|
|
Portrety wydawców: Wydawnictwo W.A.B.
Niegrzeczni i przekorni

Jan Strzałka
"Być może rola małych i średnich wydawnictw polega na akuszerowaniu, poszukiwaniu
nieznanych autorów, pracy nad tekstem i promowaniu nowych ciekawych zjawisk
literackich" - mówi Beata Stasińska, redaktor naczelna i współwłaścicielka
warszawskiego Wydawnictwa W.A.B.
W burzliwych latach 80. Beata Stasińska współpracowała z podziemnym pismem
"Wola". W 1989 r. wielu jej znajomych powędrowało na salony władzy, a Stasińska
postanowiła robić to, od czego była - jak wspomina - uzależniona. Najpierw podjęła
pracę w wychodzącym z podziemia wydawnictwie PoMost. PoMost, podobnie jak większość
oficyn niezależnych, nie poradził sobie na wolnym rynku. Mimo to Stasińska nie
rezygnowała ze swojego "uzależnienia". Na początku lat 90. uczestniczyła w
seminariach poświęconych wolnemu rynkowi książki, które zorganizowały France Edition
i Börsenverein. Tam poznała swoich przyszłych wspólników, Wojciecha Kuhna i Adama
Widmańskiego, w swoim czasie współpracujących z Niezależną Oficyną Wydawniczą
NOWA. We trójkę zaczęli planować założenie wydawnictwa. Czym dysponowali?
"Determinacją, dobrymi chęciami i pieniędzmi na wydanie półtora książki"
- wspomina Stasińska. I tak w 1991 r. powstało Wydawnictwo W.A.B.
Najpierw zęby!
Plany mieli ambitne, ale Adam Widmański, lekarz z wykształcenia, był przekonany, że chęci
i ambicja to za mało. Trzeba było zarobić pieniądze, by w przyszłości rozwinąć
skrzydła. Widmański zaproponował, by wystartować serią poradników medycznych.
Wydawnictwo nabyło więc licencję na poradniki od francuskiego wydawcy, później zwróciło
się do polskich autorów. "W każdej książce z serii była spora dawka rzetelnej
wiedzy i profilaktyki" - mówi naczelna W.A.B. W tym czasie Europa odkrywała medycynę
alternatywną, stąd w serii pojawiły się np. książki o akupunkturze czy o medycynie
holistycznej. Kilka tytułów: "Jak mądrze kochać dzieci?", "Domowe
sposoby leczenia dzieci", "Zdrowo jeść", "Rozwód. Jak go przeżyć?",
"Gdy odchudzanie jest chorobą". Stasińska nie skrywa, że i wtedy, i dziś ona
i jej wspólnicy musieli się tłumaczyć, dlaczego publikują poradniki. "Czy to
wstyd wydawać takie książki w kraju, w którym niejednemu inteligentowi trzeba tłumaczyć
konieczność mycia zębów?".
Była to pierwsza na rynku polskim popularna seria medyczna, ale kiedy W.A.B. zaczął ją
wydawać, nastąpiło tąpnięcie na rynku książki. Padły hurtownie, zmalały nakłady.
Poradniki okazały się strzałem w dziesiątkę, ale kryzys spowodował, że w latach
następnych wydawnictwo dmuchało na zimne, ostrożnie dobierając tytuły, niekiedy z bólem
rezygnując z wydania ambitnych pozycji. "Byliśmy zadłużeni w drukarni, musieliśmy
ręczyć osobistym majątkiem - wspomina Stasińska. - Kryzys nauczył nas, że łatwo paść
ofiarą pierwszego sukcesu".
Właściciele W.A.B. spostrzegli, że przychylne recenzje krytyków na ogół nie wpływają
na sprzedaż książki, nie można więc pochopnie zwiększać nakładu, choćby książkę
obsypywano pochwałami i nagrodami. "Dobra książka nie jest w Polsce artykułem
pierwszej potrzeby, zwłaszcza kiedy media opędzają się od książek, a ministerstwa
kultury i edukacji przez lata całe nie przejmują się poziomem czytelnictwa w
Polsce" - dodaje Stasińska. A więc poddać się, wyrzec ambicji? Nie - zmienić
strategię. Wydawać mało, ale systematycznie zwiększać liczbę tytułów. W pierwszym
roku działalności W.A.B. wydał ich dwanaście, w następnym dwadzieścia cztery itd.,
pracując nad promocją każdego tytułu. W ten sposób wydawnictwo przetrwało kryzys, a
nawet wyszło z dołka finansowego. Dziś wydaje ok. pięćdziesiąt tytułów rocznie,
zatrudnia dwudziestu pracowników. Po latach chudych Stasińska, Widmański i Kuhn mogli
powrócić do ambitnych zamierzeń.
Kobiety do pióra!
"Od początku chcieliśmy zapełnić niszę na rynku, jaką była najnowsza
literatura polska" - mówi naczelna W.A.B. Na początku lat 90. wydawcy opędzali się
od debiutantów, bojąc się ryzyka. Stasińska pracowała wtedy także w "Ex
Librisie", nieistniejącym dziś dodatku książkowym do "Życia Warszawy".
"Ex Libris" stał się poligonem, na którym przekonywała się, że w Polsce
istnieje młoda literatura, i że warto ją publikować. Równolegle poznawała najnowszą
prozę zachodnią, nawiązywała kontakty z pisarzami i wydawcami.
W.A.B. zaryzykował. "Postanowiliśmy nie zabiegać o uznane wielkości, lecz szukać
nowych talentów, wierząc, że ktoś próbuje opisać nową rzeczywistość. Literatura
uwolniła się od patriotycznych obowiązków zachowania substancji narodowej i nie zawisła
w próżni". Płaszcz Konrada wyszedł z mody. "Za pióro chwyciły się przede
wszystkim kobiety, dość wspomnieć Olgę Tokarczuk, Magdalenę Tulli, Manuelę Gretkowską
- mówi Stasińska. - Dobrze się stało, że wydawaliśmy bądź nadal wydajemy te
autorki, bo jeśli nawet niektóre z nich dostawały cięgi od krytyków - jak Manuela, dyżurna
dziewczynka do bicia - czytelnicy nie pozostawali obojętni wobec ich książek".
A wydawnictwo postanowiło docierać do czytelników. Z książkami żywymi, budzącymi
spory i emocje. W późniejszych latach - kiedy W.A.B. zacznie wydawać prozę Kingi
Dunin, felietony i eseje Izabeli Filipiak, publicystykę Agnieszki Graff i Kazimiery
Szczuki, feministek głośnych i kontrowersyjnych - emocje sięgną zenitu. Nie znaczy to,
że W.A.B. stał się bastionem feminizmu. Publikowali tu Andrzej Stasiuk i Wojciech
Kuczok, zadebiutował Piotr Siemion i Adam Wiedemann. "Poważna placówka, czy jest
nią instytut, gazeta czy wydawnictwo, nie może dziś ignorować feminizmu - wyjaśnia
Stasińska. - Minął czas drwin z tej propozycji społecznej i intelektualnej".
Niedawno Cezary Michalski wydał w tej oficynie "Siłę przyciągania". Dotąd
trudno byłoby wyobrazić go sobie w towarzystwie Dunin i Szczuki, z pewnością ten
prawicowy publicysta nie należał też do ulubieńców Stasińskiej. Dlaczego zatem
W.A.B. wydał jego powieść? "Bo wydawca to nie cenzor. Bo Michalski przyznał się
do klęski swojego pokolenia. Chciałabym, by na podobną uczciwość zdobył się kiedyś
jakiś były lewicowiec głoszący dziś prymitywny neoliberalizm, były działacz
opozycyjny, który swoich bezrobotnych kolegów nazywa nierobami".
Od Tulli do Grocholi
Beata Stasińska jest dumna, że wydawnictwo "zrobiło coś z niczego, dowodząc, że
literatura współczesna nie jest skazana na życie w niszy".
W.A.B. wydaje powieści Małgorzaty Saramonowicz, Marii Nurowskiej i Katarzyny Grocholi,
książki Krystyny Kofty i Krystyny Jandy. Stasińska nie wstydzi się, że publikuje książki
dla masowego czytelnika, a właściwie czytelniczki. O prestiżu decydują jednak książki
z wyższych półek, głównie serie: "Archipelagi", "Onirokrytyka"
czy seria humanistyczna. "Onirokrytyka"to wspólna inicjatywa W.A.B. i
Wydawnictwa Małego, czyli Jana Gondowicza. Prezentuje literaturę wyrafinowaną, książki,
"które są kilka pięter nad rzeczywistością i bawią się nią" - tłumaczy
Stasińska - surrealistów i awangardę, np. Rolanda Topora czy Rosjanina Saszę Sokołowa.
"Archipelagi" zaś to kolekcja prozy mniej hermetycznej, choć także z wysokiej
półki. Seria ta - zdaniem Poznańskiego Przeglądu Nowości Książkowych - "nie
pozwala zatonąć najwartościowszym książkom prozy polskiej lat 80. i 90.". Wyróżniono
ją także Piórem Fredry i nominowano do nagrody Ikar. Niewątpliwie to jedyna w Polsce
seria od 1996 r. konsekwentnie poszukująca naszych najciekawszych młodych i średnich
wiekowo prozaików. Rocznie ukazuje się tu około siedmiu tytułów. Nie każdy
pretenduje do rangi arcydzieła - przyznaje Stasińska - ale jedna lub dwie powieści
wybitne oznacza dobry rok dla wydawcy.
W "Archipelagach" wydano powieści Magdaleny Tulli, laureatki Nagrody Kościelskich
(ostatnio "Tryby"), prozę Jerzego Sosnowskiego (także uhonorowanego Kościelskimi)
i Piotra Siemiona. Z autorów starszych warto wspomnieć Idę Fink ("Odpływający
ogród", czyli opowiadania zebrane), Henryka Grynberga (nominacje do Nike za
"Drohobycz, Drohobycz" i "Memorbuch"), Krystiana Lupę
("Labirynt", ubiegłoroczna nominacja do Nike) i Michała Komara. Książki z
tej serii nie osiągają wprawdzie wielkich nakładów, lecz nie mijają bez echa. Budzą
też coraz większe zainteresowanie w świecie. Wydawcy zachodni zakupili prawa do ponad
60 tytułów. Autorów W.A.B. wydaje się przede wszystkim w Niemczech i Austrii, ale także
w Holandii, Hiszpanii i Francji. W ostatnich latach coraz bardziej interesują się nimi
Rosjanie - na rosyjski przetłumaczono Gretkowską, Tokarczuk, Mirkowicza, Tulli i Grocholę.
Zdarzają się przekłady na węgierski (np. "Niskich Łąk" Siemiona). Szansę
na karierę międzynarodową ma przede wszystkim Magdalena Tulli, jej prozę tłumaczono
na niemiecki i czeski, wkrótce na rosyjski i angielski.
Druga z ambitnych serii poświecona jest humanistyce. Seria "Z wagą" najpierw
ograniczała się do przekładów z języków zachodnich (np. Eugen Drewermann), ale z
czasem pojawiły się w niej dzieła autorów polskich, np. Marii Janion "Żyjąc
tracimy życie", Ewy Bieńkowskiej "Spór o dziedzictwo europejskie", Małgorzaty
Szpakowskiej "Chcieć i mieć. Samowiedza obyczajowa Polaków w okresie
przemian", Joanny Pollakówny "Weneckie tęsknoty", Ewy Kuryluk zmieniona
wersja "Wiedeńskiej apokalipsy", Zbigniewa Mikołejki "Żywoty świętych
poprawione" czy wznowienie książki Jerzego Jedlickiego "Jakiej cywilizacji
Polacy potrzebują". Sporą popularnością cieszy się też nowy cykl: literatura
faktu. Stasińska wiąże z nią wielkie nadzieje. Ukazały się tu m. in:
"Cela" Anny Sobolewskiej, "Ojcobójcy" Piotra Gruszczyńskiego, w
najbliższym czasie pojawią się eseje Kazimierza Brandysa, wydarzeniem będzie na pewno
książka Magdaleny Tulli i Sergiusza Kowalskiego "Zamiast procesu. Raport o mowie
nienawiści" czy długo oczekiwane reportaże Wojciecha Jagielskiego z Czeczenii
"Wieże z kamienia"
Przeciętne nakłady w serii humanistycznej wynoszą dwa-trzy tysiące egzemplarzy, ale
niektóre - aż sześć tysięcy, co przeczy obiegowym opiniom, że Polacy nie czytają
dzieł socjologicznych, religioznawczych, książek o kulturze. Stasińska nie skrywa, że
aby sprzedać nawet dwa tysiące egzemplarzy najświetniejszego choćby dzieła, trzeba
promocji. Reklamy wymaga zresztą także książka łatwa. Właściciele W.A.B. starają
się działać zgodnie z zachodnimi wzorcami. Pierwszy raz sięgnęli po nie przy okazji
"Siostry", powieści Małgorzaty Saramonowicz. "Spadły na nas cięgi, że
tandetę wynosimy do miary arcydzieła, usłyszeliśmy, że dobra książka sprzedaje się
sama, ergo tytuł promowany to tytuł komercyjny". Casus "Siostry"
uwidocznił przepaść, jaka dzieli krytyków i czytelników. Ci ostatni przeczytali
thriller psychologiczny, po prostu.
Naczelna W.A.B., absolwentka filologii polskiej, osoba o wybrednym smaku literackim, z
entuzjazmem publikująca książki z najwyższych półek, broni powieści popularnej,
ciesząc się, że po latach panowania na polskim rynku harlekinów doczekaliśmy się własnej
literatury kobiecej. Króluje tu Katarzyna Grochola. "Wie, że pisze powieści
popularne - tłumaczy Stasińska - nie odbiera chleba Tulli ani Szymborskiej. Krytycy nie
skrywają pogardy, ale nie oni powinni zajmować się powieściami Grocholi, lecz
socjologowie kultury, którzy mogą wyjaśnić, na czym polega fenomen tej pisarki, kim
jest trzysta tysięcy jej czytelników". Bo tyle właśnie wynosi nakład wszystkich
książek Grocholi. I warto dodać: dzięki sukcesowi jej powieści W.A.B. może
kontynuować najambitniejsze serie.
Kogo interesuje proza węgierska?
Od trzech lat W.A.B. prezentuje również współczesną prozę światową. Don Kichot i
Sancho Pansa patronują literaturze trudnej, choć w serii pojawiają się też zwyczajne
dobre fabuły do poczytania. Stasińska: "Szukałam pisarzy uznanych w Europie, a nie
wydawanych w Polsce". Owocem tych poszukiwań jest już kilkanaście tytułów: od
powieści Portugalczyka Antonia Lobo Antunesa po Rosjanina Wiktora Pielewina.
Jednym z najgłośniejszych autorów prezentowanych w tej serii jest Imre Kertész. W
lutym 2002 roku W.A.B. wydał jego "Los utracony", powieść o Zagładzie. Kilka
miesięcy później pisarz otrzymał literacką Nagrodę Nobla. "Obawialiśmy się
tej książki, choć nie mieliśmy wątpliwości co do jej rangi, wiedzieliśmy, że to
jeden z najlepszych pisarzy węgierskich, ceniony na Zachodzie. W Polsce od ponad dziesięciu
lat trwa kwarantanna dla literatury węgierskiej - podobnie jak dla słowackiej, czeskiej
czy rosyjskiej. Sami tłumacze, wydawcy i księgarze zbyt często wątpią w polskiego
czytelnika. Dziś trudno uwierzyć, że mieliśmy problemy ze znalezieniem tłumaczy powieści
Kertésza i Pielewina". Powieść noblisty osiągnęła nakład 26 tys. egzemplarzy,
"Generation P" Pielewina - 12 tys. Popularnością cieszy się także
"Kadysz za nienarodzone dziecko", kolejna książka Kertésza, a jesienią 2003
r. ukaże się "Fiasko", środkowa część "trylogii ludzi bez losu",
którą tworzą "Los..." i "Kadysz...", oraz najnowsza jego powieść,
"Likwidacja" - równolegle z premierą węgierską, niemiecką, holenderską i
francuską.
Stasińska widzi jeszcze kilka innych powodów, dla jakich warto wydawać pisarzy środkowo-
i wschodnioeuropejskich. Po pierwsze: w "Generation P" Wiktora Pielewina czy w
"Siostrze" Czecha Jáchyma Topola czytelnik polski odnajduje rzeczywistość, którą
zna z własnych doświadczeń. Po drugie: "Szukamy autorów, którzy mają problem z
własną kulturą i tradycją. Czasami bywają wobec niej niegrzeczni i przekorni, jak
Pielewin. Czasami bezwzględnie wobec niej krytyczni, jak Antonio Lobo Antunes".
Niegrzeczny i samobójczo szczery jest też Francuz Michel Houellebecq. O jego "Cząstkach
elementarnych" pisano, że to "kultowa książka antynowoczesności". Powieści
towarzyszył skandal, przyznawano jej nagrody, ale też ich nie przyznawano - np. Goncourtów.
"Po latach nieobecności literatury francuskiej w Europie Houelle-
becq wzbudził jedną z najżywszych dyskusji literackich w naszym kręgu kulturowym.
Warto było wydać jego prozę, nawet jeśli problemy Houellebecqa nie są jeszcze naszymi
problemami. Wkrótce nimi będą". "Cząstki" - dzieło anarchistyczne,
przesycone obsesjami seksualnymi, bliskie prozie Celine'a - jest radykalną rozprawą ze
współczesną cywilizacją i jej mizerią duchową.
Stasińska zastrzega, że nie ma w sobie żyłki pedagogicznej, lecz wiele tytułów z
serii Don Kichot wydaje "zamiast" - zamiast polskich powieści, które jeszcze
nie powstały. Na przykład? "Na przykład Houellebecq albo Oksana Zabużko i jej
"Badania terenowe nad ukraińskim seksem". Dlaczego u nas nie powstała taka książka?
Dlaczego nie zastanawiamy się, jak pięćdziesiąt lat komunizmu odbiło się na naszym
życiu intymnym?".
|