adres: ul. Wiślna 12, 31-007 Kraków
tel: (0-12) 422 25 18, 422 23 11
fax: (0-12) 421-67-31
e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl
REDAKCJA ARCHIWUM PROMOCJA REKLAMA PRENUMERATA
 
Główna strona

Irak po Husajnie

NR 29 (2819)
20 lipca 2003


  Spis treści
  Komentarze

  Tematy miesiąca
FELIETONY
  Józefa Hennelowa
  Małgorzata Musierowicz
  Ewa Szumańska
  Andrzej Dobosz
  Michał Komar
  Marcin Król
  Stanisław Lem
  Czesław Miłosz
  Jacek Podsiadło

DODATKI TEMATYCZNE

UNIA DLA CIEBIE

KSIĄŻKI W TYGODNIKU

FILM W TYGODNIKU

JAZZ W TYGODNIKU

APOKRYF

KONTRAPUNKT


To jest strona archiwalna.

Aktualna strona internetowa "Tygodnika Powszechnego" znajduje się pod adresem www.TygodnikPowszechny.pl

Projekt, wykonanie, obsługa:
Verbanet
Wersja do druku
Napisz komentarz



Trzy "modele" rozwoju państw Bliskiego i Środkowego Wschodu, czyli:

Zmierzch starych elit


W opinii większości zachodnich i arabskich politologów jest nieprawdopodobne, by elity rządzące w świecie arabskim/islamskim zdecydowały się z własnej woli na jakąkolwiek demokratyzację. Jeśli można czegoś po nich oczekiwać, to wprowadzania elementów pluralistycznych i ograniczonego otwarcia.

Opublikowany niedawno raport ONZ "Arab Human Development Report", w którym analizie poddano 22 kraje Ligii Arabskiej (przygotowali go eksperci arabscy, nie zachodni) - wskazuje, że problemy rozwoju gospodarczego i społecznego (bezrobocie, ubóstwo, mała atrakcyjność dla inwestorów, którzy przynieśliby tam potrzebny kapitał) w państwach arabskich wiążą się ściśle z problemami politycznymi. Systemy autorytarne nie sprzyjają kreatywności, edukacji, samodzielności myślenia i inicjatywie, również gospodarczej (także z powodów banalnych: przedsiębiorca egipski czy tunezyjski, który chce prowadzić interesy w innych krajach arabskich, musi się liczyć z ograniczeniami w swobodzie podróżowania; wizy itd.). Charakterystyczne, że współpraca i wymiana gospodarcza nawet między krajami arabskimi pozostaje grubo poniżej potencjalnych możliwości i zdaniem autorów raportu ONZ łatwo mogłaby zostać podwojona. Realia przeczą więc retoryce przywódców, mówiących o współpracy Arabów.

Pouczające jest doświadczenie Iranu w ostatnich latach; widoczne są tam nie tylko "oddolne" tendencje pluralistyczne, ale także w elitach władzy toczy się spór między "konserwatystami" a "reformatorami". Właśnie Iran - posiadający konstytucję, parlament z wyboru i rząd - poddane jednak kontroli instytucji duchownych (stojących na "straży" rewolucji islamskiej i nie mających legitymacji demokratycznej), znajduje się dziś pomiędzy dwiema tendencjami. Z jednej strony państwa, które są formalnie - na papierze - republikami charakteryzuje od kilku lat zjawisko wiele mówiące: "personifikacja stabilności państwa" (Victor Kocher, ekspert od Środkowego Wschodu). W obliczu starzenia się generacji przywódców, rządzących od dziesięcioleci, następstwo władzy dokonuje się drogą sukcesji z ojca na syna. Tak było już w Syrii w 2000 r. (po śmierci prezydenta Hafeza Al-Assada rządy objął jego 34-letni wtedy syn Baschar, z wykształcenia okulista) i tak stanie się zapewne w Egipcie, Jemenie i Libii - wszędzie tam ważne urzędy państwowe, z coraz większymi kompetencjami, obejmują synowie obecnych prezydentów (i podobnie miało być w Iraku, gdzie do następstwa przygotowywali się synowie Saddama, Udaj i Kusaj). Z drugiej strony, to w monarchiach (np. emiraty Zatoki Perskiej), od paru lat zaobserwować można tendencję do tworzenia form reprezentacji - o charakterze doradczym, nie ustawodawczym, częściowo wybieranych, częściowo mianowanych przez władcę.

Tak wyglądają dwa - a łącznie z Iranem trzy - modele rozwoju państw Bliskiego i Środkowego Wschodu. W którą stronę pójdzie Irak? Rozważając różne modele, natrafia się na szereg sprzeczności - także dlatego dotąd nawet Amerykanie nie sformułowali konkretnej wizji przyszłego państwa: wizja taka, narzucona "odgórnie", mogłaby więcej zaszkodzić niż pomóc. Współczesny panarabizm, wskazują politolodzy zachodni i arabscy, jest inny niż panarabizm z lat 50. i 60. Tamten, symbolizowany przez charyzmatycznego prezydenta Egiptu Nasera, określić można mianem arabskiego nacjonalizmu: postulował on jedność i solidarność wszystkich Arabów, jednoczenie państw, znoszenie granic. USA wspierały go wówczas: panarabski nacjonalizm szedł w parze z dekolonizacją (popieraną przez USA); po drugie, był przydatny w konflikcie z komunizmem. Fakt, że w takich krajach jak Irak, Syria czy Egipt doszło do połączenia idei nacjonalistycznych z elementami socjalizmu, nie oznaczał bliskości ideologicznej z ZSRR: w tych krajach socjalizm odgrywał rolę "służebną" wobec nacjonalizmu: miał zapobiec osłabieniu "narodu arabskiego" na skutek różnic socjalnych.

Panarabizm współczesny cechuje inna samoświadomość i poczucie wspólnoty innego rodzaju, co ma związek z rozwojem mediów audiowizualnych. Ogólnie dostępne stacje telewizyjne - takie jak Al-Dżazira, "arabska CNN" - rozpowszechniają nie tylko obrazy, które wzmacniają poczucie wspólnoty, ale są także impulsem do ogólnoarabskiej dyskusji o takich problemach jak korupcja, niedołężność władzy czy brak demokracji.

Historia świata arabskiego dotarła do nowego punktu zwrotnego - dowodzi Volker Perthes, znawca Bliskiego Wschodu. - W przyszłości będziemy mieć do czynienia z jeszcze silniejszą tendencją do tworzenia państwa narodowego. Przywódcy poszczególnych państw arabskich będą się troszczyć przede wszystkim o dobro własnych krajów, a mniej o cały świat arabski jako całość, od którego nie będą oczekiwać pomocy w rozwiązaniu swych problemów. Decydującą rolę odgrywać będzie podział pokoleniowy: na razie w ponad połowie państw arabskich u władzy pozostają elity, liczące po 60-70 lat i ukształtowane w czasie wielkich wojen arabsko-izraelskich, konfliktu Wschód-Zachód i debaty o arabskim nacjonalizmie - spraw odległych od rzeczywistości współczesnego, zglobalizowanego świata. Nowe pokolenie, dążące do władzy, kształtowało się w latach 80. i 90. Jego przedstawiciele stoją dziś na czele Maroka, Syrii i Jordanii. To pokolenie nie musi być nastawione prodemokratycznie. Ale wie doskonale, że do zbudowania funkcjonującej gospodarki niezbędne są dziś otwarte granice dla osób i towarów oraz szybka i nieskrępowana wymiana informacji.

Opracował WP


Archiwum | Redakcja | Prenumerata | Reklama | Ludzie Tygodnika | Archiwum felietonów | Historia pisma
Archiwum Jerzego Turowicza | Unia dla Ciebie | Książki w Tygodniku | Film w Tygodniku |
Jazz w Tygodniku | Apokryf | Kontrapunkt

© 2000 Tygodnik Powszechny