adres: ul. Wiślna 12, 31-007 Kraków
tel: (0-12) 422 25 18, 422 23 11
fax: (0-12) 421-67-31
e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl
REDAKCJA ARCHIWUM PROMOCJA REKLAMA PRENUMERATA
 
Główna strona

Irak po Husajnie

NR 29 (2819)
20 lipca 2003


  Spis treści
  Komentarze

  Tematy miesiąca
FELIETONY
  Józefa Hennelowa
  Małgorzata Musierowicz
  Ewa Szumańska
  Andrzej Dobosz
  Michał Komar
  Marcin Król
  Stanisław Lem
  Czesław Miłosz
  Jacek Podsiadło

DODATKI TEMATYCZNE

UNIA DLA CIEBIE

KSIĄŻKI W TYGODNIKU

FILM W TYGODNIKU

JAZZ W TYGODNIKU

APOKRYF

KONTRAPUNKT


To jest strona archiwalna.

Aktualna strona internetowa "Tygodnika Powszechnego" znajduje się pod adresem www.TygodnikPowszechny.pl

Projekt, wykonanie, obsługa:
Verbanet
Wersja do druku
Napisz komentarz



Musimy wytrwać

Z Christopherem R. Hillem, ambasadorem USA w Polsce, rozmawia Mateusz Flak

- Czy jest Pan zaskoczony sytuacją w Iraku? Niemal codziennie w zamachach giną amerykańscy żołnierze, rośnie anarchia i niechęć do obecności tam wojsk alianckich. Jak te zjawiska amerykańska administracja tłumaczy opinii publicznej w USA? Jak uzasadnia się sens tej misji i ofiar?

- Od dawna było wiadomo, że proces pokojowy w Iraku będzie równie trudny jak operacja militarna, a może nawet trudniejszy. Teraz to się potwierdza. Są Irakijczycy, którzy wierzą, że stary reżim może wrócić. Mamy nadzieję, że gdy w końcu przekonają się, iż to niemożliwe, sytuacja w Iraku pod względem bezpieczeństwa poprawi się. Warto zaznaczyć, że sporo tych tragicznych incydentów ma miejsce w obszarze zamieszkanym w większości przez sunnitów - tę grupę religijno-etniczną, na której opierała się władza Husajna, i z której on sam się wywodził. To niektóre dzielnice Bagdadu oraz tereny na północny wschód od stolicy. Jeśli przyjrzeć się więc dokładniej sytuacji w Iraku, można dostrzec, że problem trwającej przemocy dotyczy raczej określonych miejsc, a nie całego kraju.
Oczywiście wiele pozostaje do zrobienia, poczynając od stworzenia podstaw prawnych, niezbędnych do przeprowadzenia wyborów. Budowa demokracji polega jednak na czymś więcej niż tylko na przeprowadzeniu wyborów. Ona wymaga sprawnego funkcjonowania wielu innych instytucji. A to oznacza mnóstwo pracy. I my chcemy ją dokończyć.
Jeśli zaś chodzi o przedstawianie tych kwestii w amerykańskich mediach: Amerykanie są bardzo szczerze informowani, jak wygląda sytuacja. Chodzi o wielką rzecz i każdy zdaje sobie sprawę, że będzie to trudny proces. Mimo wszystko, musimy wytrwać, póki nie będzie ukończony. I zostaniemy, bo jesteśmy bardzo upartym narodem.

- Od początku wojny 20 marca Amerykanie stracili ponad dwustu żołnierzy, z tego jedną czwartą już po zakończeniu regularnych działań zbrojnych, na skutek zamachów. Tymczasem według sondażu opublikowanego przez dziennik "Rzeczpospolita" większość Polaków opowiada się za wycofaniem polskich wojsk z Iraku, gdyby poniosły one jakieś straty. W jaki sposób przekonywałby Pan Polaków, że nasz udział w misji w Iraku ma jednak sens?

- Starałbym się podkreślać fakt, że Polska podjęła się ważnego i trudnego zadania. Polski sektor stabilizacyjny zamieszkują szyici, religijna większość, dyskryminowana za panowania Husajna. Polskie jednostki i polskie władze cywilne czeka wiele wyzwań: muszą sprostać oczekiwaniom szyickiej społeczności, która ma nadzieję na zmianę swego statusu politycznego. Argumentowałbym, że pamiętając o wadze i trudności tego zobowiązania, musi ono zostać wykonane. Coś raz rozpoczęte musi być dokończone. Nie tylko dla samych Irakijczyków, ale też dla powodzenia całej misji. Powinniśmy dać jasno do zrozumienia, że znamy trudności, ale wytrwamy do końca misji. Mimo wyników cytowanego sondażu wierzę, że Polacy - zwłaszcza Polacy! - to rozumieją.

- Co odpowiedziałby Pan na zarzut, popularny w Europie Zachodniej: że polsko-amerykańska współpraca w Iraku to część amerykańskiej polityki zagranicznej, której celem jest rozbicie europejskiej jedności?

- Po zakończeniu wojny z Husajnem szukaliśmy wsparcia w całej Europie. Byliśmy zainteresowani tym, aby różne państwa posłały swoje jednostki do sił pokojowych w Iraku. W sumie odnieśliśmy sukces: przekonaliśmy wiele krajów, łącznie z tymi, które przedtem sprzeciwiały się operacji wojskowej. Mamy znaczące wsparcie wielu partnerów europejskich i cieszymy się z tego, zwłaszcza z poparcia krajów, które wysłały znaczną liczbę żołnierzy: Wielkiej Brytanii, Hiszpanii, Polski. Mamy nadzieję, że inni zobaczą, iż jest to ważne przedsięwzięcie, które będzie mieć poważne skutki nie tylko dla pokoju w regionie, ale też dla relacji Europy z tym regionem oraz z Ameryką. Dlatego będziemy zachęcać kolejne państwa europejskie do wysyłania swoich kontyngentów do Iraku.


Archiwum | Redakcja | Prenumerata | Reklama | Ludzie Tygodnika | Archiwum felietonów | Historia pisma
Archiwum Jerzego Turowicza | Unia dla Ciebie | Książki w Tygodniku | Film w Tygodniku |
Jazz w Tygodniku | Apokryf | Kontrapunkt

© 2000 Tygodnik Powszechny