dotb.gif

„TP”, Nr 29 (2819), 20 lipca 2003, http://www.tygodnik.com.pl/tematy/irakpl/irak01a.php

Polacy w Mezopotamii



W Iraku jest już kilkuset polskich żołnierzy. Co napotkają? Jak długo zostaną? Po co w ogóle tam pojechali? Usunięcie Saddama Husajna było warunkiem nowego porządku w Iraku, a może także na Bliskim i Środkowym Wschodzie. Wojna stworzyła szansę, a udział w jej wykorzystaniu przypadł Polsce. Nie będzie to łatwe. Strefa, za którą Polska obejmie odpowiedzialność, wcale nie jest najbardziej stabilną częścią Iraku - poza terenami zamieszkanymi przez Kurdów, Irak jest niestabilny i nieprzewidywalny.

Polityka Polski opiera na dwóch filarach: w sprawach bezpieczeństwa głównie na USA i NATO, w gospodarczych zwłaszcza na Unii Europejskiej. Od 11 września 2001 r. Amerykanie postrzegają się jako naród w stanie wojny: zostali zaatakowani przez "międzynarodówkę" terrorystyczną, wspieraną przez niektóre państwa i uznali, że muszą się bronić, uderzając w terrorystów i w potencjalne zagrożenia.

Można się spierać, na ile doktryna taka jest zgodna z prawem międzynarodowym.

Ale przedmiotem sporu jest i to, czy prawo międzynarodowe jest dziś adekwatne do nowych zagrożeń, czy też może chroni autorytarne rządy, terroryzujące obywateli i pracujące nad bronią niekonwencjonalną? Celem wojny z Husajnem było nie tylko obalenie go - i zmiana systemu władzy w Iraku - ale także "nowe otwarcie" na Bliskim Wschodzie. Oraz sformułowanie ostrzeżenia do innych, podobnych reżimów.

Z wojny z Saddamem i europejsko-amerykańskich sporów Polska wyniosła wiele korzyści: ugruntowała swą pozycję w NATO, wzmocniła sojusz z USA, zaprezentowała się jako lider regionalny i mocnym wejściem włączyła w debaty wewnątrz Unii Europejskiej. Nie płacąc za to niemal żadnych kosztów, poza chwilowymi napięciami z Niemcami i Francją. Co być może i tak było nieuchronne: możliwe, że europejski spór o Irak stał się tak emocjonalny, gdyż ujawnił istniejące różnice i stał się katalizatorem debaty nie tylko o miejsce Polski w Unii, ale także o postawę Unii i jej członków wobec USA, o wewnętrzny układ sił czy wspólną politykę zagraniczną. Zysk - to także uświadomienie Francji i Niemcom, że europejska polityka zagraniczna nie jest realna, jeśli ma być budowana w opozycji do USA.

A teraz? Nawet jeżeli Polska nie stanie się celem ataku terrorystycznego, to - jak pokazują codzienne doświadczenia Amerykanów - polskie wojska w Iraku mogą ponieść straty. Trzeba się liczyć też z tym, że obecność sił międzynarodowych potrwa kilka, może kilkanaście lat: gdyby wycofały się szybko, zostawiając Irak samemu sobie, doszłoby zapewne do wojny domowej, do powstania kilku ośrodków władzy, zapewne autorytarnej, do rozpadu kraju - i tragedii o skutkach trudnych do przewidzenia.

Jeżeli zatem będą ofiary - wszyscy mamy nadzieję, że nie, choć nadzieja to chyba mało realistyczna - wtedy okaże się, na ile polscy politycy są gotowi uzasadniać społeczeństwu sens tej misji.

I czy mają wolę podtrzymania dotychczasowej polityki, bo na pewno w naszym społeczeństwie - gdzie sceptycyzm wobec zaangażowania w Iraku nie był mniejszy niż w wielu krajach zachodniej Europy, choć niemal nie ujawniał się publicznie - zaczną dominować nastroje przeciwne dalszej obecności tam Polaków.

Po 1989 r. historia pokazała, że chaos rozpadu może prowadzić także do czegoś dobrego. Teraz zbudowanie stabilnego i pluralistycznego państwa irackiego oraz palestyńskiego dałoby impuls ku reformom w świecie arabskim.

© 2003 Tygodnik Powszechny. Kontakt: redakcja@tygodnik.com.pl