adres: ul. Wiślna 12, 31-007 Kraków
tel: (0-12) 422 25 18, 422 23 11
fax: (0-12) 421-67-31
e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl
REDAKCJA ARCHIWUM PROMOCJA REKLAMA PRENUMERATA
 
Główna strona

Irak po Husajnie

NR 29 (2819)
20 lipca 2003


  Spis treści
  Komentarze

  Tematy miesiąca
FELIETONY
  Józefa Hennelowa
  Małgorzata Musierowicz
  Ewa Szumańska
  Andrzej Dobosz
  Michał Komar
  Marcin Król
  Stanisław Lem
  Czesław Miłosz
  Jacek Podsiadło

DODATKI TEMATYCZNE

UNIA DLA CIEBIE

KSIĄŻKI W TYGODNIKU

FILM W TYGODNIKU

JAZZ W TYGODNIKU

APOKRYF

KONTRAPUNKT


To jest strona archiwalna.

Aktualna strona internetowa "Tygodnika Powszechnego" znajduje się pod adresem www.TygodnikPowszechny.pl

Projekt, wykonanie, obsługa:
Verbanet
Wersja do druku
Napisz komentarz



Polacy w Mezopotamii

Zobacz Irak po Husajnie


W Iraku jest już kilkuset polskich żołnierzy. Co napotkają? Jak długo zostaną? Po co w ogóle tam pojechali? Usunięcie Saddama Husajna było warunkiem nowego porządku w Iraku, a może także na Bliskim i Środkowym Wschodzie. Wojna stworzyła szansę, a udział w jej wykorzystaniu przypadł Polsce. Nie będzie to łatwe. Strefa, za którą Polska obejmie odpowiedzialność, wcale nie jest najbardziej stabilną częścią Iraku - poza terenami zamieszkanymi przez Kurdów, Irak jest niestabilny i nieprzewidywalny.

Polityka Polski opiera na dwóch filarach: w sprawach bezpieczeństwa głównie na USA i NATO, w gospodarczych zwłaszcza na Unii Europejskiej. Od 11 września 2001 r. Amerykanie postrzegają się jako naród w stanie wojny: zostali zaatakowani przez "międzynarodówkę" terrorystyczną, wspieraną przez niektóre państwa i uznali, że muszą się bronić, uderzając w terrorystów i w potencjalne zagrożenia.

Można się spierać, na ile doktryna taka jest zgodna z prawem międzynarodowym.

Ale przedmiotem sporu jest i to, czy prawo międzynarodowe jest dziś adekwatne do nowych zagrożeń, czy też może chroni autorytarne rządy, terroryzujące obywateli i pracujące nad bronią niekonwencjonalną? Celem wojny z Husajnem było nie tylko obalenie go - i zmiana systemu władzy w Iraku - ale także "nowe otwarcie" na Bliskim Wschodzie. Oraz sformułowanie ostrzeżenia do innych, podobnych reżimów.

Z wojny z Saddamem i europejsko-amerykańskich sporów Polska wyniosła wiele korzyści: ugruntowała swą pozycję w NATO, wzmocniła sojusz z USA, zaprezentowała się jako lider regionalny i mocnym wejściem włączyła w debaty wewnątrz Unii Europejskiej. Nie płacąc za to niemal żadnych kosztów, poza chwilowymi napięciami z Niemcami i Francją. Co być może i tak było nieuchronne: możliwe, że europejski spór o Irak stał się tak emocjonalny, gdyż ujawnił istniejące różnice i stał się katalizatorem debaty nie tylko o miejsce Polski w Unii, ale także o postawę Unii i jej członków wobec USA, o wewnętrzny układ sił czy wspólną politykę zagraniczną. Zysk - to także uświadomienie Francji i Niemcom, że europejska polityka zagraniczna nie jest realna, jeśli ma być budowana w opozycji do USA.

A teraz? Nawet jeżeli Polska nie stanie się celem ataku terrorystycznego, to - jak pokazują codzienne doświadczenia Amerykanów - polskie wojska w Iraku mogą ponieść straty. Trzeba się liczyć też z tym, że obecność sił międzynarodowych potrwa kilka, może kilkanaście lat: gdyby wycofały się szybko, zostawiając Irak samemu sobie, doszłoby zapewne do wojny domowej, do powstania kilku ośrodków władzy, zapewne autorytarnej, do rozpadu kraju - i tragedii o skutkach trudnych do przewidzenia.

Jeżeli zatem będą ofiary - wszyscy mamy nadzieję, że nie, choć nadzieja to chyba mało realistyczna - wtedy okaże się, na ile polscy politycy są gotowi uzasadniać społeczeństwu sens tej misji.

I czy mają wolę podtrzymania dotychczasowej polityki, bo na pewno w naszym społeczeństwie - gdzie sceptycyzm wobec zaangażowania w Iraku nie był mniejszy niż w wielu krajach zachodniej Europy, choć niemal nie ujawniał się publicznie - zaczną dominować nastroje przeciwne dalszej obecności tam Polaków.

Po 1989 r. historia pokazała, że chaos rozpadu może prowadzić także do czegoś dobrego. Teraz zbudowanie stabilnego i pluralistycznego państwa irackiego oraz palestyńskiego dałoby impuls ku reformom w świecie arabskim.


Archiwum | Redakcja | Prenumerata | Reklama | Ludzie Tygodnika | Archiwum felietonów | Historia pisma
Archiwum Jerzego Turowicza | Unia dla Ciebie | Książki w Tygodniku | Film w Tygodniku |
Jazz w Tygodniku | Apokryf | Kontrapunkt

© 2000 Tygodnik Powszechny