dotb.gif

„TP”, Nr 29 (2819), 20 lipca 2003, http://www.tygodnik.com.pl/ksiazki/29/ksiazka06.php

"Między Moskwą a Rzymem" - nowa książka Grzegorza Przebindy

Na styku tradycji

Jarosław Makowski


Nietrudno fascynować się Rosją, którą odnajdujemy na kartach dzieł takich filozofów, jak Szestow czy Rozanow. Skazani na emigrację, tworzyli na styku tradycji własnej i cudzej: czytali dzieła swoich zachodnich kolegów, czasami toczyli z nimi zażarte spory. To pokazuje, że pluralizm jest błogosławieństwem, które należy chronić.

O prawosławiu i Rosji wciąż wiemy niewiele. Ta niewiedza wynika po części z prozachodniego nastawienia, jakie Polacy wybrali w 1989 roku. Wielu rodaków wciąż postrzega Rosję jako zagrażające nam mocarstwo, Rosjan natomiast jako chrześcijan, którzy inaczej przeżywają swoją wiarę. Sęk w tym, że spotkania z prawosławną Rosją uniknąć nie podobna.

Zjednoczona Europa - powtórzył to ostatnio Jan Paweł II - musi oddychać dwoma płucami: zachodnim i wschodnim. A skoro tak, to należy nadrobić stracony czas; uczyć się Rosji i prawosławia. Poznawać tych rosyjskich intelektualistów i myślicieli, którzy przez "jedynie słuszny system" skazani byli na emigrację i milczenie. Czytać dzieła tych, którzy reprezentują inną Rosję - tolerancyjną, otwartą i gotową do twórczej dyskusji.

Dlatego tak ważna jest nowa książka Grzegorza Przebindy, krakowskiego rusycysty, który z pasją i przenikliwością odsłania meandry "rosyjskiej duszy". Czytając jego eseje poświęcone wybitnym rosyjskim myślicielom czy wielkim rosyjskim pisarzom lepiej rozumiemy, dlaczego między Rzymem a Moskwą wciąż panuje chłód.

Przebinda pisze o miejscach, gdzie tradycja zachodnia spotyka się z wschodnią; pokazuje, co je łączy, a co dzieli. Już w eseju otwierającym książkę ("Wiara i rozum w Rosji") tropi przyczyny, dla których na Wschodzie tak mocne były tendencje negujące ludzkie możliwości poznawcze. Dla XIX-wiecznych rosyjskich fideistów, którzy w pogardzie mieli dokonania Oświecenia, cała zachodnia filozofia, od Arystotelesa do Hegla, była postrzegana jako upadłe królestwo rozumu i sylogizmu. Jakie są konsekwencje takie sposobu postrzegania rzeczywistości?

Przebinda uważa, że "antyracjonalizm był podstawą rosyjskiego ťreligijnego nacjonalizmuŤ". I to w dwojakim sensie: po pierwsze jako podstawa wszelkiego, nie tylko rosyjskiego nacjonalizmu; po drugie, tam gdzie kwestionował syntezę fides et ratio w filozofii europejskiej. A ponieważ skrajne stanowiska rodzą natychmiast kontrapunkty, szybko się okazało, że odpowiedzią na skrajny fideizm był antyteizm (np. Hercena) lub "materializm dialektyczny". Czyżby więc Rosja skazana była na skrajny, wręcz manichejski dualizm?

Okazuje się, że nie wszyscy XIX-wieczni myśliciele rosyjscy obierali tak skrajne rozwiązania. Zdaniem Przebindy "prawdziwymi oponentami rosyjskich okcydentalistów-ateistów nie byli słowianofile-irracjonaliści, lecz ci, którzy umieli dostrzec łączność wiary i rozumu, a przez to - również pokrewieństwo Rosji z chrześcijańską i postoświeceniową Europą". Tacy myśliciele jak Czaadajew czy Sołowjow nie chcieli być skazani na radykalny wybór: albo racjonalne Ateny, albo religijna Jerozolima. W ich przekonaniu była to fałszywa alternatywa. A jeśli tak, to "Rosja należy do chrześcijańskiej Europy nie tylko dlatego, że przed tysiącem lat została ochrzczona przez św. Włodzimierza, ale również z tego powodu, że jej najwięksi religijni myśliciele nowych czasów umieli dostrzec wspólne pole fides et ratio".

Doskonale wyraził to cytowany przez Przebindę rosyjski myśliciel współczesny, literaturoznawca i poeta Siergiej Awierincew. Wschód i Zachód mogą i powinny się od siebie uczyć. Chrześcijański Wschód nie może się obejść bez zachodniego doświadczenia dwóch stuleci funkcjonowania wiary wobec wyzwania, jakie jej rzuciło Oświecenie. I słusznie zachodnie chrześcijaństwo napomina Wschód: "Bracia, nie bądźcie dziećmi w swym myśleniu". Z drugiej jednak strony, Wschód ma rację, kiedy napomina zachodnich chrześcijan, by ponownie odkryli fundamentalny dystans między Stwórcą a stworzeniem czy przemyśleli zanik poczucia grzechu w europejskiej cywilizacji. Zachód bowiem zapomniał, że "podstawą mądrości jest bojaźń Pańska". Rozum i wiara, by użyć słów Papieża z encykliki "Fides et ratio", są jak dwa skrzydła, na których unosi się duch ludzki...

Tak więc Rosja, przekonuje Przebinda, przez swą religię, myśl, kulturę i literaturę stanowi nieodłączną część chrześcijańskiej Europy. Jednym z najgorliwszych orędowników takiego patrzenia na naszego wschodniego sąsiada jest obecny Papież. Jan Paweł II nie tylko odnowił dialog teologiczny z prawosławiem i nadał mu nowy kształt, ale także wykonał wiele pojednawczych gestów. I rzecz może najważniejsza: jest autorem listu pasterskiego "Orientale lumen" (1995), który - pisze Przebinda - "stanowi teologiczno-literackie i duchowe apogeum współodczuwania i współrozumienia prawosławia". Przebinda współmyśli z Papieżem z Polski, który powiada, że w stosunku do każdej kultury "Wschód chrześcijański odgrywa rolę wyjątkową i uprzywilejowaną, ponieważ stanowi pierwotne środowisko rodzącego się Kościoła". Cieniem na chrześcijaństwie kładą się wielowiekowe podziały. To one, pisze Przebinda, pozbawiły świat wspólnego świadectwa, które mogło zapobiec wielu dramatom, a nawet zmienić bieg dziejów. A dziś, kiedy toczy się gorąca debata nad kształtem zjednoczonej Europy, Kościoły nie tylko mogą, ale powinny pokazać, że stać je na przezwyciężanie historycznych podziałów. Dialog z prawosławiem mógłby się także przyczynić do porozumienia rosyjsko-polskiego. Nie od dziś wiemy, że zmiana biegu historii dokonuje się poprzez zmianę relacji między ludźmi. Jeśli oficjalni przedstawiciele Kościołów wciąż nie mogą znaleźć porozumienia, wyjściem może być ekumenizm przyjacielski, oddolny, między konkretnym katolikiem a prawosławnym, między Rosjaninem a Polakiem. Sam profesor Przebinda często przywołuje takie przyjacielskie spotkania. Oczywiście łatwo fascynować się Rosją, którą odnajdujemy na kartach dzieł Szestowa, Bierdiajewa, Rozanowa. Ci myśliciele, skazani na emigrację, tworzyli na styku tradycji, czytali dzieła swoich zachodnich kolegów i czasami toczyli z nimi - jak Szestow z Heglem - zażarte spory. To pokazuje, że pluralizm nie jest złem, z którym trzeba walczyć, ale autentycznym błogosławieństwem, które należy chronić.

Ale prawosławna Rosja ma także inne oblicze: nietolerancyjne, zamknięte na dialog, nacjonalistyczne. Dlatego postulat Grzegorza Przebindy, by do europejskich sporów włączyć prawosławną Rosję, wydaje się intrygujący. A już niebawem może się okazać także twórczy. I to zarówno dla Rzymu, jak i Moskwy....

© 2003 Tygodnik Powszechny. Kontakt: redakcja@tygodnik.com.pl