|
|
"Sztuka maszyny i inne pisma"
Poundowskie marginalia

Leszek Engelking
Wystarczającym powodem, dla którego warto czytać najrozmaitsze sądy Pounda (i warto
czytać o nich), jest jego poezja. Te lektury pomagają zrozumieć ją i właściwie
zinterpretować.
Ezra Pound (1885-1972) był jednym z najwybitniejszych modernistycznych (w anglosaskim
rozumieniu tego terminu) pisarzy języka angielskiego i jednym z największych poetów XX
wieku. Jest postacią, delikatnie mówiąc, dwuznaczną ze względu na fascynację
Mussolinim i włoskim faszyzmem, opowiedzenie się za państwami Osi podczas wojny i ze
względu na swój antysemityzm, ale poetycką wielkość i wagę jego pisarstwa dla
literatur anglosaskich i nie tylko anglosaskich w minionym stuleciu kwestionować trudno.
Trudno kwestionować również znaczenie i rangę jego eseistyki.
Świadectwo przemiany
Polski czytelnik otrzymał właśnie przekład tomu esejów "Sztuka maszyny i inne
pisma". Próżno szukalibyśmy tego tomu pośród książek wydanych przez samego
Pounda. Włoska badaczka dzieła poety, Maria Luisa Ardizzone, zebrała jego
niepublikowane teksty, dodała do nich dwa rzadkie druki i w ten sposób powstał wydany w
1996 roku zbiór "Machine Art and Other Writings". Zawarte w nim szkice i
notatki pochodzą z lat 1927-1942, kiedy Pound mieszkał we Włoszech, w Rapallo i
Wenecji. Jak powiada edytorka, teksty te należy traktować jako "swego rodzaju
teksty uzupełniające", a ich wartość "polega na tym, że dopełniają teksty
już znane".
Tu musi pojawić się pytanie: znane, ale komu? Specjalistom poundologom, ale nie większości
polskich czytelników. Z prozy Pounda mamy w Polsce przetłumaczony jedynie pierwszy
(1910) zbiór jego esejów, "Duch romański" (Warszawa 1999), fragmenty
obszernego szkicu "ABC czytania" (1934), zamieszczone w antologii "Nowa
krytyka" (Warszawa 1983), oraz garść esejów i manifestów publikowanych jedynie
czasopiśmiennie (nawiasem mówiąc, tłumaczka "Sztuki maszyny" oraz edytorzy
tej książki nie odwołują się do tych przekładów, choćby w przypisie). Brakuje nam
nawet tłumaczenia pozycji tak fundamentalnej, jak "Selected Essays" (1954), w
opracowaniu i z przedmową T. S. Eliota), otrzymaliśmy za to tom marginaliów.
Nie ma jednak co wybrzydzać, bo dostajemy książkę arcyciekawą, przynajmniej dla każdego,
kto choć trochę interesuje się dziełem Pounda. Równie ciekawy jak same teksty poety
(nota bene dwa z nich powstały nie po angielsku, lecz po włosku; wobec braku noty tłumaczki
narzuca się pytanie, z jakiego języka zostały przełożone), czasem fragmentaryczne,
niedokończone, wydaje się obszerny wstęp Ardizzone, porządkujący zawarte w nich myśli
i rzucający je na szersze tło: edytorka wskazuje na Poundowskie lektury filozofów -
m.in. Arystoteles, Francis Bacon, Leibniz - i na nawiązania poety, aprobatywne lub
krytyczne, do poszczególnych koncepcji.
Włoska badaczka słusznie pisze, że teksty zebrane w jej książce "są świadectwem
przemiany, jaka dokonała się w estetyce Pounda, a której początek przypada na drugą
połowę lat 20., kiedy to poeta zaczyna rozumieć sferę estetyki jako sferę działania
praktycznego i użytecznego". Świadectwo zmian w Poundowskim myśleniu o sztuce
znajdujemy w jego poezji już wcześniej. Wielki poemat "Hugh Selwyn Mauberley"
(1920) to nie tylko pożegnanie z Imperium Brytyjskim, które poeta opuszcza na rzecz
Europy kontynentalnej, Francji, a potem faszystowskich Włoch, ale także ze sobą samym,
ze sobą minionym, z Poundem-estetą (tym dawnym Poundem jest w poemacie postać nazwana
E. P.). Niezależnie od tego, czy uznamy, że przemiana nastawienia poety była dla jego
twórczości szczęśliwa, czy nie, jej stwierdzenie wydaje się dla opisu i interpretacji
owej twórczości kluczowe.
Lichwa, metafizyka, monizm, czyli triada zła
Nie znaczy to, że myśl Pounda po owej przemianie nie jest w pewnych punktach kontynuacją
tego, co ważne było dla niej dużo wcześniej. Antyabstrakcyjna postawa, widoczna
doskonale już w okresie imagizmu (lata 1912-1914 to czas sformułowania założeń
kierunku, manifestów i pierwszych publikacji poetyckich), teraz zostaje jedynie rozwinięta
i dodatkowo, a zarazem nieco odmiennie uzasadniona. Abstrakcja jest zła przede wszystkim
dlatego, że wielość sprowadza do jedności. To w odrzuceniu abstrakcji bierze chyba
początek zdecydowana Poundowska niechęć do metafizyki.
Zło w historii poeta utożsamia z lichwą. Z lichwą łączą się w triadę zła
metafizyka i monizm (którego odmianą jest monoteizm). Tu zapewne tkwią głębsze
korzenie Poundowskiego antysemityzmu, gdyż wiarę w jednego Boga wprowadzili Żydzi.
Chrześcijaństwo też nie jest bynajmniej faworytem poety, ale w idei Trójcy Świętej
dostrzega on pierwiastek mnogości. Najbliższa mu jest jednak religia natury, dopuszczająca
wielość bogów. Dodajmy, że według Pounda monoteizm żydowski uwarunkował
metafizyczne koncepcje Arystotelesa.
Co według pisarza łączy ze sobą lichwę, metafizykę i monoteizm? Wszystkie mają
charakter abstrakcyjny i wszystkie przeciwstawiają się prawom natury, domeny mnogości,
płodności i produktywności. Jednym z najbardziej znanych utworów Pounda jest "Pieśń
XLV" z podtytułem "Z usurą" czy też "Gdzie usura" (usura to po
łacinie lichwa), gromka tyrada przeciw lichwie:
Usura to zaraza, usura
stępi igłę w dłoni dziewczęcej
spęta zręczność prządki.
(...)
Usura rdzą zżera dłuto
Rdzą zżera majsterstwo i majstra
Ona nić rwie na krosnach
(...)
Usura zabija dziecko w łonie
przerywa zaloty młodzieńca
W łoże wniosła paraliż; wciska się
Pomiędzy świeżo poślubionych
CONTRA NATURAM
Abstrakcyjny, a więc niewłaściwy, jest, zdaniem Pounda, wywodzący się od Arystotelesa
sposób myślenia, oparty na logice sylogizmu, której poeta przeciwstawia logikę
biologiczną. Naznaczony metafizyką i abstrakcją jest język Zachodu, będący produktem
myślenia monoteistycznego i dogmatycznego, język, w którym arbitralne znaki nie wiążą
się w sposób konieczny z desygnatami. Tymczasem w języku chińskim, dzięki obrazowej
naturze znaku pisma, ideogramu, sprawa wygląda inaczej, zachowane zostaje bowiem
naturalne połączenie między rzeczą a znakiem.
Spotkanie z Fenollosą
Pound wychodzi tu od idei zawartych w jednym z tekstów, które najsilniej na niego oddziałały
("To jeden z najważniejszych esejów naszych czasów" - pisał w liście do
Johna Quinna w styczniu 1917). Chodzi o esej Ernesta Fenollosy (1853-1908) "Znak
pisma chińskiego jako środek poetycki", który pisarz sam zredagował, skomentował
i o którego wydanie, a później wznowienie zabiegał. Część spuścizny po Fenollosie
otrzymał od wdowy po nim, która, zachęcona wierszami Pounda, uznała, że najlepiej
nadaje się on do zredagowania zapisków o charakterze eseistycznym i nadania formy
literackiej surowym przekładom poezji chińskiej i japońskich dramatów. Pisarz
znakomicie wywiązał się z tego zadania; "Znak pisma chińskiego" po raz
pierwszy ukazał się w odcinkach w piśmie "The Little Review" w roku 1919.
Fenollosa i za nim Pound uważają, że ideogram to konkret. W eseju "Jak pisać"
(1930), w swoim czasie nieopublikowanym i zarzuconym, amerykański poeta powiada:
"ideogram abstrahuje albo generalizuje w znany konkret". Ponadto ideogram ma
naturę dynamiczną. "Ideogram wymaga obrazu w ruchu - czytamy w "Jak pisać"
- konkretnej rzeczy plus akcji". Tu bliscy jesteśmy drugiego, nieco późniejszego
-izmu, któremu Pound patronował - wortycyzmu z jego ideą obrazu jako wiru (artykuł
programowy pt. "Wortycyzm" ukazał się w "Fortnightly Review" we wrześniu
1914).
Fakt, że wielu językoznawców i sinologów krytykowało tezy Fenollosy, wskazując na
jedynie fonetyczny charakter większości ideogramów, nie ma tu znaczenia. Fenollosa nie
był zresztą właściwie sinologiem. W 1887 roku wyjechał do Japonii jako profesor
ekonomii. Tam jednak nie tylko wykładał ekonomię i filozofię na uniwersytecie w Tokio,
ale również głęboko zainteresował się sztuką Dalekiego Wschodu i pod kierunkiem
japońskich nauczycieli zgłębiał tajniki literatury japońskiej i chińskiej.
Fenollosa widział też przewagę chińskiego nad językami fleksyjnymi w tym, że
praktycznie pozbawiony jest on gramatyki, domeny abstrakcji. A sama natura też nie jest
przecież poddana gramatyce. Porządek słów w językach niefleksyjnych to, zdaniem
Fenollosy, porządek naturalny, odwzorowanie natury. Jak twierdzi Pound w "ABC
czytania", Fenollosa dotarł "do sedna problemu: pokazał, co jest mocną stroną
myślenia "w języku" chińskim, a co stanowi o słabości myśli i języków
Europy" (przeł. Krzysztof Biskupski).
Poezja: "uwidocznienie konkretu"
Pound powiada w "Jak pisać", że "dobra poezja europejska przybiera często
postać ideogramów". Poezja przywraca więc wytartemu językowi europejskiemu jego
konkretność, dynamizm i organiczny związek znaczącego ze znaczonym. Źródeł tego
przekonania szukać możemy jeszcze w fazie preimagistycznej (1908-1912) i w tym, co o różnicach
między poezją i prozą mówił główny teoretyk tego przygotowującego imagizm okresu,
angielski filozof, popularyzator filozofii, teoretyk i poeta T.E. Hulme (1883-1917):
"W prozie, jak w algebrze, konkretne rzeczy są ucieleśniane przez znaki lub
liczmany, którymi manipulujemy zgodnie z regułami, w ogóle bez unaocznienia sobie tego
procesu. Istnieją w prozie pewne typy sytuacji i zestawień słownych, które odnoszą
nas automatycznie do pewnych innych zestawień. Tak jak to czynią funkcje w algebrze. W
zakończeniu procesu trzeba tylko pod X lub Y podstawić znowu rzeczy fizyczne. Poezja - w
jednym aspekcie w każdym razie - może być traktowana jako wysiłek zmierzający do
uniknięcia tego mechanizmu prozy. Nie jest językiem liczmanów, lecz uwidocznieniem
konkretu. Jest kompromisem wobec języka intuicji, który dostarcza ucieleśnionych doznań.
Zawsze dąży do zniewolenia odbiorcy, do zmuszenia go, by nieprzerwanie widział rzecz
fizyczną, do zabezpieczenia go przed ześliźnięciem się w abstrakcję"
("Romantyzm i klasycyzm", przeł. Małgorzata Szpakowska, w antologii "Nowa
Krytyka").
Oczywiście za tymi stwierdzeniami stoi długa tradycja rozróżniania poezji i prozy na
zasadzie zbliżenia tej pierwszej do rzeczy. Chodzi o koncepcje bliskości języka poezji
i języka pierwotnego, pozbawionego abstrakcji, w którym znak w sposób konieczny związany
jest z desygnatem. Koncepcji poety jako człowieka pierwotnego pierwszy nadał wykończony
kształt włoski filozof Giambattista Vico (jak powiada w "Nauce nowej",
pierwotne ludy "z konieczności naturalnej były poetami"). Później koncepcja
ta obecna jest u Rousseau, Condorceta, Condillaca i Johannna Georga Hamanna, który
stwierdził, że "poezja to język ojczysty rodzaju ludzkiego", a charakter
programowy zyskuje w pismach Herdera. Idee tego ostatniego ważne były dla niemieckich
romantyków, Jean Paula, Novalisa, Augusta Wilhelma i Friedricha Schleglów. U Novalisa właśnie
pojawia się przekonanie, że w poezji nazwa i rzecz winny stanowić jedność. Język, w
którym nie ma rozziewu między znakiem a rzeczą, Novalis nazywał językiem
hieroglificznym.
Z eseju Fenollosy Pound wywiódł też metodę ideogramiczną, którą w "ABC
czytania" utożsamił z metodą naukową. Jak czytamy w "Estetyce pragmatycznej
E.P." (ok. 1940-1943), tekście istniejącym jedynie w formie notatek:
"Prawdziwa nauka, prawdziwe myślenie jest ideogramiczne, w tym sensie, że ogólne
składa się z określonych poszczególności poznawanych bezpośrednio przez myśliciela"
(podkreślenie autora cytatu). W metodzie ideogramicznej nie ma znienawidzonej przez
Pounda arystotelesowskiej logiki, myślenia dedukcyjnego (poecie bliższa jest, rzecz
jasna, Baconowska indukcja), jest natomiast zestawianie konkretnych zjawisk lub rzeczy, z
którego to zestawiania wyniknąć ma nowa jakość. Tę właśnie metodę Pound stosuje w
swym najambitniejszym dziele poetyckim, "Pieśniach" ("The Cantos").
Sztuka i wiedza
Mimo że Pound odrzucił literaturę i sztukę jako cel sam w sobie, pozostają one u
niego na wysokim piedestale. "Sztuka - pisze Ardizzone - staje się dla Pounda najwyższą
formą wiedzy". Nie wiedza teoretyczna jest więc najważniejsza i najlepsza, lecz
wiedza artystyczna. Poznaje się tu przez wytwarzanie (u Pounda mamy w tym okresie
koncepcję sztuki jako techné, czyli jak on sam zdefiniował ten grecki termin w
eseistycznym "Guide to Kulchur", 1938, "biegłość w tworzeniu
rzeczy").
W innym tekście ("Pound Language in Rock-Drill, Two Theses for a Genealogy",
"Paideuma" 1992, nr 1-2) włoska badaczka mówi nie o sztuce w ogóle, ale o
poezji: "Mamy do czynienia z zasadniczym przekonaniem, że poprzez język poezji można
osiągnąć najwyższy poziom wiedzy, co dla Pounda znaczy najbardziej precyzyjny".
Sam poeta w "Estetyce pragmatycznej", polemizując z Benedetto Crocem, powiada:
"Filozofia, ekspresja filozoficzna to nic innego jak niejasne, płynne aproksymacje;
sztuka osiąga BARDZIEJ precyzyjne manifestacje" (wersaliki autora cytatu).
* * *
Można oczywiście powiedzieć, że na przykład zestawienie lichwy z metafizyką i
monizmem jest arbitralne i nie zajmować się nim w ogóle, ale wydaje się, że
wystarczającym powodem, dla którego warto czytać najrozmaitsze sądy Pounda (i warto
czytać o nich), jest jego poezja. Te lektury pomagają zrozumieć ją i właściwie
zinterpretować.
Wydane w "Sztuce maszyny" teksty rzucają światło na późniejsze tomy
"Pieśni". Rzucają je też na tylko w pewnej części zrealizowany projekt,
mianowicie projekt
Poundowskiego "Raju" (układem odniesienia dla "The Cantos" jest między
innymi "Boska Komedia" z jej podziałem na "Piekło", "Czyściec"
i "Raj"). W artykule poświęconym temu projektowi ("The Genesis of Pound's
Paradise: Looking at the Vocabulary", "Paideuma" 1993, nr 3) Maria Luisa
Ardizzone pokazuje, że Pound buduje raj w opozycji do metafizycznego Paradiso Dantego;
jest to raj nie metafizyczny, lecz fizyczny. Tom "Sztuka maszyny i inne pisma"
pozwala między innymi dostrzec wszelkie uwarunkowania takiego właśnie charakteru
Poundowskiego raju.
|