnerstwie ze strony wyższych uczelni: członkiem Izby jest również Politechnika Krakowska, jej przedstawiciel jest wiceprezesem zarządu.
Po otworzeniu lotnisk w Iraku pojedziemy tam, aby spotkać się z władzami i przedsiębiorcami. Przyjrzymy się potrzebom i możliwościom wymiany gospodarczej. Konieczna jest całkowita odbudowa irackiej infrastruktury, a z tego wyniknąć mogą konkretne kontrakty. W najbliższych latach rynek iracki będzie bardzo chłonny, trzeba tylko stabilności i spokoju. Najlepiej pod tym względem przedstawia się sytuacja w irackim Kurdystanie: panuje tam spokój i bezpieczeństwo, funkcjonują urzędy i instytucje publiczne. Tam współpracę można podjąć właściwie od zaraz.

- Nie ma Pan obaw, że administracja amerykańska, która decyduje o największych kontraktach, będzie ograniczać taką oddolną działalność?

- Nie, bo skala przedsięwzięcia, jakim jest odbudowa Iraku, wręcz zmusza do współpracy z innymi partnerami. Poza tym byłoby to wbrew zasadzie konkurencyjności, obowiązującej w gospodarce amerykańskiej. Ostatni argument, najbardziej pragmatyczny: sektor prywatny sam decyduje o doborze partnerów. Wracamy tu do pytania o rolę Izby, której zadaniem jest promowanie polskich firm na rynku irackim.

- Kim są Wasi partnerzy po stronie irackiej? Powstanie jakiś iracki odpowiednik Izby?

- W większości to firmy małe i średnie, choć w przyszłości nie wykluczamy współpracy z firmami dużymi, także państwowymi. Chcemy też, aby naszym partnerem były władze lokalne i samorządowe, które odegrają dużą rolę w odbudowie. Kiedyś w Iraku istniały izby gospodarcze i handlowe, mające wielowiekową tradycję. Będziemy starali się, by nasza Izba miała swego przedstawiciela w Iraku.

- Na jakie trudności muszą być przygotowani polscy przedsiębiorcy?

- Największa to na razie brak regulacji prawnych w zakresie administracji, finansów i polityki podatkowo-celnej. Odczuwalny będzie też tymczasowy brak kontaktów banków irackich z zagranicą i trudności w przepływie walut. Trzeba liczyć się również z tym, że oferty polskie spotkają się z konkurencją ze strony innych państw, zwłaszcza sąsiadów Iraku, gdzie siła robocza i koszty produkcji oraz podatki są niższe.

- Z tego, co Pan mówi wynika, że geografia gospodarcza Iraku jest następująca: dzięki uzyskanej w 1991 r. faktycznej niezależności od Bagdadu, Kurdystan stał się irackim oknem na świat, a reszta kraju musi to nadgonić...

- W Kurdystanie niedużo trzeba, by rozpocząć wymianę handlową i gospodarczą. Kurdowie są przygotowani na otwarcie drzwi inwestorom, na handel. To może stanowić przykład dla całego Iraku i "bramę" na środkową i południową część kraju.

- Jak te doświadczenia z północy przenieść do "naszej" strefy stabilizacyjnej, którą zamieszkuje inna społeczność: szyici?

- To niezbyt szczęśliwy zbieg okoliczności, że Polacy jadą w ten rejon. Nie ma tam dużych inwestycji czy wymiany handlowej: to strefa "spokojna" gospodarczo, ale niespokojna pod względem politycznym i militarnym. Byłoby lepiej, gdyby Polacy pojechali do Kurdystanu. Na południu sytuacja jest napięta, Irakijczycy nie będą patrzyć na mundur i flagę identyfikujące żołnierza. Mam jednak nadzieję, że moi rodacy pamiętają tysiące Polaków, tych fachowców i przyjaznych ludzi, którzy realizowali inwestycje tak istotne dla społeczeństwa irackiego.
Kluczem jest tu mentalność mieszkańców i struktury społeczne. Tam, gdzie są Polacy, najważniejszą rolę odgrywają klany: głowa klanu decyduje o wszystkim. Wystarczy przekonać przywódcę do siebie, zyskać jego sympatię, a sprawa jest wygrana.

Rozmawiali: Andrzej Brzeziecki, Mateusz Flak i Jacek Ślusarczyk

ZIYAD RAOOF - przedsiębiorca i działacz kurdyjski, obywatel Polski. Urodzony w irackim Kurdystanie, od 1986 r. związany z Polską. Represjonowany, w 1977 roku uciekł z Iraku do Turcji, ZSRR, a następnie Polski. Studiował na UJ. W latach 90. przedsiębiorca, prowadzi restaurację kurdyjską, hotel i centrum konferencyjno-rekreacyjne. W 1992 r. współorganizował pomoc dla uchodźców kurdyjskich po wojnie w Zatoce. Przewodniczący Kurdyjskiego Centrum Informacji Dokumentacji z siedzibą w Tomaszowicach koło Krakowa.


Archiwum | Redakcja | Prenumerata | Reklama | Ludzie Tygodnika | Archiwum felietonów | Historia pisma
Archiwum Jerzego Turowicza | Unia dla Ciebie | Książki w Tygodniku | Film w Tygodniku |
Jazz w Tygodniku | Apokryf | Kontrapunkt

© 2000 Tygodnik Powszechny