adres: ul. Wiślna 12, 31-007 Kraków
tel: (0-12) 422 25 18, 422 23 11
fax: (0-12) 421-67-31
e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl
REDAKCJA ARCHIWUM PROMOCJA REKLAMA PRENUMERATA
 
Główna strona

Irak po Husajnie

NR 29 (2819)
20 lipca 2003


  Spis treści
  Komentarze

  Tematy miesiąca
FELIETONY
  Józefa Hennelowa
  Małgorzata Musierowicz
  Ewa Szumańska
  Andrzej Dobosz
  Michał Komar
  Marcin Król
  Stanisław Lem
  Czesław Miłosz
  Jacek Podsiadło

DODATKI TEMATYCZNE

UNIA DLA CIEBIE

KSIĄŻKI W TYGODNIKU

FILM W TYGODNIKU

JAZZ W TYGODNIKU

APOKRYF

KONTRAPUNKT


To jest strona archiwalna.

Aktualna strona internetowa "Tygodnika Powszechnego" znajduje się pod adresem www.TygodnikPowszechny.pl

Projekt, wykonanie, obsługa:
Verbanet
Wersja do druku
Napisz komentarz



Irak to najpoważniejsza polska misja militarno-polityczna od 1945 roku

Może być różnie

Tomasz Potkaj


Łzy dzieci, żon, przyjaciółek; nabożeństwo; życzenia powrotu i hasło, nawiązujące do zdania, jakie 59 lat temu powtarzali sobie polscy żołnierze pod Monte Cassino: "Nie bądź głupi, nie daj się zabić"... Drugiego lipca 250 żołnierzy odleciało do Iraku, do "strefy środkowo-południowej". Kolejni przygotowują się do wyjazdu. Wkrótce ma być ich tam ponad dwa tysiące. Wielu nie ukrywa, że leci na misję dla pieniędzy. Czy mają świadomość ryzyka?

Generał Andrzej Tyszkiewicz, który także poleciał 2 lipca, doświadczył już, że Irak jest miejscem nieprzewidywalnym: gdy pojechał w podróż rekonesansową, jego helikopter musiał lądować w burzy piaskowej. 54-letni Tyszkiewicz - absolwent wojskowych uczelni w Polsce i ZSRR, w latach 90. oficer łącznikowy z kwaterą główną NATO, dziś zastępca dowódcy wojsk lądowych - ma świadomość, że iracka misja będzie największym wyzwaniem dla polskiej armii. Tyszkiewicz wkrótce obejmie dowództwo nad 9200 żołnierzami w liczącej 80 tys. km kw. "strefie stabilizacyjnej". Prócz 2300 Polaków pod jego komendą znajdzie się m.in. 1640 Ukraińców, 1300 Hiszpanów, 480 Bułgarów, 350 Filipińczyków, 300 Węgrów, 150 Rumunów, 145 Łotyszów, 77 Słowaków i 45 Litwinów.


2 lipca 2003, pożegnanie na podwrocławskim lotnisku
Tuż przed wejściem do amerykańskiego samolotu transportowego "Galaxy" Tyszkiewicz mówił: "Zrobię wszystko, co w mojej mocy, aby wrócić z tyloma żołnierzami, ilu dostanę pod moją komendę". "Nie dajcie się zabić" - apelował wcześniej szef sztabu generalnego gen. Czesław Piątas. "To najbardziej niebezpieczna misja, w jakiej uczestniczą polscy żołnierze od II wojny światowej" - nie ukrywał premier Miller. Na pokładzie "Galaxy" znaleźli się żołnierze z brygady logistycznej z Opola i z 12. Szczecińskiej Dywizji Zmechanizowanej, w tym dwie kobiety. Każdy jest ubezpieczony na wypadek śmierci na 82 tys. złotych (wartość polisy żołnierzy ukraińskich wynosi w przeliczeniu dużo więcej...).

Ich pierwszym celem był Kuwejt; stamtąd po aklimatyzacji pojechali do bazy w Babilonie, koło miasta Al Hilla. Poprzedziło ich dwustu żołnierzy z tzw. grupy inicjatywnej (wśród nich GROM i pluton przeciwchemiczny z Brodnicy), przygotowujących zaplecze dla reszty. Na miejscu czekała plaga komarów, węże i skorpiony. Oraz iraccy "partyzanci" - jeśli tym określeniem nazwać można resztki saddamowskiej armii i "fedainów" (gwardii Husajna), którzy codziennie atakują Amerykanów i funkcjonariuszy nowej irackiej policji.

W bazie w Babilonie nie zawiśnie polska flaga. To dlatego, tłumaczą stacjonujący tam oficerowie, by nie odbierano nas jako agresorów. Jednak takich skojarzeń uniknąć będzie trudno: zanim Polacy przejmą kontrolę nad swoją strefą, będą pełnić służbę wspólnie z Amerykanami. - To błąd, że polecieliśmy tak wcześnie, kiedy w Iraku nie istnieje jeszcze cywilna administracja - ocenia prof. Janusz Danecki, arabista z Uniwersytetu Warszawskiego.

Problem jednak w tym, że taka kolejność jest nierealna: to obecność wojsk międzynarodowych ma ułatwić powstawanie nowej administracji i struktur państwowych.

- Ale skoro już tam jesteśmy - dodaje Danecki - to powinniśmy zrobić wszystko, by Irakijczycy nie kojarzyli nas z Amerykanami, którzy traktowani są tam jak agresorzy. Dobre wspomnienia o Polakach z czasów, kiedy budowaliśmy tam drogi i miasta, wciąż istnieją. Trzeba je wykorzysta1ć.

Niedawno prof. Danecki prowadził wykład dla oficerów, przygotowujących się do wyjazdu. Przez dwie godziny mówił o kulturze, historii, polityce, religii i zwyczajach. Żaden ze słuchaczy nie był wcześniej na misji w kraju arabskim. Dla większości będzie to pierwsza w ogóle misja zagraniczna.

K. (prosił o niepodawanie nazwiska ani jednostki), który uczestniczył w wykładzie, oglądał wylot żołnierzy w telewizji. Sam poleci za kilka tygodni. To jego pierwsza zagraniczna misja. Zgłosił się, jak wielu, gdy tylko rozpoczął się nabór. Nie ukrywa, że głównym powodem były pieniądze: miesięcznie na jego konto, prócz normalnej oficerskiej pensji, wpłynie najmniej 1500 dolarów (decyzją rządu nie będą one opodatkowane). Łatwo policzyć: przez pół roku rodzinny budżet powiększy się o 9 tys. dolarów. - Kiedy wraz z żoną podejmowaliśmy decyzję, liczyliśmy się oczywiście z niebezpieczeństwem - przyznaje K. - Choć byłem przekonany, że wojna jest skończona i pojadę na misję pokojową. Teraz wcale nie jestem tego taki pewien.

Od kilku tygodni rodzina i sam K. z coraz większym niepokojem śledzą telewizję. Nie ma dnia, by z Iraku nie dochodziły informacje o atakach na alianckich żołnierzy. Dzień po wylocie z wrocławskiego lotniska w ataku na amerykańskie koszary zostało rannych 19 żołnierzy; tej samej nocy w Bagdadzie zginął żołnierz pilnujący muzeum. Także fragmentaryczne (z braku regularnej łączności) informacje, jakie K. otrzymuje od kolegów, którzy są na miejscu, nie brzmią optymistycznie. - Żona coraz częściej mówi mi, że żadne pieniądze nie są warte tak wielkiego ryzyka. Ale jest za późno, żeby się wycofać - dodaje. Gdy K. znajdzie się w Iraku, jego kontakt z rodziną będzie ograniczony: 15 minut telefonicznej rozmowy na dwa tygodnie.

Ale też po raz pierwszy w dziejach polskich misji ministerstwo obrony tak wielką wagę przywiązuje do szkoleń dotyczących kultury i zwyczajów kraju przeznaczenia. Ich organizatorem jest warszawski Ośrodek Studiów Wschodnich, przygotowujący na co dzień dla rządu analizy sytuacji międzynarodowej. Wymiar szkoleń jest różny: zdarzało się, że były to dwa cykle zajęć po sześć godzin, ale były też takie, które trwały tylko dwie godziny.

Czego można się nauczyć w ciągu dwóch godzin? Niewiele, zwłaszcza, jeśli w zajęciach uczestniczy setka żołnierzy. Dlatego Ośrodek i współpracujący z nim arabiści przygotowali poradnik, który każdy żołnierz będzie mieć w plecaku. - Jest napisany prostym językiem i zawiera wszystko, co powinien wiedzieć żołnierz w Iraku - mówi kierujący projektem Krzysztof Strachota z Ośrodka. - Zawiera też praktyczny słowniczek w dialekcie irackim.

K. opowiada o badaniach lekarskich, szczepieniach (w sumie kilkanaście), intensywnych przygotowaniach i testach psychologicznych. - Testy miały zbadać strukturę reakcji emocjonalnych, określić poziom lęku i przeżywanie emocji - wyjaśnia Jan Wegner, psycholog z 20-letnim stażem klinicznym, zatrudniony w 12. Dywizji w Szczecinie. - Jeśli wynik testów sugerował możliwość zaburzeń emocjonalnych w sytuacji stresu, kandydat przechodził jeszcze rozmowę, ale do Iraku raczej nie pojedzie. Musimy mieć pewność, że żołnierz, którego wysyłamy na niebezpieczną misję, będzie na tyle "wyporny psychicznie", by jego reakcje były możliwie jak najbardziej przewidywalne - dodaje psycholog. Testów nie przeszło około 20 proc. kandydatów.

Oczywiście, testy to nie wszystko. Psychologowie potrzebni są także na miejscu, aby, jeśli trzeba, przeprowadzić interwencję kryzysową, rozładować stres. Na razie jednak 450 żołnierzy stacjonujących już w Iraku pozbawionych jest opieki psychologa. Jan Wegner dołączy do nich pod koniec lipca, też na pół roku.

- Czy jesteśmy przygotowani? - powtarza pytanie. - Odpowiem, jak wrócę.

Z żołnierzami od początku jest za to kapelan: ksiądz porucznik Wiesław Okoń z Gliwic. Dwóch kolejnych przygotowuje się do wyjazdu. "Tam nad nami ciągle będzie czaiło się niebezpieczeństwo. Tego jesteśmy świadomi i jako żołnierze to przyjmujemy" - mówił ksiądz Okoń przed odjazdem w rozmowie z dziennikarką Radia Plus.

Scenariusze na najbliższe tygodnie? - Boję się tego pytania - mówi prof. Danecki. - Jeśli Amerykanie zdecydują się w końcu ustanowić miejscowy iracki samorząd, sytuacja będzie powoli wracać do normalności. Jeśli tego nie zrobią, może być różnie.


Archiwum | Redakcja | Prenumerata | Reklama | Ludzie Tygodnika | Archiwum felietonów | Historia pisma
Archiwum Jerzego Turowicza | Unia dla Ciebie | Książki w Tygodniku | Film w Tygodniku |
Jazz w Tygodniku | Apokryf | Kontrapunkt

© 2000 Tygodnik Powszechny